wtorek, 30 stycznia 2018

Pacjent Zero - Jonathan Maberry


Pacjent Zero” to książka o walce z rodzącą się plagą żywych trupów. Nie są to jednak powolne i łatwe do zabicia zombie, a wściekłe, szybkie i silne bestie, których jedynym celem jest rozprzestrzenienie tkwiącego w nich wirusa, czyli zarażenie kolejnego człowieka.
Głównym bohaterem jest policjant Joe Ledger, który podczas jednej z akcji zwraca na siebie uwagę dowodzącego tajną organizacją o nic nie mówiącej nazwie Wojskowy Departament Nauki pana Churcha. Joe zostaje sprowadzony do bazy WDN i tam zostaje poddany testowi: staje naprzeciwko Javada, którego zabił podczas ostatniej akcji. Z tym, że to już nie jest człowiek, to żądna krwi bestia, której jedynym celem jest rzucić się do gardła każdemu napotkanemu człowiekowi. Tak właśnie Joe dowiaduje się o nowej broni terrorystów, po której uwolnieniu poprzednie ataki wydają się jedynie dziecinną igraszką. Nie ma wiele czasu by rozpracować i zniszczyć działające w Ameryce jednostki chcące rozpocząć apokalipsę. A po drugiej stronie świata na zlecenie potentata z branży farmaceutycznej pana Gaulta i pod ochroną terrorystów pewna genialna kobieta pracuje nad kolejnymi generacjami wirusa. Wśród najwyższych urzędników amerykańskich znajduje się człowiek donoszący o wszystkich posunięciach panu Gaultowi. Szpieg przeniknął także do jednostki pana Churcha. Zegar tyka, adrenalina buzuje w żyłach, a wyrzuty sumienia i moralne rozterki trzeba odłożyć na czas, kiedy życie wszystkich wokół nie będzie wisiało na włosku.

czwartek, 11 stycznia 2018

malynosorozec - Zapowiedź Dziennego Światła

Przedstawiam tekst, który napisałem dawno, dawno temu przy okazji konkursu "Wydarzyło się nocą..." organizowanego przez Silmaris. Teraz wracam do niego i zamieszczam w formie, w jakiej wysłałem go na ów konkurs.
Fantasy o krasnoludach. Krasnoudzka legenda? 
Zapraszam

malynosorozec
Zapowiedź Dziennego Światła.
Wszystkie krasnoludy co najmniej raz do roku cieszą swoje oczy światłem dnia. Dawno, bardzo dawno temu noc dla tego ludu nie była czasem między zachodem i wschodem słońca. Noc była permanentna i dopiero po nastaniu świtu większość zdała sobie sprawę, że w ogóle trwała.