piątek, 21 kwietnia 2017

Stwory Światła i Ciemności - Roger Zelazny

"– Kim jesteś?
– Nie wiem.
– Oho. To już zalążek mądrości!"[1]

Anubis, władca Domu Śmierci, nadaje imię szkolonemu przez tysiąc lat bezimiennemu dotąd słudze. Przebudzeniec dostaje także niezwykle ważną misję: udać się do światów wewnętrznych, by znaleźć i zabić Księcia, Który Ma Tysiąc Lat. W zamian jego pan do imienia dołączy wspomnienia oraz tożsamość. Nie próżnuje także rządzący w domu życia Ozyrys: on taką samą misję daje swojemu synowi Horusowi. Ważne jest bowiem nie to, czy Książę, Który Ma Tysiąc Lat zostanie zabity, ale kto to zrobi. Do rozgrywki dołączą także Stalowy Generał, Aniołowie Stacji i wściekły Tyfon, a gdzieś w cieniu wydarzeń czaić się będzie To, Co Nie Ma Imienia.

Opowieść oparta na mitologii egipskiej, której akcja dzieje się na dziesiątkach planet? W to mi graj. "Stwory światła i ciemności" są pozycją, która teoretycznie ma wszystko, by zadowolić czytelnika takiego jak ja. Niestety tylko teoretycznie.

Na początek skupmy się jednak na jej dobrych stronach, bo tych nie brakuje. Jest więc wspomniana już egipska mitologia, którą może znam nie bardzo dobrze, ale wystarczająco, by orientować się w treści (a jeśli komuś nie wystarczy jego wiedza, żyjemy przecież w dobie Internetu – dwa kliknięcia i już wiadomo, kto jest kim w książce). Podoba mi się wplecenie owej mitologii w kosmiczną skalę. Podobają mi się epickie wręcz postaci. Epickość i rozmach to bodajże największe zalety tej powieści. Są dziesiątki światów zawieszonych między Domem Życia a Domem Śmierci (gdzie niepodzielnie rządzą Anubis i Ozyrys), a w światach tych bohaterowie, których boją się nawet wymienieni bogowie. Są bitwy i pojedynki, podczas których drżą całe planety. Cofam poprzednie słowa: to właśnie największa bomba: walka na czasoportacje, którą autorowi udało się przedstawić wyśmienicie, odpowiednio wykorzystując opisy i emocje. W ogóle sam pomysł czegoś takiego jak czasoportacja budzi szacunek.

A teraz żeby nieco zburzyć wrażenie po pochwałach… Wszystko dzieje się nieco za szybko, i tym razem wyjątkowo brakuje mi kilku dokładniejszych opisów. Jest też trochę chaotycznie. Ochy i achy pobudzonej wyobraźni tonowane są przez momenty zastanowienia, o co w ogóle chodzi w danym wątku.

"Stwory światła i ciemności" przypadły mi do gustu, ale jednocześnie rozczarowały. Co nie zmienia faktu, że nawet przez chwilę nie pomyślałem, by przerwać lekturę (czyli aż do trzeciej trzydzieści) i na pewno sięgnę po inną pozycję autorstwa Rogera Zelaznego.


"Mądrość jako taka jest wytworem wiedzy. Wiedza natomiast jest niestety produktem poczynań ludzi niemądrych"[2].

6/10
malynosorozec

---
[1] Roger Zelazny, "Stwory światła i ciemności", przeł. Anna Kraśko, wyd. Krajowa Agencja Wydawnicza, 1988, s. 12.
[2] Tamże, s. 28.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz