środa, 11 stycznia 2017

Terry Pratchett - Piekło Pocztowe, Świat Finansjery, Para w Ruch




„Jedyny sposób, żeby coś się pojawiło kiedy jest potrzebne, to potrzebować by się pojawiło”[1].

Będący częścią historii o Świecie Dysku cykl o oszuście Moiście von Lipwigu liczy sobie trzy tomy: „Piekło pocztowe”, „Świat finansjery” i „Para w ruch”. A nasza znajomość z tymże bohaterem zaczyna się słowami:

„Mówią, że perspektywa powieszenia o świcie wybitnie sprzyja koncentracji umysłu. Niestety, umysł wówczas nieodmiennie się koncentruje na fakcie, że znajduje się w ciele, które o świcie zostanie powieszone”[2].

Nosi on wtedy miano Albert Spangler i po swojej egzekucji dostaje od Patrycjusza propozycję nie do odrzucenia: obejmie będącą w ruinie pocztę i doprowadzi ją do świetności albo naprawdę zatańczy konopne fandango. Jego kuratorem zostaje pan Pompa, golem mający pilnować, by Moist nie opuścił w pośpiechu miasta, a jedyni pracownicy poczty to w tym momencie pan Groat, starszy wiekiem młodszy listonosz, oraz jego pomocnik Stanley (wychowany przez kapustę zapalony zbieracz szpilek, miewający czasem Trudne Chwile). No i są jeszcze listy. Tysiące listów, które chcą zostać dostarczone i uważają, że Moist jest człowiekiem, który może to zrobić.

W drugiej części Lipwig dostaje od Patrycjusza kolejną propozycję, z której odrzucenia bardzo ucieszyłby się pan Trooper, najlepszy kat w Ankh-Morpok. Otóż tym razem trzeba postawić na nogi Bank i Mennicę, których właścicielem zostaje niejaki Pan Maruda – pies, a z kolei jego właścicielem – Moist.

„Para w ruch” to zmagania bohatera z nowo powstającą koleją. Moist von Lipwig działa z ramienia Patrycjusza w niełatwym zadaniu uruchomienia pierwszej linii żelaznej drogi.

Wszystkie te powieści są mocno zakorzenione w Świecie Dysku, który autor konsekwentnie budował, tak że nie radzę czytać ich nie znając poprzednich tomów. W „Piekle pocztowym” jest dużo wprowadzonych wcześniej sekarów, istotną rolę odgrywają także opisane dokładniej w „Na glinianych nogach” golemy, które sporo miejsca zajmują również w „Świecie finansjery”. „Para w ruch” to natomiast pięć minut dla wprowadzonych szerzej w "Niuchu" goblinów. Jest także dużo (i to znakomita wiadomość) lorda Vetinariego, kilka scen ze strażnikami (komendant Vimes występuje nieco dłużej w „Parze w ruch”), trochę mniej z magami (Śmierć ku mojemu ubolewaniu się nie pojawia).

Cykl dużo zawdzięcza nowo wprowadzonym postaciom pobocznym: pomocnikom na poczcie, później skrywającemu mroczny sekret bankierowi, który nigdy się nie myli, wreszcie inżynierowi nierozstającemu się z suwakiem logarytmicznym i szczególnie ciepłe uczucia żywiącemu dla sinusa i cosinusa. Są też dobrze już znani: Igory, krasnoludy (krasnoludzice także), nieodłączny asystent Patrycjusza Drumknott, który wreszcie odkrywa coś ciekawszego niż teczki i spinacze, oraz Król Złotej Rzeki Harry Król, pojawiający się w części drugiej, by na dobre zagościć w trzeciej. Są też oczywiście przeciwnicy Moista: człowiek zarządzający kompanią sekarową i arystokrata, który pragnie zastąpić lorda Vetinariego. W trzeciej części główni antagoniści to chcące zaprzepaścić ustalenia traktatu z doliny Koom krasnoludy.

Damę serca Moista zostawiam na koniec, chociaż postać ta Pratchettowi bardzo się udała – niestety w trzeciej części traci ona swój czar. Podobnie jak całego potencjału w tejże części nie pokazuje Moist, a i Patrycjusz wyłamuje się ze swojej roli (na minus niestety) – są za to Palacz Blake, kilka goblinów, komendant Vimes i Harry Król, którzy w zasadzie powinni zrekompensować straty z nawiązką, tak się jednak nie dzieje. Chociaż trzecią część czyta się dobrze, uważam ją za najsłabszą z cyklu, już od pierwszych stron brakuje tu nieco płynności i lekkości, jakimi charakteryzowało się pióro sir Terry'ego Pratchetta.

Jest dynamicznie, ale jak mogłoby być inaczej, skoro główny bohater kieruje się mottem, które przytoczyłem na początku? A jeśli dodamy słowa skierowane przez niego do pomocnika z poczty:

„Biegaj zanim zaczniesz chodzić! Lataj, zanim zaczniesz pełzać! Ale zawsze do przodu! [...] Jeśli padniemy, będzie to wspaniały upadek!”[3]

– widać sposób działania Moista von Lipwiga, którego dodatkowo Patrycjusz zachęca zapewnieniami, że pan Trooper cały czas czeka z otwartymi ramiona.

Jest również zaskakująco – nie wiemy, co bohater planuje, a gdy zrealizuje plany, trzeba czasem prześledzić wskazówki zostawiane przez autora, by wszystko sobie poukładać.

Jest też zabawnie, o tak, w tym aspekcie wszystkie trzy części to sir Terry Pratchett w swoim żywiole.

Mocną stroną są relacje łączące bohaterów. Przede wszystkim Moista z panną Dearheart, z Patrycjuszem i z podwładnymi.

I jakkolwiek by na to patrzeć, jest pouczająco. Spoczywający na grzbietach czterech słoni (które stoją na A'Tuinie – gwiezdnym żółwiu) Świat Dysku za sprawą tych trzech pozycji coraz bardziej przypomina pewną planetę – trzecią, licząc od Słońca. Co ciekawe, wynalazki takie jak sekary czy kolej nie tylko nie zabijają klimatu fantasy, ale czynią go pełniejszym.

Jest także kilka wad i niedociągnięć (głównie w trzeciej części), ale jak zwykle w przypadku pozycji sir Terry'ego Pratchetta nie będę ich roztrząsał bardziej niż to konieczne. Tak czy tak to książki przeznaczone dla czytelników zaznajomionych ze Światem Dysku, więc każdy, kto znalazł w nim coś dla siebie, wcześniej czy później sięgnie po trzy tomy traktujące o Moiście von Lipwigu. Zamiast więc szukać wad w bardzo dobrych powieściach, zostawię Was z kilkoma złotymi myślami bohaterów owych pozycji.

Tak pan Groat opisuje sytuację poczty: „Czasami wszystko rozpada się tak, że lepiej zostawić to w spokoju, zamiast próbować zbierać odłamki”[4].

A tak lord Vetinarii komentuje poczynania Moista: „Wzbudził pan falę… jak powiedziała ryba do człowieka z ołowianymi ciężarkami u nóg”[5].

Tu już bardziej uniwersalna złota myśl Igora: „Igory sądzą o modlitwie tyle, że jest to nadzieja z dodanym rytmem”[6].

I coś od goblinów: „Robić pieniądze jest dobrze, ale w całunie nie ma kieszeni”[7].

Oraz niezawodny Mustrum Ridcully: „Nie można stawać na drodze postępu, więc lepiej się dosiąść i pojechać razem z nim”[8].

To znów Patrycjusz i jego opis sytuacji w Świecie Dysku: „(…) z pewnej odległości świat wygląda, całkiem jakby panował tu pokój – stan rzeczy nieuchronnie prowadzący w końcu do wojny”[9].

I na koniec sam Moist: „Zawsze było coś, co trzeba zrobić, zanim człowiek może zrobić to, co chce zrobić, i nawet wtedy może to zrobić źle”[10].


„Piekło pocztowe” 9/10
„Świat finansjery” 9/10
„Para w ruch” 7/10

---
[1] Terry Pratchett, „Piekło pocztowe”, przeł. Piotr W. Cholewa, wyd. Prószyński i S-ka, 2008, s. 296,
[2] Tamże, s. 9.
[3] Tamże, s. 148.
[4] Tamże, s. 42.
[5] Tamże, s. 179.
[6] Terry Pratchett, „Świat finansjery”, przeł. Piotr W. Cholewa, wyd. Prószyński i S-ka, 2009, s. 269.
[7] Terry Pratchett, „Para w ruch”, przeł. Piotr W. Cholewa, wyd. Prószyński i S-ka, 2014, s. 204.
[8] Tamże, s. 120.
[9] Tamże, s. 16.
[10] Tamże, s. 85.

malynosorozec

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz