czwartek, 19 stycznia 2017

Miasto i Gwiazdy - Arthur C. Clarke


O książce „Miasto i Gwiazdy” tak napisałem kiedyś przy okazji tworzenia listy najlepszych książek z szeroko pojętej fantastyki:

Najlepsza książka autora słynnej „Odysei kosmicznej”. Mamy w niej wszystko z czego znany jest pan Clark. Oszałamiające wizje przyszłości, niesamowity rozmach i chęć zadania wielu pytań po skończonej lekturze. I te skale! Ten niewyobrażalny ogrom czasu jaki opisuje nam autor. A przy jego znakomitej wiedzy i warsztacie pisarskim wszystko wydaje się… prawdopodobne.

Teraz, po ponownej lekturze podtrzymuję swoją opinię. „Miasto i Gwiazdy” to jedna z TYCH książek.

Autor przenosi nas do Diaspar, ostatniego miasta ludzkości, które od miliarda lat jest zamknięte na cały zewnętrzny świat. Ludzie nie rodzą się, a są odtwarzani z przechowywanych w pamięci Centralnego Komputera matryc, by po tysiącu lat powrócić do banków pamięci i kolejne milenia czekać w nieświadomości na swoje kolejne życie. Diaspar oferuje niezliczone rozrywki dla swoich mieszkańców, wymaga także przestrzegania ustalonych z góry reguł. Ziemia zdążyła zmienić się w jedną wielką pustynię, a człowiek nie ma zamiaru wyjść z mogącego przetrwać kolejne miliardy lat samowystarczającego miasta.

Czytelnik śledzi losy Alvina, człowieka, który pragnie zobaczyć więcej, Odmieńca, który chce wyjrzeć poza mury miasta, którego przyzywa zewnętrzny, od dawna martwy świat.
Alvin oczywiście dopnie swego, a to, co zastanie na zewnątrz, zwłaszcza zestawione z niesamowitością Diaspar, zapiera dech w piersiach. W miarę postępów lektury dowiadujemy się także coraz więcej o przeszłości ludzkości, i o tym co skłoniło człowieka do zamknięcia się na świat zewnętrzny. To jest właśnie największa siła autora, którą w tej książce prezentuje w pełnej krasie: wizja przyszłości (przeszłości dla mieszkańców Diaspar), którą początkowo trudno jest przyjąć do wiadomości, by po chwili zamyślić się nad jej ogromem i w końcu pochylić z szacunkiem.
Śledzenie podróży Alvina jest fascynujące, wizja świata odległego o miliardy lat sprawia jeszcze większą radość, ale to właśnie wszystko co stało za powstaniem Diaspar jest prawdziwym uwieńczeniem całości.

I chociaż można by narzekać na płytkość bohaterów z drugiego planu, domagać się większego zaangażowania autora w opisanie relacji Alvina ze swoim otoczeniem, czy wreszcie utrudnienie drogi bohaterowi to ja tego nie zrobię. Owszem książka mogłaby być obszerniejsza, bardziej skomplikowana, zawierająca kilka niesamowitych zwrotów akcji i dynamicznych scen, tylko po co? Ktoś mądry powiedział, że doskonałość osiąga się nie wtedy, gdy nie można nic dodać, ale wtedy, gdy nie można nic odjąć. Nie, nie twierdzę, że mamy do czynienia z doskonałością, ale na pewno autor zostawił w swoim uniwersalnym dziele wszystko co niezbędne, nie rozpraszając czytelnika.

Cóż jeszcze… Dostajemy sporą porcję techniki przyszłości. Mamy oczywiście sztuczną inteligencję i obce rasy. Mamy zmaganie się człowieka z własnymi słabościami i lękami. Przekraczanie barier i wznoszenie się ponad siebie (dziwnie to brzmi, ale to właśnie dostajemy w książce). Mamy wreszcie pokazane, że nawet idealny z pozoru świat pozbawiony iskry człowieczego szaleństwa nie jest kompletny, że sam człowiek wyzbyty ciekawości i chęci coraz lepszego poznawania świata być może nie jest w pełni człowiekiem.
No i te skale… te tysiące, miliony, miliardy lat, wspominane z taką lekkością, z taką niezachwianą pewnością, że wszystko, o czym czytamy, jest po prostu jedną z możliwych wersji wydarzeń.

Najlepsza książka Arthura C. Clarka i jedna z najlepszych pozycji science fiction – takie jest moje zdanie i cóż więcej mógłbym dodać?


10/10

malynosorozec

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz