piątek, 30 grudnia 2016

Wymiar Cudów - Robert Sheckley


„Nie powinno się pytać: dlaczego to, a nie tamto? Właściwe pytanie brzmi: jak to działa?”[1].

Historia przedstawiona przez Roberta Sheckleya jest niezwykle prosta: oto mamy bohatera, którego sam autor opisuje tak:

„Był jednocześnie niezgłębiony i łatwy do przewidzenia – dość zwyczajny cud”[2].

Bohater ów, niejaki Carmody, mieszka gdzieś w Stanach Zjednoczonych, wykonując pracę biurową. Pewnego dnia zgłasza się do niego ktoś, kto twierdzi, że Carmody wygrał Nagrodę (koniecznie z dużej litery) w loterii galaktycznej. Bohater, długo się nie namyślając, wyrusza do Centrum Galaktycznego po odbiór rzeczonej Nagrody, na miejscu jednak okazuje się, że powrót do domu nie będzie łatwą sprawą. Po pierwsze trzeba ustalić gdzie jest Ziemia, po drugie: kiedy jest to Ziemia, po trzecie: która Ziemia jest jego domem.

środa, 14 grudnia 2016

Robert A. Heinlein - Drzwi do Lata


„Istnieje boska moc, która kształtuje nasze losy, niezależnie od tego, jak sami je kształtujemy. Wolna wola i przeznaczenie, mówiąc krócej, i obie realne” [1]

Jak pod koniec lat pięćdziesiątych ubiegłego stulecia jeden z najlepszych pisarzy science fiction wyobrażał sobie rok 1970? A jak rok 2000? Z perspektywy drugiej dekady XXI wieku lektura „Drzwi do lata” jest ciekawym przeżyciem. Roboty wykonujące za ludzi wiele czynności, pokonanie praw grawitacji, wieloletnia hibernacja czy wreszcie podróże w czasie. To daje nam Robert A. Heinlein przy okazji opowieści o Danie Davisie. Nie jest to książka wybitna, nie jest nawet bardzo dobra. Sprawnie napisana, potrafiąca zaciekawić, nie nudząca – to można z całą pewnością o niej napisać. Mimo podróży w czasie w obie strony (autor stara się nas przekonać, że za podróż w przyszłość można uznać hibernację) nie ma nieścisłości, do których można byłoby się przyczepić.

wtorek, 6 grudnia 2016

Cud według Antoine'a de Saint Exupéry'ego

Wiem, że przytoczone przeze mnie zdania odnoszą się do Świąt Bożego Narodzenia, ale dzielę się nimi już dzisiaj pod wpływem zmiany barwy oczu dziecka (dzieci), którego doświadczyłem. Zostawiam Was więc ze słowami Antoine'a de Saint Exupéry'ego pochodzącymi z książki "Twierdza", które najlepiej oddają to, co najważniejsze - szczęście (a czy może istnieć większe szczęście niż to doświadczane przez dzieci?):

„Mówią też, że ta noc pachnie woskiem i zabawkami z lakierowanego drewna. I że twarze ludzkie mają tej nocy w sobie coś niezwykłego. Bo wszyscy czekają na cud. I widzisz, jak dorośli wstrzymują oddechy i wpatrują się w oczy dzieci, i serca zaczynają im bić jak młoty. Bo w dziecięcych oczach ma się pojawić coś nieuchwytnego a bezcennego. Coś, co cały rok rosło oczekiwaniem, opowieściami i obietnicami, a przede wszystkim zasłyszanymi od starszych melodiami, tajemniczymi napomknieniami i twoją niezmierzoną miłością. A potem zdejmiesz z drzewka jakiś niepozorny przedmiot z lakierowanego drewna i podasz go dziecku zgodnie z tradycją i ceremoniałem. To właśnie ten oczekiwany moment. Wszyscy wstrzymują oddechy. Dziecko mruży oczy, bo niedawno zbudzono je ze snu. Trzymasz je na kolanach i czujesz ten zapach dziecka, dopiero co zbudzonego ze snu, a ono obejmuje cię za szyję i rodzi się w tobie coś, co jest jak źródło dla twojego serca i czego pragnąłeś. (A wielkim nieszczęściem dzieci jest, kiedy ktoś im zrabuje to obecne w nich źródło, o którym same nie mogą nic wiedzieć, ale do którego przychodzą wszyscy o sercach postarzałych, żeby się w nim odmłodzić). Ale potem dziecko przestaje cię obejmować za szyję: patrzy na drzewko, a ty patrzysz na dziecko. Bo masz być świadkiem jakiejś czarodziejskiej niespodzianki, która rodzi się tylko raz do roku jak rzadki kwiat wśród śniegu.

I przepełnia cię szczęściem odcień dziecięcych, nagle pociemniałych oczu. Gdyż dziecko, dotknąwszy otrzymanego podarku, zamyka w sobie swój skarb, żeby rozświetlić się nim od wewnątrz, jak stulający się morski anemon. A gdybyś mu pozwolił uciec, uciekłoby. I nie ma żadnej nadziei, żeby przeniknąć w jego wnętrze. Nie mów do niego, ono i tak nie słyszy.

Ta nieznaczna zmiana barwy oczu dziecka, lżejsza od cienia chmury na łące, nie jest jednakże czymś pozbawionym wagi. Choćby była bowiem jedyną nagrodą całego roku pracy w pocie czoła albo nogi straconej na wojnie, nocnych rozmyślań, doznanych cierpień i afrontów, i tak byłbyś sowicie opłacony i porwany zachwytem. W tej wymianie zysk byłby po twojej stronie.

Nie ma bowiem rozumowania, którym można objąć miłość ziemi rodzinnej, ciszę świątyni albo taką nieporównaną chwilę.”


Antoine de Saint-Exupery, Twierdza, przeł. Aleksandra Olędzka-Frybesowa, wyd. MUZA SA, s.359-361