środa, 14 grudnia 2016

Robert A. Heinlein - Drzwi do Lata


„Istnieje boska moc, która kształtuje nasze losy, niezależnie od tego, jak sami je kształtujemy. Wolna wola i przeznaczenie, mówiąc krócej, i obie realne” [1]

Jak pod koniec lat pięćdziesiątych ubiegłego stulecia jeden z najlepszych pisarzy science fiction wyobrażał sobie rok 1970? A jak rok 2000? Z perspektywy drugiej dekady XXI wieku lektura „Drzwi do lata” jest ciekawym przeżyciem. Roboty wykonujące za ludzi wiele czynności, pokonanie praw grawitacji, wieloletnia hibernacja czy wreszcie podróże w czasie. To daje nam Robert A. Heinlein przy okazji opowieści o Danie Davisie. Nie jest to książka wybitna, nie jest nawet bardzo dobra. Sprawnie napisana, potrafiąca zaciekawić, nie nudząca – to można z całą pewnością o niej napisać. Mimo podróży w czasie w obie strony (autor stara się nas przekonać, że za podróż w przyszłość można uznać hibernację) nie ma nieścisłości, do których można byłoby się przyczepić.

Dan Davis tworzy innowacyjne roboty. Jego narzeczona i najlepszy przyjaciel zabierają mu udziały w firmie, więc ten zaczyna pić i w przypływie rozpaczy planuje hibernację na następne 30 lat. Oczywiście razem ze swoim kotem, który jest jego nieodłącznym towarzyszem. Obudzić się w roku 2000, zebrać procenty z pozostałych udziałów w firmie i śmiać się w twarz starzejących się zdrajców – oto misterny plan, nie wszystko jednak przebiega według zamierzeń.

Jest to książka o pewnym genialnym i jednocześnie niezdającym sobie sprawy z zagrożeń świata człowieku, ale to kot – najlepszy przyjaciel głównego bohatera, który odgrywa w książce niebagatelną rolę. Właściwie to kot wyrasta na najjaśniejszą gwiazdę książki (i mówię to jako osoba nie darząca tych zwierząt szczególną sympatią), autor nie szczędząc humoru po mistrzowsku opisuje relację Dana Davisa ze swoim zwierzakiem.
No i jest jeszcze pozytywna energia, którą emanuje tekst pana Heinleina. Tytułowe drzwi do lata (które to określenie zawdzięczamy kotu) i próba ich odnalezienia przez głównego bohatera, jego dążenie do celu (chociaż przez większość książki z prawdziwego celu nie zdaje sobie sprawy) jego zaradność i umiejętność pokonywania przeszkód. Smaczku dodaje fakt, że nie ma w tym wszystkim napuszenia czy sztucznego podkręcania emocji. Za sprawą Dana Davisa wszystko wydaje się naturalne i proste.
Taka właśnie jest książka „Drzwi do lata”. Prosta, lekka, sprawiająca przyjemność podczas czytania. Ciekawa i nastrajająca pozytywnie do świat (i do kotów). Bardzo dobra jako odskocznia od poważniejszych lektur.

7/10

„Każdy prawdziwy hazard wymaga procentu dla organizatora. Tylko oszuści twierdzą, że dają frajerom maksimum szans, a ubezpieczenie jest właśnie hazardem usankcjonowanym przez prawo” [2].

[1] Robert A. Heinlein, „Drzwi do lata”, przeł. Zbigniew Foniok, wyd. Amber-Mizar, 1993, s. 227
[2] tamże, s. 20
malynosorozec

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz