czwartek, 22 września 2016

Sarantyńska Mozaika - Guy Gavriel Kay





„Dusza musi się ugiąć, by przetrwać” *

"Sarantyńska Mozaika" składa się z dwóch części: "Pożeglować do Sarancjum" i "Władca Cesarzy". W książkach owych mamy świat, w którym Guy Gavriel Kay umieszcza również inne swoje utwory („Ostatnie Promienie Słońca”, „Pieśń dla Arbonne”, „Lwy Al-Rassanu”); jest to świat przypominający nasz własny, a konkretnie Cesarstwo Rzymskie, już po upadku zachodniej jego części w czasie rozkwitu wschodniej. Pierwszy tom rozpoczyna się od śmierci cesarza, który nie pozostawia następcy, i niezwykle krótkiej i zaskakującej rozgrywki o pusty tron.

I już w tym wstępie mamy smak tego, czym Guy Gavriel Kay chce zaskarbić sobie naszą uwagę. Wydarzenia pokazywane są z różnych perspektyw i zanim wątek znajdzie swój finał autor obraca go na wszystkie strony, zbliża się do rozwiązania by nagle zmienić punkt widzenia, dodać kilka szczegółów, zapełnić do granic możliwości świat i fabułę. To jest cecha charakterystyczna tegoż autora: żaden z jego bohaterów, żaden z pobocznych wątków nie zostaje potraktowany "po łebkach". Wszystko jest opisane w najdrobniejszych szczegółach i ta pieczołowitość zdecydowanie wychodzi książkom na dobre (no, może przy trzecim czytaniu ma się ochotę niektóre fragmenty omijać). To jest niewątpliwy plus, chociaż zdaję sobie sprawę, że ci, którzy oczekują dynamiki i akcji mogą szybko znudzić się (lub zirytować) takim stylem.

Zaraz po prologu autor przeskakuje kilkanaście lat do czasów panowania kolejnego cesarza. Władca ten chce by jego imię przetrwało wieki, a zapewnić to mają dwie rzeczy: ponowne złączenie wschodniej i zachodniej części cesarstwa i wybudowanie w stolicy największej na świecie świątyni poświęconej bogu Dżadowi. Do Sarancjum zjeżdżają wszelkiego rodzaju rzemieślnicy i artyści, a najważniejszym z nich jest pochodzący z zachodu mozaicysta Caius Crispus, który ma ozdobić kopułę świątyni. To właśnie on jest główną postacią książki: zmęczonym i zgorzkniałym człowiekiem, który mimowolnie znajdzie się w centrum wszystkich intryg i rozgrywek mających miejsce w cesarskiej stolicy. Patrzenie na jego zachowanie i przemianę, jaką przechodzi, odkrywanie przeszłości i możliwej przyszłości tegoż bohatera jest czystą przyjemnością, niewiele mniejszą czujemy czytając strony poświęcone cesarzowi i cesarzowej, starając się zagłębić ich myśli i zajrzeć w ich dusze.
Bohaterowie stanowią wielki plus „Sarantyńskiej Mozaiki” – od prostego żołnierza i niewiele znaczącego sługi aż po wielkiego stratega i najpotężniejsze kobiety w stolicy, każdy dostaje swoją historię i na losy żadnej z postaci czytelnik nie pozostaje obojętny.

Obydwa tomy mają bardzo trafne tytuły. W pierwszym stale przewija się stwierdzenie "Pożeglować do Sarancjum", jest ono czymś w rodzaju hasła przewodniego dla dużej części bohaterów. W drugiej cały czas mamy przypomnienia o śmiertelności wszystkich istot, o "Władcy Cesarzy", przed którym nie ma odwołania, i który wciąż zagląda przez ramię zarówno maluczkim jak i wielkim tego świata.
Do świata tak podobnego do naszego autor dodaje półświat – elementy nadprzyrodzone, które wpływają na życie ludzi. Nie ma tego dużo – ot, tutaj uroki i klątwy, tam alchemik, gdzie indziej emanacja miejscowego boga. Z wyczuciem, nie nachalnie, autor idealnie wpasowuje ów półświat w życie ludzkie.

A jeśli chodzi o wspomnianą już szczegółowość nadmienię, że poznamy dokładnie bardzo różne dziedziny. Przykładowo:
Układanie mozaik – gra światła, znaczenie jakości materiałów i sposoby układania tesserów.
Medycyna – różnica między tą praktykowaną w cesarstwie, a tą z dalekiego wschodu, gdzie lekarz bierze pełną odpowiedzialność za pacjenta.
Wyścigi rydwanów – tutaj autor roztacza przed nami pełen wachlarz swoich możliwości: woźnice, tancerki, walki stronnictw, wpływ tego, co dzieje się w hipodromie na całe cesarstwo, wreszcie same wyścigi, które zajmują dziesiątki stron i wzbudzają w czytelniku nie mniejsze emocje niż rozgrywki polityczne, jakie toczą się w Sarantyńskim pałacu.
Polityka – to bardzo mocna strona książki. Cesarz i jego niezrozumiała dla większości wizja, żądni władzy przeciwnicy polityczni, dowódca wojsk, królowa zachodu czy Król Królów, który nie chce by cesarstwo urosło w siłę. Wszystko, włącznie z układaną mozaiką, wyścigami rydwanów czy nawet perfumami używanymi przez cesarzową jest częścią gry, w którą wciągnięty zostaje Caius Crispus.

Cóż więcej napisać? Książki te polecam tym, którzy mają czas zasiąść w ciszy i wygodzie na kilka godzin i cieszyć się kunsztem autora. Dla tych czytających z doskoku: pięć stron w tramwaju, siedem w poczekalni, dziesięć w toalecie lektura może być niesatysfakcjonująca. Dla tych pierwszych emocje, wzruszenia, szybsze bicie serca gwarantowane.

9/10

malynosorozec
* Guy Gavriel Kay , „Władca Cesarzy”, tłum. Agnieszka Sylwanowicz, wyd. Zysk i S-ka, 2004, s. 368

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz