poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Ratuj się kto może!


 Dlaczego tak rzadko pojawia się coś dłuższego i poważniejszego?
Otóż udało mi się napisać ostatnimi czasy kilka opowiadań, które biorą lub brały udział w kilku konkursach. Żaden tekst nie odniósł sukcesu, ale póki co nie zamieszczam ich tutaj. Większość, po zmianach, próbuje wpasować do jednej z książek, które chciałbym kiedyś zobaczyć w księgarniach i bibliotekach (Jedna z nich jest skończona, ale czy znajdzie wydawcę, czy też podzieli los pierwszej próby, dla której wydawcy nie znalazłem, czas pokaże).
Poza tym miałem przyjemność przeczytać kilka wstępnych wersji książek, które mam nadzieję niedługo ukażą się drukiem.
Wszystko to sprawia, że wiecznie brakuje czasu (czasem nawet na czytanie, nad czym szczególnie ubolewam), dlatego też tak rzadko coś się tutaj pojawia.
Kiedy umysł przez większość czasu błądzi po stworzonych przez siebie światach, nie ma możliwości by napisać nawet coś tak prostego i niezobowiązującego jak tekst, który właśnie prezentuje.
Pozdrawiam
malynosorozec

 Ratuj się kto może!

 

Przedstawiciele sześciu stref wpływów zebrali się w jednym miejscu. Wszystkie konflikty wynikające z walki o terytorium na tą jedną chwilę zostały odłożone na bok. Sytuacja była naprawdę poważna.
- O mały włos. Tylko tyle brakowało. – Najstarszy, rezydent największego terenu dwoma z ośmiu odnóży pokazał jak blisko była klęska. – Następnym razem… Następnym razem mózgi nam wyjdą uszami.
- Nie mamy uszu – odezwał się Najmłodszy.
- Wiemy, że nie mamy uszu, debilu! – Do rozmowy włączył się trzeci z obecnych. - Wracaj ty lepiej do tego swojego wilgotnego schronienia.

- Licz się ze słowami, dziwolągu.
- Bo co?– Największy ruszył w kierunku rozmówcy.
- Pokój! Panowie pokój! – Najstarszy, mimo zmęczenia, jakie wciąż odczuwał po niedawnej walce, miał w sobie siłę zdolną zapanować nad groźnymi sprzymierzeńcami. – Pomyślcie lepiej co zrobić, żeby przeżyć kolejny dzień.
- Jest nas za mało. – Najmłodszy powiedział to, co całej reszcie chodziło po głowach.
- Gówno nie za mało! – Największy jak zwykle miał inne zdanie. – Za głupi jesteście!
W tej chwili czwórka z zebranych była gotowa rzucić się na mówiącego. I nie zważali na to, że ten dałby radę uśmiercić połowę z nich. Nerwy wszystkich były w strzępach po wydarzeniach ostatniego dnia.
- Niech mówi. – Wszyscy zatrzymali się w pół kroku. W dwóch krótkich słowach Najstarszego brzmiał wielki smutek i nawet Największy spojrzał na niego z niekłamanym szacunkiem zanim znów przemówił.
- Jesteście… Jesteśmy za głupi. Wszyscy. Ogólnie. Nie jesteśmy w stanie wystarczająco się skupić. Nie wszyscy potrafią opanować swój umysł. To prawda, że gdyby było nas więcej nasza siła by wzrosła. Ale to ślepy zaułek. Z tym się chyba zgodzicie?
Wszyscy z zadumą pokiwali głowami. Czy tego chcieli czy nie, musieli zgodzić się ze słowami Największego, nie mogli się oszukiwać. Dopóki trwa zima z zewnątrz nie przybędzie żaden z ich pobratymców. Przez dłuższą chwilę nikt się nie odzywał, wszyscy myśleli nad słowami, które niechętnie uznawali za prawdziwe. Głupieli jako społeczeństwo i to był powód coraz trudniejszej walki z przeciwnikiem.
- Musicie ćwiczyć umysł u siebie i swoich domowników. – Najstarszy przerwał ciężką ciszę. – Na każdym terytorium wszyscy muszą być w pełni gotowi na odparcie kolejnego ataku. Głowy muszą być wypoczęte i wolne od wątpliwości. Po to, żeby nasza psychiczna siła ponownie dała odpór przeciwnikowi. A teraz rozejdźmy się w zgodzie. I bądźmy wszyscy gotowi. On na pewno jutro znów spróbuje.
Wszyscy udali się na swoje terytoria, do rodzin, które obiecali bronić do upadłego. Każdy poprzysiągł sobie, że nie powtórzy się sytuacja z wczorajszego dnia, kiedy ich niedbałość, zmęczenie i „głupota” omal nie doprowadziła do zguby. Gdyby nie poświęcenie Najstarszego, który na skutek wielkiego psychicznego wysiłku znalazł się na skraju wyczerpania, byłoby naprawdę krucho.
*
- Ratuj się kto może! – Pełen przerażenia krzyk Największego spowodował panikę na całym jego terytorium. Wszyscy zdali sobie sprawę, że są zgubieni i nic już nie może powstrzymać przeciwnika.
Wszyscy zawiedli. Mimo zapewnień ze strony swoich przywódców nie byli przygotowani, ich psychiczna moc nie była w stanie wpłynąć na umysł przeciwnika i zmusić go do zapomnienia o tym, co miał zrobić. Nie tym razem. Połączona siła mentalna nie popłynęła do olbrzyma, a kiedy Najstarszy starał się z całych sił i w końcu jego stary umysł nie wytrzymał, reszcie pozostała jedynie paniczna ucieczka.
- Ratuj się kto może! – W całym domu rozbrzmiewały pełne strachu, niesłyszalne przez człowieka okrzyki. Tym razem nic nie zakłóci nieodpartej chęci właściciela domu. Zajrzy w każdy kąt, będzie dokładny, będzie systematyczny, nic nie będzie w stenie zepchnąć jego myśli na inny tor.
„Kuźwa, ale pajęczyn… posprzątać w końcu trzeba dokładnie.” – I tak też się stało i żaden z pająków nie miał szans uciec przed zabójczą zmiotką przeciwnika.

malynosorozec


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz