czwartek, 12 maja 2016

Ojciec chrzestny - Mario Puzo



„Jeżeli będę mógł umrzeć, mówiąc: »Życie jest takie piękne«, to nic poza tym nie jest istotne”*.

To jest coś, co po prostu trzeba znać – bardzo nie lubię takiego stwierdzenia, także jeśli dotyczy rzeczy innych niźli książki. Nie lubię go do tego stopnia, że kiedy wybieram kolejne lektury, podświadomie omijam pozycje, które ludzie tak właśnie opisują. A „Ojca chrzestnego” z pewnością „trzeba znać”. No nic, tym razem uległem…

Mario Puzo przenosi nas do Nowego Jorku pierwszej połowy ubiegłego wieku. A także na Sycylię oraz do Los Angeles i Las Vegas. Powieść zaczyna się od przedstawienia kilku postaci i kilku problemów, z którymi te postaci nie potrafią sobie poradzić. Wszyscy idą po pomoc do dona Vita Corleone, Ojca Chrzestnego, najważniejszej osoby w najpotężniejszej Rodzinie Nowego Jorku.

Już w tym pierwszym fragmencie autorowi doskonale udaje się pokazać siłę głównego bohatera. Poprzez zachowania ludzi w jego towarzystwie i poprzez jego własną postawę. Don Vito jest człowiekiem, z którym trzeba się liczyć bez względu na swoją własną pozycję, człowiekiem, który potrafi wyrazić swoją wdzięczność i umie zjednywać sobie ludzi. Drugi z głównych bohaterów to jego syn Micheal – on jedyny potrafił przeciwstawić się woli dona i żyje z dala od spraw Rodziny. W konstrukcji tej postaci Puzo może zaprezentować w pełni swoje zdolności do pokazania przemiany, jaką wywołują w bohaterze dramatyczne sytuacje – i robi to doskonale.

W ogóle bohaterowie to ogromna zaleta „Ojca chrzestnego”. Silni czy słabi, dobrzy czy źli – na pewno żaden nie jest bezbarwna i nijaka. Każdemu, nawet trzecioplanowemu pisarz nadaje wyrazistość, tworzy jego historię, dba o to, żeby czytelnik wgłębił się w jego psychikę. Dzięki temu książka jest kompletna.

To samo tyczy się wydarzeń. Tych teraźniejszych i tych przeszłych, które determinują zachowania bohaterów. Mario Puzo idealnie buduje napięcie, w odpowiednim momencie wracając do wcześniejszych lat don Vita Corleone.

Obraz świata, w jakim rozgrywa się akcja, walka o władzę i o jej utrzymanie, mentalność ludzi, przedstawienie światka przestępczego, poprowadzenie historii – w ogóle rozwiązania fabularne – wszystko to jest na najwyższym poziomie (a pewnie jeszcze wiele pominąłem).

Wiem już, dlaczego „Ojciec chrzestny” cieszy się taką właśnie opinią i z czystym sumieniem polecę go każdemu, niezależnie od zainteresowań i upodobań literackich. Ja sam preferuję fantastykę, ale u Maria Puzo odnajduję to, co najlepsze w tym właśnie gatunku. Więcej – dostrzegam, że niejeden pisarz fantastyki podobnie jak on konstruuje niektóre aspekty swoich powieści, a może wręcz czerpie z jego twórczości.

No dobrze, może polecę nie wszystkim – ta pozycja ze względu na mocno rozwinięte sceny erotyczne (moim zdaniem, jeden z niewielu jej minusów) nie nadaje się dla młodszych czytelników. Uważam, że nie wszystkie te fragmenty są konieczne, nie wszystkie powinny być tak bardzo wyeksponowane. Brakowało mi też nieco budowania napięcia przed co ważniejszymi wydarzeniami. Ale to tylko moje preferencje. „Ojciec chrzestny” jest książką, którą trzeba znać i nie wierzę, że to napisałem…

9/10

------------------------------------------------------------------------------malynosorozec
 
* Mario Puzo, „Ojciec chrzestny”, przeł. Bronisław Zieliński, wyd. Albatros, 2003, s. 367.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz