piątek, 11 marca 2016

Trollhunters. Łowcy Trolli - Guillermo del Toro, Daniel Kraus



 Recenzja pierwotnie zamieszczona została w serwisie BiblioNetka

 

„Zanim wszystko się skończy, zapragniesz, by urodzić się z innym nazwiskiem. By urodzić się jako inna osoba. Bo wojownicy idą na wojnę. A wojna to nie zabawa. Wojna jest krwawa. Istoty, które były żywe, kończą martwe, i czasami ty musisz spalić to, co zostało”*.

Biorąc tę książkę do ręki miałem nadzieję dostać to, co opisuje powyższy cytat, w nieco ugrzecznionej wersji, w końcu pozycja skierowana jest do młodzieży. A to, co dostałem jest rzeczywiście krwawe i pełne emocji, ale do tego autorzy serwują w międzyczasie typowe opisy z życia amerykańskiego nastolatka.

Głównym bohaterem jest Jim – amerykański piętnastolatek, mieszkający w San Bernardino, w Kalifornii. To typowy przedstawiciel mniej lubianych dzieci w USA. Niski, niewykazujący szczególnych umiejętności w nauce ani w sporcie. Sam siebie określa jako ofiarę losu, nękaną przez popularnych w szkole sportowców. Ma przyjaciela, Tuba – jeszcze większą ofiarę losu; obaj często lądują zamknięci w szkolnych szafkach.

Jim nie wie jeszcze o tym, ale kolejny tydzień w jego życiu będzie wyjątkowy. Jemu właśnie dane będzie zobaczyć podziemny, zamieszkany przez trolle świat, jemu przypadnie w udziale walka z najpodlejszym przedstawicielem trollowego gatunku.

Pierwsze słowo, które nasuwa się na myśl po skończonej lekturze to „typowe”. Wszystko w tej powieści takie właśnie jest. Typowe amerykańskie miasteczko, nastolatki i ich problemy. Czytając czujemy się, jakbyśmy oglądał serial o licealistach zza oceanu. Wszystko jest bardzo filmowe, a raczej serialowe właśnie. Autorzy poświęcają życiu Jima w szkole tyle czasu, że nie można się doczekać, kiedy zacznie się prawdziwa akcja. A kiedy się zaczyna, znów wszystko jest „typowe”. Wróg, który został już raz pokonany, ale nie zniszczony. Jim, który do tej pory w niczym nie był dobry, ale odkrył swoje powołanie do nocnych walk z trollami. Obiekt jego westchnień – Claire, która oczywiście jest inna od pozostałych otaczających bohatera osób. I tylko same trolle nie wydają mi się typowe. W tej kwestii autorzy naprawdę się popisali, dając przekrój tych nieznoszących światła słonecznego istot, od obrzydliwych do naprawdę przerażających. Jednak już to, że trolle żyją obok nas od tysięcy lat, o czym nie mamy pojęcia, i ich magiczne przejścia do ludzkiego świata: typowe. Ale cóż innego można w tej kwestii wymyślić?

Tak jak pisałem, miejscami jest krwawo. I obrzydliwie. I to są te fragmenty, które z chęcią się czyta. Cała walka, w jaką wplątany zostaje Jim, jest więcej niż w porządku. Trolle, które poznajemy bliżej, także są warte uwagi – to postaci nieszablonowe, zyskujące wiele dzięki cechom, jakie nadali im autorzy. A ci znają się na swojej pracy. Umiejętnie dawkują informacje, trzymają nas w napięciu. Tylko przesadzają z pokazywaniem codziennych problemów Jima. Przez dużą część powieści nie znajdują odpowiedniej równowagi między nocną walką i dziennym życiem.

Początek bardzo dobry, sprawia, że nie porzuci się lektury; później często wieje nudą; samo zakończenie jest… Doprowadzenie do finałowej walki: pierwsza klasa, a ona sama także mogłaby taka być, gdyby nie ta wszechobecna typowa „amerykańskość”. Wszystko według schematu widzianego dziesiątki razy, który w filmach sprawia, że takie właśnie finałowe walki różnią się jedynie choreografią. Tutaj jest tak samo: typowo. Łatwo przewidzieć, jak się wszystko skończy, a kiedy już się kończy, trudno powstrzymać zgrzytanie zębów.

Z drugiej jednak strony, jeśli ktoś takich rzeczy właśnie się spodziewa, ta powieść będzie strzałem w dziesiątkę. Lekka, przyjemna, a jednocześnie miejscami krwawa i brutalna. Ja liczyłem na coś innego, ale i tak ani razu nie pomyślałem o odłożeniu książki na bok. Potrafi wciągnąć i jest po prostu dobrze napisana.

I jeszcze kilka słów odnośnie do wydania polskiego. Konkretnie o zawartych w książce ilustracjach. Wyglądają bardzo dobrze, oddają klimat tekstu, ale znajdują się w złych miejscach. Jeden stronę dalej od przedstawionych wydarzeń (i to jest dobre), kolejny stronę wcześniej, następny kilka stron dalej. Nie ma w tym ładu i składu.


6/10

---
* Guillermo del Toro, Daniel Kraus, „Trollhunters. Łowcy trolli”, przeł. Piotr W. Cholewa, wyd. Galeria Książki, 2015, s. 166.

malynosorozec

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz