czwartek, 31 grudnia 2015

Futu.re - Dmitry Glukhovsky




„Futu.re”, future, przyszłość. Dmitry Glukhovsky w swojej powieści daje jej niesamowitą wizję. Nie ma w niej gwiezdnych podróży, kolonizowania planet, spotkania obcej cywilizacji. Nie ma prędkości nadświetlnych i zagrażającej człowiekowi sztucznej inteligencji. Są ludzie na Ziemi, swojej planecie. I tyle…

Jedna z tych książek, które potrafią poważnie wstrząsnąć. Pobudza wyobraźnię i każe się zastanowić: może jednak podążymy w kierunku wskazanym przez autora? Może już tam jedną nogą jesteśmy?

W dwudziestym piątym wieku naszej ery w Europie żyje sto dwadzieścia miliardów ludzi. Cała dostępna powierzchnia ziemi zabudowana została sięgającymi tysiąca pięter masywnymi wieżowcami – pod nimi zniknęło wszystko, co było tam poprzednio. Ludzie nie potrzebują już Boga, stali się mu równi – pokonali śmierć. Trzysta lat wcześniej udało się wyeliminować z ludzkiego DNA gen odpowiedzialny za umieranie. Teraz świat zamieszkują niestarzejący się trzydziestolatkowie. Każdy obywatel Europy ma prawo do nieśmiertelności, każdy ma prawo zrównać się z Bogiem. Jak to brzmi? Zachęcająco? Kusząco?

Autor przedstawia ten świat widziany oczami Jana, jednostki wyjątkowej nawet jak na standardy czasów, w których żyje. Poznajemy go, kiedy udaje się na najwyższe piętro wieżowca, gdzie ma spotkać się z jednym z najbogatszych ludzi na Ziemi. W jakim celu ktoś taki zaprasza bohatera do swojego świata? Świata, którego jeden mieszkaniec ma do dyspozycji więcej przestrzeni, niż tysiące ludzi na niższych poziomach? Musi to mieć związek z pracą, jaką ten wykonuje. Czyli z zabijaniem, chociaż on sam nazywa to inaczej. Jan należy do Nieśmiertelnych, ludzi, których zadaniem jest swoista kontrola wielkości populacji. Bowiem Europa nie może wyżywić kolejnych miliardów obywateli, Europa osiągnęła punkt krytyczny. Dlatego też posiadanie dziecka wiąże się ze zrzeczeniem się nieśmiertelności przez jedno z rodziców. A jeśli chodzi o niezarejestrowane ciąże… W takim przypadku wkraczają Nieśmiertelni. Wkraczają z całą stanowczością, w maskach Apolla na twarzach i z zawołaniem „Zapomnij o śmierci!” na ustach.

W „Futu.re” mamy do czynienia z narracją pierwszoosobową w czasie teraźniejszym – coś wspaniałego! Bardzo dawno nie czytałem tak dobrze napisanej książki z takim właśnie typem narracji. Wszystkie te myśli, żadnej cenzury… Nawet kiedy Jan wraca do swojej przeszłości, do dzieciństwa, do okresu, kiedy dorastał, wszystko zostaje przekazane w czasie teraźniejszym – i to jest dobre.

A same wspomnienia, okres, kiedy z dziecka wykuwał się Nieśmiertelny… Dla mnie najlepszy element fabuły. Przeszłość odkrywana jest stopniowo i każde zagłębienie się w nią rzuca nowe światło na aktualnie rozgrywające się wydarzenia. Naprawdę warto czekać na poznanie historii Jana, warto w tych kilku rozdziałach oderwać się od wypełnionej miliardami dusz Europy, gdzie rozgrywa się akcja powieści.

Wraz z narratorem poruszamy się po olbrzymich wieżowcach, bywamy zarówno w slumsach, jak i wśród elit, podróżujemy pociągami, przedzieramy się przez wypełnione milionem dusz dworce, zaznajemy spokoju w parku wodnym, odwiedzamy piętra, gdzie mieszkają starzejący się ludzie czy takie, na których produkuje się mięso. Ale dobre jest to, że autor nie pozostawia starego kontynentu w próżni. Niewielkie wzmianki mówią o tym, co dzieje się na obszarze reszty świata. W Rosji, Ameryce, Indiach, nawet na morzach i oceanach. Nie ma ich dużo, jednak tyle wystarcza, żebyśmy mieli pełny obraz Ziemi. A ten nie jest kolorowy… Postęp postępem, nieśmiertelność nieśmiertelnością, ale człowiek zawsze pozostanie człowiekiem.

Co urzekło mnie w „Futu.re”, to tempo akcji. Spokojne, nieśpieszne. Wiele przemyśleń, uniesień, zwątpień. I wspaniałe momenty przyśpieszenia. Autor „rozwleka” niektóre fragmenty, zmusza nas do zastanowienia się, by zaraz uderzyć dynamiczną, często brutalną sceną. Przyśpieszyć, chwycić za gardło, ścisnąć…

W ogóle dużo w tej powieści przemocy i seksu. Nic dziwnego, że jest przeznaczona dla dorosłego czytelnika. Ale to dobrze. Nie ma owijania w bawełnę, uników, wszystko na swoim miejscu, świat pokazuje swoje prawdziwe oblicze. Widać to także w myślach Jana, który nie należy bynajmniej do postaci pozytywnych, z całą swoją historią, lękami i przekonaniami. To bohater z krwi i kości, jakiego nam trzeba. Bohater na miarę naszych… wróć! Przyszłych czasów.

Chciałem ponarzekać na postaci drugoplanowe i te występujące w tle, ale… więcej miejsca dla nich zaburzyłoby kompozycję całości. W tym przypadku jest tak, jak ze światem poza Europą: wiemy tyle, ile potrzebujemy, żeby poznać i zrozumieć większość bohaterów.

Sporo mówi się tu o Bogu. Wynika to z biografii głównego bohatera i z zestawienia świata, w którym nie trzeba już obiecywać raju po śmierci, z działaniem Kościoła.

Imigracja… Wiem, że konieczne jest przedstawienie tego problemu w takiej Europie, jaką pokazuje Glukhovsky, ale nie chcę traktować „Futu.re” jako obrazu naszych czasów, metafory czy czego tam jeszcze. Chcę, by była to powieść mocna i dosadna, która zostawi mnie sponiewieranego psychicznie, tak jak sponiewierany jest jej główny bohater. Chcę czuć to wszystko, co on i dzięki kunsztowi autora tak właśnie się dzieje. Nie chcę myśleć w jej kontekście o teraźniejszej polityce, religii i kondycji świata, ale wiem, że spora część czytelników nie podzieli mojego zdania. I dobrze. Niech każdy myśli za siebie. Autor to prawdopodobnie miał na myśli, ale przekonamy się o tym, dopiero kiedy książka pojawi się na maturze i komisja ułoży odpowiedni „klucz”.

Więc tak – jest to powieść, którą polecam z czystym sumieniem każdemu (pełnoletniemu) czytelnikowi. Ponad sześćset stron literatury dającej mocno w kość. I to mimo rozwiązań fabularnych, do których mam najpoważniejszy zarzut. Fabuła zaskakuje, ładnie się układa, ale nie powala. Poza tym kilka elementów znalazło się w niej właśnie po to, żeby historia pięknie płynęła, bez zadawania zbędnych pytań; kilka rozwiązań... Nieuargumentowanych? Dziwnych?

To moje zdanie, ale mimo wszystko jestem zachwycony i jednocześnie cieszę się, że tekst stanowi zwartą całość, do której autor, mam nadzieję, nie będzie wracał.


10/10
malynosorozec
Tytuł: Futu.re
Autor: Dmitry Glukhovsky
Przekład: Paweł Podmiotko
Wydawnictwo: Insignis
Stron: 638

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz