środa, 9 września 2015

Rezydent Wieży. Księga 1. - Andrzej Tuchorski




 „Spośród wszystkich straszliwych dźwięków, jakie można usłyszeć, ciche ’klik’ w pradawnej świątyni należy do najbardziej przerażających” [1]

Klavres z wieży Irrum, jest tym do kogo przychodzą bohaterowie. Potrzeba magicznej mapy, broni, czy może pomocy w odczarowaniu czegoś lub kogoś? Klavres jest odpowiednim człowiekiem. Jego wieża często gości tych, o których później śpiewane są ballady, i których przygody opisują niezliczone książki.
Pomysł autora zacny, a wykonanie jest poprawne. Niestety tylko poprawne… Coś dla miłośników fantasy i gier rpg, w których „przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę”. Jeśli czytelnik jest jednym z nich istnieje szansa, że nie zmarnuje czasu.

Takie pozycje naprawdę są potrzebne. Spojrzenie na epickie przygody z perspektywy pozostającego w cieniu rezydenta wieży. Elegancko. Nie mogę powiedzieć, że książka mi się nie podobała. Ale też nie mogę jej polecić.

Najlepszym rozdziałem był ten, którego akcja dzieje się zanim Klavres stał się rezydentem wieży. Pierwszy rozdział, w którym jest smok, jest eksploracja pradawnej świątyni. Jest dobrze. Przypomina mi jedną z przygód Kane’a z książek pana Karla Edwarda Wagnera. Tam też była walka dwóch potęg obserwowana przez głównego bohatera. Nie w głowie mi myśli o plagiacie czy nawet „inspiracji”, chodzi mi tylko o to, ze mogę porównać prozę Wagnera i Tuchorskiego i stwierdzić, że ten drugi nie ustępuje pola. Autor „Rezydenta Wieży” pisać potrafi, co pokazuje właśnie w tym pierwszym rozdziale.

A później, przez resztę książki jest przeciętnie. Bohaterowie przychodzą do maga z wieży, on rozwiązuje ich problemy w międzyczasie wspominając swoją wielką miłość, która żyje sobie w pobliskim miasteczku. Pomysły fajne: magia opowieści, hełm tytanów, itp. Ale wszystko wypada jakoś blado. 

Za dużo wtrąceń z łaciny – coś co nie przeszkadza w wielu innych pozycjach tutaj irytuje. Świat jest płytki, ledwo machnięty, a bohaterowie – nie nijacy, ale bardzo im to tego blisko.

„Rezydent wieży”  to miła, niezobowiązująca lektura, po której pozostaje spory niedosyt. Może inaczej byłoby gdy nie nastawiać się za bardzo na „coś innego”, „coś nowego”? Gdyby podejść do książki jak do miłej, lekkiej lektury właśnie?
Z tym, że tak właśnie podszedłem, a i tak pozostał niedosyt i lekkie rozczarowanie.

5/10

„Nie trzeba stać w pierwszym szeregu, żeby być kimś ważnym” [2]
 malynosorozec
[1] Andrzej Tuchorski, „Rezydent Wieży. Księga 1.”, wyd. Prószyński i S-ka , 2011, s. 54
[2] tamże, s. 26

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz