wtorek, 29 września 2015

Dary - Ursula K. Le Guin



„Prostak nie odpowiada; może słyszeć twoje słowa, lecz nie zwraca na nie uwagi; daje mu to przewagę na początku, choć nie zawsze starcza jej do końca”[1].

Na niegościnne wyżyny przybywa podejrzany gość. Surowi mieszkańcy domu Casprów przyjmują go zgodnie z obyczajem, a on szczególnie ceni sobie towarzystwo dwójki nastolatków, Gry i Orreca. Przybysz sceptycznie podchodzi do opowieści młodzieńców o darach, jakimi dysponują czystej krwi mieszkańcy wyżyn. Zwłaszcza że żaden nie jest skory do zaprezentowania ich działania. Gry ma dar przywoływania zwierząt, którego nie chce używać podczas polowań, Orrec – dar odczyniania, i to z jego powodu zgodził się na zapieczętowanie swoich oczu. Dar jest bowiem dziki i zagraża każdemu, kto znajdzie się w zasięgu wzroku chłopaka. Mieszkańcy nizin uważają ludzi z gór za czarnoksiężników i boją się ich; od wielu lat nie utrzymują z nimi żadnego kontaktu.

Przybycie gościa stanowi punkt wyjścia dla opowieści Orreca. Życie go nie rozpieszcza, chociaż jest jedynym synem pana Caspromantu. Oto jego słowa, w których porównuje się z doświadczonym życiowo przybyszem:

„On był mężczyzną, ja chłopcem. On był złodziejem, ja człowiekiem uczciwym. On widział świat, a ja nie, ale to ja znałem zło lepiej niż on”[2].

Orrec snuje swoją historię, a my poznajemy jego całe życie – od dzieciństwa w cieniu potężnych dziada i ojca, przez świadome oślepienie, po dramatyczne wydarzenia, które doprowadzą go do granicy rozpaczy. On sam tak opisuje jeden z etapów swojego życia:

„To był Chaos, bez początku i końca, bez kierunku, a jednak zawróciłem, a droga, którą wówczas obrałem, zawiodła mnie z powrotem do światła”[3].

Ursula K. Le Guin pod płaszczem fantastyki przemyca poważną lekcję o życiu. O stracie, o bólu, o godzeniu się z nieuniknionym. Dary są ważne w powieści, determinują życie mieszkańców wyżyn, pozwalają im przetrwać. Ale ważniejsi są ludzie i ich sposób wykorzystania tych darów. Ważne są przyjaźń i wsparcie. Ważna jest wewnętrzna siła, jaką dysponują bohaterowie. I ważne są lekcje płynące ze zła, jakie im się przytrafia. Gorzkie lekcje.

Każdy, kto zna prozę Le Guin, będzie zadowolony. Kto nie zna, ma okazję zacząć przygodę z tą autorką od pozycji spokojnej i stonowanej, a jednak mającej olbrzymią moc. Takie właśnie są „Dary”. To opowieść, w której z pozoru brak czegokolwiek spektakularnego, a jednak chwilami potrafi wbić w fotel. Trzeba się tylko wciągnąć w świat autorki, wczuć w bohaterów, jakich stworzyła. Siła tej książki tkwi w myślach i emocjach bohaterów, w ich wnętrzach, do których zaprasza nas Ursula K. Le Guin.

Chciałbym zwrócić uwagę na coś jeszcze. Na rodziców Orreca. To postaci drugoplanowe, widziane i opisywane z perspektywy syna. Kochająca, pochodząca z nizin matka – outsiderka, nie do końca rozumiejąca zwyczaje panujące na wyżynach, starająca się wprowadzić nieco oświecenia w życie swojej rodziny. I ojciec – mający silny dar, surowy i w oczach niektórych straszny. Po kolejnym w ciągu kilkunastu lat przeczytaniu „Darów” to jego uważam za bohatera, któremu należy bacznie się przyjrzeć. Jego polecam Waszej szczególnej uwadze. To jego dramat budzi największe zainteresowanie. Jego wybory – jedyne możliwe, za które musi płacić olbrzymią cenę.

„Odrobina zła istnieje w najlepszych z nas, więc lepiej się do tego przyznać, pogodzić się z nim, a nie pielęgnować, by gniło w ciemnościach”[4].

8/10

---
[1] Ursula K. Le Guin, „Dary”, przeł. Maciejka Mazan, wyd. Prószyński i S-ka, 2006, s. 81.
[2] Tamże, s. 133.
[3] Tamże, s. 118.
[4] Tamże, s. 133.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz