czwartek, 11 czerwca 2015

Ewangelia Krwi - James Rollins, Rebecca Cantrell


Recenzja początkowo ukazała się w serwisie:

BiblioNetka


Początek naszej ery, trwa oblężenie Masady. Obrońcy decydują się na zbiorowe samobójstwo, aby nie stać się niewolnikami Rzymian; chyba że jest jeszcze inny powód… Zanim do miasta zdążą wkroczyć najeźdźcy, ginie dziewięćset sześćdziesiąt osób. Wcześniej jednak spełnia się przepowiednia i trójka wybranych ukrywa coś w podziemiach góry, na której usytuowane jest miasto.

To początek powieści „Ewangelia krwi”. W dalszej części przenosimy się do czasów współczesnych. Na Bliskim Wschodzie prace archeologiczne prowadzi doktor Erin Granger. Jej odkrycia zostają częściowo zniszczone przez niewielkie trzęsienie ziemi, którego epicentrum znajduje się w niedalekiej Masadzie.
Erin wbrew swojej woli zostaje przetransportowana na miejsce tragedii. Razem z nią do ruin przybywa katolicki duchowny Rhun Korza, a na miejscu czekają już na nich amerykańscy żołnierze, którymi dowodzi sierżant Jordan Stone. Doktor Granger nie wie jeszcze, że duchowny w podziemiach spodziewa się znaleźć potężny artefakt – ewangelię napisaną własnoręcznie przez samego Chrystusa. Nie wie także, że na tropie Ewangelii Krwi są już słudzy tajemniczej sekty Beliala i że nie wszyscy oni należą do rodzaju ludzkiego. Jeśli Erin, Jordan i Rhun przeżyją spotkanie ze strigoi, mają szansę stać się przepowiedzianą przed tysiącami lat triadą: Uczoną Niewiastą, Mężem Wojownikiem i Rycerzem Chrystusa, którym będzie dane odnaleźć i otworzyć ewangelię zapisaną krwią Syna Bożego.

Tak pokrótce przedstawia się zawiązanie akcji. Zadanie, którego początek sięga czasów opisanych w Nowym Testamencie i wybrańcy, którzy muszą je wykonać. Są nawiązania do postaci biblijnych. I wampiry. Tak właśnie – wampiry. Złe, nazywane tu „strigoi”, i dobre, służące Kościołowi, a należące do „sangwinistów”, którzy swój początek wzięli od… Ale tej informacji zainteresowani będą już musieli poszukać w książce.

Na mnie, niestety, „Ewangelia krwi” nie zrobiła dobrego wrażenia. Może najpierw podam powody, dla których warto sięgnąć po tę pozycję. Ciekawie i zręcznie przedstawione nawiązania do Biblii i jej bohaterów. Dobry sposób pokazania wampirów i innych istot nadprzyrodzonych. Zakończenie, które może nie zaskakuje, ale daje nadzieję na dobre rozwinięcie fabuły w kolejnych częściach. Retrospekcje ukazujące przeszłość głównych bohaterów.

A teraz minusy. Retrospekcje ukazujące przeszłość głównych bohaterów – i dobre, i niedobre. Wciągające, zaskakujące, od pewnego momentu stają się rozwlekłe i denerwujące, przerywają główną akcję i ciągną się niemiłosiernie. Czyli za dużo, zdecydowanie za dużo, do tego zbyt podniośle i patetycznie. Patos i podniosłość – w retrospekcjach, ale także w głównym wątku fabularnym. Typowo amerykańskie (w negatywnym znaczeniu). Myśli bohaterów – w większości tragedia. Wokół świszczą kule i rozstrzygają się losy najważniej misji naszej ery, a im w głowach pierdoły. Głównie o relacjach damsko-męskich. Wątek miłosny tak bardzo oczywisty, że aż śmieszny. Wiem, wiem – pozycja obowiązkowa, ale proszę… Dajcie żyć, autorzy, dajcie żyć…

Tekst jest nierówny, styl zmienia się czasem ze strony na stronę, co powoduje zgrzyty. A niektóre rozwiązania fabularne… Generalnie akcja prowadzona jest w miarę sprawnie, bohaterowie idą jak po sznurku ku finałowej walce, pewne pomysły (na przykład człowiek sprawujący realną władzę nad Kościołem w Rosji) i opisy (walka w podziemiach Masady) dają dużo satysfakcji. Lecz niestety aż trzykrotnie miałem ochotę przerwać lekturę. W tym pod sam koniec, kiedy to mój jęk zawodu chyba obudził sąsiadów…

Szkoda, ponieważ z ciekawości już dawno miałem sięgnąć po jakąś powieść Jamesa Rollinsa. Nie wiem tylko, czy źle trafiłem z tą konkretną pozycją, czy z autorem. Miłośnicy tego typu literatury na pewno znajdą w „Ewangelii krwi” więcej dobrego niż ja. Może nawet będą zadowoleni z lektury. Reszta, według mnie, powinna ją sobie odpuścić.

5/10


Tytuł: Ewangelia krwi
Autor: James Rollins, Rebecca Cantrell
Tłumaczenie: Grzegorz Kołodziejczyk
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 560

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz