piątek, 19 czerwca 2015

Chowańce. Gwiazdy Przeznaczenia - Adam Jay Epstein, Andrew Jacobson



 Recenzja pierwotnie ukazała się w serwisie

BiblioNetka


Aldwyn jest kotem. Zwyczajnym dachowcem, który samotnie musi sobie radzić na ulicach wielkiego miasta. No, może nie takim całkiem zwyczajnym… Aldwyn doskonale umie sobie radzić. Jest sprytny, zaradny i inteligentny. Dostosował się do egzystencji pełnej niebezpieczeństw i mu dobrze w miejscu, w jakie rzucił go los. Jednak jego życie ulega zmianie. Pewien sprzedawca, któremu regularnie podjada przygotowane dla klientów ryby, wynajmuje łowcę – a ten za punkt honoru stawia sobie złapanie biednego kota. Podczas ucieczki Aldwyn gubi posiłek, ale znajduje coś ważniejszego – przyjaźń. Przez przypadek zostaje uznany za obdarzone magicznymi zdolnościami zwierzę z Maidenmeru i zostaje Chowańcem młodego Jacka. Poznaje inne niezwykłe stworzenia i musi ryzykować własnym życiem w imię miłości do swojego Zaufanego. A wszystko to dzieje się w niezwykłej krainie nazwanej Bezkresją, gdzie magia jest na porządku dziennym. Czy zwykły dachowiec poradzi sobie wśród czarodziejów, potworów, łowców? Czy uda mu się udowodnić, że z każdej sytuacji istnieje wyjście i nie trzeba wcale magii, by zostać uznanym za godnego Chowańca?

Oprócz kota Aldwyna główne role grają w powieści dwa inne Chowańce: nieco zarozumiały ptak – modrosójka Skylar i mało rozgarnięta rzekotka – Gilbert. Razem stanowią drużynę, jakiej próżno by szukać na kartach innych książek. Mimo swoich wad wytrwale dążą do celu, wspierając się oraz uzupełniając nawzajem dzięki różnym zdolnościom. To jest najlepsze w pierwszej części „Chowańców” – wspieranie się, odkrywanie, że wady nic nie znaczą, jeśli przyjaźń jest szczera. A także dowiadywanie się, że kłamstwo doprowadza do trudnych sytuacji i że w imię większego dobra można wiele wybaczyć.

Ciekawy jest również opisany w powieści świat i jego (odkrywana w trakcie lektury) historia. A co najbardziej mnie zaskoczyło, to ilustracje. Czarno-białe, proste, przedstawiające opisywane wydarzenia. Niby nic w nich szczególnie niezwykłego, ale w jakichś sposób czarują i wywołują uśmiech (sprawdzone również na trzylatce i siedmiolatku). Jest ich dwadzieścia sześć. Tylko dwadzieścia sześć – szkoda; z drugiej strony jednak najważniejsza jest treść.

Powieść dobrze nadaje się na jedną z pierwszych samodzielnych lektur dziecka. Przejście od baśni i bajek o mówiących zwierzętach do historii pełnych magii i przygód. Jest dobrze. Ale…

No właśnie. Mam parę uwag i nie zawaham się o nich napisać.

Po pierwsze, chwalony przez mnie świat przedstawiony ma jednak parę wad. Dobre z punktu widzenia dziecka jest to, że z jednego końca Bezkresjii na drugi można przejść w kilka dni. Dobre jest podzielenie krainy na charakterystyczne obszary, w dodatku zaznaczone na ciekawej mapce. Ale już Chowańce opisywane są jako bardzo rzadkie zwierzęta, a jednak całe krainy zamieszkują telekinetyczne koty czy jasnowidzące żaby. Mało konsekwentne.

Dalej: opisy. W niektórych przypadkach bardzo powierzchowne, w innych – zbyt rozwlekłe. Konkretnie: zdobywanie zaufania, zawieranie przyjaźni: pstryk – i już (chociaż po zastanowieniu muszę dodać, że to przecież książka dla dzieci, a one tak potrafią). Zanadto szczegółowo przedstawione walki i niebezpieczne przygody. Obawiam się, że dziecko będzie chciało jak najszybciej dowiedzieć się, jak się kończy bitwa, a nie przyglądać się każdemu ciosowi z osobna. To, co dobre dla starszych, tu niekoniecznie się sprawdza.

Ja jestem zadowolony z lektury. Podobnie jak moja trzyletnia córka (której oczywiście powieści nie czytałem, ale przy oglądaniu obrazków przedstawiłem skróconą wersję). Miła i przyjemna pozycja. Ciekawi jesteśmy, z jakimi przeciwnościami losu bohaterowie zmierzą się w następnych częściach.

8/10

Tytuł: Chowańce. Gwiazdy Przeznaczenia.
Autor: Adam Jay Epstain, Andrew Jacobson
Tłumaczenie: Ewa Wiąckowska
Wydawnictwo: IUVI, 2015
Liczba stron: 368

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz