poniedziałek, 4 maja 2015

Wierni Wrogowie - Olga Gromyko



 “Tam gdzie nas się boją, my się nie mamy czego bać!”[1]

„Wierni wrogowie” są dla wielbicieli literatury fantasy. Dla miłośników magii i miecza. Dla lubiących czytać o elfach, driadach, krasnoludach, trollach, smokach, wilkołakach. To właśnie, w mniejszych lub większych dawkach, proponuje nam Olga Gromyko. I jeszcze kwestię ratowania świata, a przynajmniej tej jego części, gdzie znajdują się bohaterowie, dużą dawkę humoru oraz nietypową drużynę „bohaterów”, która wspólnymi siłami będzie musiała powstrzymać działającego z ukrycia przeciwnika. Ale cóż to za drużyna! Oddam może głos samej autorce:

„Wygnany czarownik, który nie jest zdolny by wyczarować cokolwiek sensownego, żeby nie zemdleć na miejscu…
...smok uciekający przed przerośniętymi wilkami…
...niedorostek z gruźlicą
… dziecko…
...i wilkołak z paskudnym charakterem”[2].

Akcja zaczyna się, kiedy w karczmie podpici chłopi katują wyczerpanego Weresa. Katują, zdawałoby się, na śmierć i porzucają za miastem. Ale czarodzieja niełatwo zabić. Wszyscy wiedzą, że niezwykle żywotni z nich ludzie. Wie także Szelena, wilkołaczka, na którą rzeczony mag polował. Z nieznanych nawet sobie powodów kobieta zabiera umierającego wroga do swojej chatki i przystępuje do leczenia go. Wkrótce do unieruchomionego Weresa dołącza jego niezbyt rozgarnięty uczeń.

Kiedy czarodziej we względnym spokoju dochodzi do siebie, w okolicy miasta pojawia się pomroka, która zdaje się bardzo interesować Szeleną, a do Weresa z wieściami przybywa Mrok - młody smok, potrafiący w mgnieniu oka przybrać ludzką postać. Przyniesione przez niego informacje zainteresują zarówno Weresa, jak Szelenę i sprawią, że ich losy splotą się na dłużej. W międzyczasie do bohaterów dołączy, gdzieś pomiędzy królestwem driad i elfów, kryjąca wiele tajemnic młodziutka półelfka. I drużyna zdolna uratować świat będzie w komplecie.

Postaci udały się Oldze Gromyko naprawdę przednio, stanowią niewątpliwie największy atut powieści. Na pierwszy rzut oka nie pasują do siebie, nie dogadują się, a jednak jest między nimi swoista chemia. Autorka dzięki zastosowaniu sporej dawki humoru bardzo dobrze pokazuje bohaterów i ich wzajemne relacje. Wszystko opisane jest z perspektywy Szeleny i ta pierwszoosobowa narracja działa na korzyść „Wiernych wrogów”.

Co natomiast należy uznać za wadę, to nierówność powieści. Akcja dosyć długo się rozkręca, przez pierwsze sto kilkadziesiąt stron w gruncie rzeczy nie wiadomo, jaki będzie główny wątek fabularny. W dalszej części bardzo ciekawie pokazane są perypetie bohaterów kolejno u driad, elfów, krasnoludów i trolli. W finale opowieści natomiast wszystko dzieje się nieco zbyt szybko i tak też się kończy.

Za to autorka bardzo dobrze radzi sobie z opisami walki, czarów, przemian. Niewiele gorzej - z przedstawianiem wyglądu i zachowań pomrok (czyli potworów) i ras innych niż ludzkie. Czuje się tutaj słynną wschodnią fantazję. Dobrze prezentują się także wątki jakby żywcem wyjęte z gier RPG, czyli: zadanie do wykonania - nagroda, która przyda się w dalszej części opowieści.

Jeśli idzie o fabułę i zakończenie, muszę stwierdzić, że Gromyko niczym tu nie zaskakuje. Wszystko jest jak najbardziej do przewidzenia, ale też chyba takie było założenie. Poza tym nieco przeszkadzało mi częste wtrącanie słów „leszy” i „mrakobiesy”. Tak po prostu. Przeszkadzały także literówki, których niestety było nieco zbyt wiele.

„Wierni wrogowie”, jak wspomniałem, powinni przypaść do gustu miłośnikom fantasy, ja sam bardzo ucieszyłem się, dostając coś tak sympatycznie klasycznego (mogące godzinami rozprawiać o broni, często pijane krasnoludy, niezbyt bystre trolle, magiczne elfy, smoki, wilkołaki, karczmy, w których łatwo o guza oraz stara dobra magia, z teleportacją, zaklęciami leczniczymi i innymi elementami - ze swojską ognistą kulą włącznie). Ale równocześnie powieść jest nieco hermetyczna i raczej nie przyciągnie do tego gatunku nowych czytelników. Żeby czytać ją bez problemów, należałoby znać co nieco z fantastyki. Tak że nie polecam nikomu zaczynającemu dopiero przygodę z klasyczną fantasy.

Ale ogólnie czyta się tę historię naprawdę przyjemnie, potrafi dać odbiorcy wiele radości. Nie zapewni może głębszych emocji, ale na pewno po skończeniu lektury nie żałuje się poświęconego na nią czasu.

„Jeżeli człowiek zastanawia się, co będzie robił jutro, to stanowczo nie zamierza umierać dziś”[3].

„Ludzie zawsze znajdą powód do nienawiści. Na przykład własną głupotę albo zazdrość”[4].

„Ludzie nie znoszą tych, którzy wyróżniają się z ogółu tłumu. Szczególnie w lepszą stronę”[5].

„Ona nie jest zwykłym wilkołakiem. Sprawa wygląda znacznie gorzej (...) Ona jest kobietą, a tego nie wyleczysz żadnym eliksirem”[6].

8/10

Tekst ukazał się pierwotnie w serwisie BiblioNetka

---
[1] Olga Gromyko, „Wierni wrogowie”, przeł. Marina Makarevskaya, wyd. Papierowy Księżyc, 2014, s. 276.
[2] Tamże, s. 422.
[3] Tamże, s. 280.
[4] Tamże, s. 388.
[5] Tamże.
[6] Tamże, s. 422.



Tytuł: Wierni Wrogowie
Autor: Olga Gromyko
Tłumaczenie: Marina Makarevskaya
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc, 2014
Liczba stron: 650

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz