niedziela, 10 maja 2015

Ciemne Tunele - Siergiej Antonow




„Spróbuj tylko ich wzruszyć bajeczkami o sprawiedliwości… Garbatego dopiero grób wyprostuje” [1]

Powyższy cytat doskonale opisuje mieszkańców moskiewskiego metra opisanych w książce pana Antonowa. I tacy właśnie ludzie pasują do wizji Uniwersum stworzonego przez Glukhovskiego. O takich chce się czytać w książkach z serii Metro2033.
W ogóle całe „Ciemne Tunele” przypominają nieco oryginalne Metro. Wędrówka, wielka misja, lekko naiwny główny bohater (zwłaszcza na początku książki). Plus kilka rodzajów niespotykanych dotąd mutantów i „klimat” tuneli.

Fabuła nie powala: oto ze stacji anarchistów wyrusza misja, od której powodzenia zależy przyszłość metra. Dowódcą zostaje młody Anatolij, a za przewodnika ma byłego komunistę Nikitę. Celem jest zniszczenie tajnego laboratorium, w którym szalony naukowiec Korbut próbuje stworzyć żołnierzy idealnych – niewrażliwych na ból, odpornych na promieniowanie, całkowicie posłusznych rozkazom.
Oczywiście po drodze wszystko się komplikuje, a główny bohater zostaje rzucony na pastwę tuneli.
Proste jak konstrukcja cepa. Ale ta prostota daje czytelnikowi sporo frajdy. Książkę czyta się szybko i przyjemnie. Nie ma potrzeby głębszego zastanawiania się, rozmyślania. Dla jednych to dobre rozwiązanie, dla innych niekoniecznie. Dla mnie – pół na pół. Pan Antonow pisze dobrze, a samo metro ma odpowiedni klimat. Ale czy to wystarcza?

Największym atutem są płynne przejścia z jawy w majaki senne - wychodzi to bardzo dobrze i na plus przemawia fakt, że dopiero po kilku, kilkunastu linijkach czytelnik orientuje się czy czyta o tym, co dzieje się w rzeczywistości, czy o wizjach głównego bohatera. Po za tym wspomniany już „klimat tuneli” i opisy walki na powierzchni. Cała wędrówka także wciąga – stacje faszystów, satanistów, anarchistów, czy te zamieszkałe przez mutanty. Wszystko zgrabnie, interesująco opisane. Jeszcze jeden duży plus – legendy i opowieści metra. Dobre. Po prostu dobre.
Ale jednak… za mało. Za mało emocji. Za mało zaskoczeń (te którymi autor uraczył nas w powieści są dość przewidywalne). Za mało wyrazistych bohaterów, których można by pokochać lub znienawidzić – jest Anatolij i Arszynow, do których nie mam zastrzeżeń, a po drugiej stronie (ci źli) postaci wypadają nieco blado jako czarne charaktery. Reszta bohaterów jest nieistotna, szybko zapadająca w niepamięć, można rzec: nijaka. I jest jeszcze nieodzowny wątek miłosny… nie bardzo, po prostu nie bardzo. A zakończenie przesadzone.

Podsumowując: lektura, na którą nie szkoda czasu, ale jednak nie zaliczająca się najlepszych pozycji w Uniwersum Metro2033. Lepsza od „Dzielnicy Obiecanej” czy „Za horyzont”, ustępująca „Piterowi” i dwóm pierwszym częścią trylogii Diakova („Do światła” i „W mrok”).
I oczywiście wypadałoby znać Metro2033 przed przystąpieniem do lektury „Ciemnych Tuneli”. Wypadałoby, ale nie jest to konieczne. Lektura Antonowa jest lżejsza i mniej zagmatwana niż oryginał, także dla mniej wymagających czytelników może iść na pierwszy ogień w Uniwersum. Ale, tak jak wspomniałem: szału nie ma.

Aha… Jeszcze takie coś:
„A co z jego chłopcami?” [2]
Nie wiem czy to wina tłumaczenia (bardzo dobrego, jak zwykle), czy też autor rzeczywiście ustami bohatera nazywa „chłopcami” drużynę gotowych na wszystko zabijaków. Przewinęło się to kilkukrotnie. Trochę razi.

7/10

[1] Siergiej Antonow, „Ciemne Tunele”, przeł. Paweł Podmiotko, wyd. Insignis, 2015, s. 61
[2] tamże, s. 145

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz