środa, 20 maja 2015

Bez Litości - James Scott


„Zabijanie jest jak każde inne zajęcie, to sprawa dla fachowca”*.

„Bez litości” rzeczywiście zaczyna się tak, jak zapowiada wydawca – mocno. Bardzo mocno. A później robi się jeszcze lepiej. Autor dokonuje kilku zaskakujących zwrotów akcji. Buduje mroczny, brutalny świat. I daje solidnie stworzonych bohaterów, z ich lękami i mrocznymi sekretami.

Aż nie wiem, jak pokrótce opisać fabułę. Nie chcę zdradzić zbyt wiele, gdyż już wydarzenie, o którym czytamy na pierwszych stronach książki, wciska w fotel. To może tak: Trójka morderców zabija mieszkającego na odludziu Joraha i czworo jego dzieci. Z rzezi cało wychodzi dwunastoletni Caleb, a kilka dni później do domu wraca jego matka, Elpeth.

I w tym momencie powinienem skończyć. Jeszcze tylko wspomnę, że dwoje bardzo różnych od siebie ludzi wyruszy śladem morderców, a ich jedynym celem będzie zemsta za śmierć bliskich. Coś takiego można przeczytać na tylnej okładce. I taki jest początek powieści. W momentach, kiedy pozostawieni samym sobie zrozpaczeni ludzie skrywają się we własnych światach, a napędzające ich pragnienie zemsty przywołuje najmroczniejsze wspomnienia – powieść jest więcej niż dobra. Zaskakująca i przyprawiająca o ciarki. A później... Później jest niedobrze. Później jest równia pochyła i rozczarowanie. Oczywiście to moje zdanie.

Jedynie postaci pozostają warte uwagi, ale kiedy ich tajemnice wychodzą na jaw, autor nie potrafi utrzymać zainteresowania czytelnika bohaterami. Najważniejsza jest ta tajemniczość, odkrywanie po kawałku ich przeszłości, wspomnień, lęków. Kiedy tego brakuje, a pragnienie zemsty schodzi na dalszy plan, „Bez litości” po prostu przestaje być interesujące. A szkoda, ponieważ pierwsze sto kilkadziesiąt stron mnie zachwyciło.

Narracja jest prowadzona na przemian z perspektywy Caleba i Elpsepth. Przeszłość miesza się z teraźniejszością – czasami są niedokładnie rozdzielone, przechodzą płynnie jedna w drugą, co sprawia, że można się nieco pogubić. No i przede wszystkim są tu brutalny świat końca dziewiętnastego wieku i skomplikowani, rozdarci wewnętrznie bohaterowie. Zwłaszcza Caleb – dwunastolatek, który nie zna niczego poza znajdującą się na odludziu rodzinną farmą – zasługuje na zainteresowanie. Na nim skupiłem uwagę, gdyż postać jego matki jest... przesadzona, przekombinowana. Jakby autor za dużo chciał w niej upchnąć. O wiele lepiej prezentuje się Jorah, którego stopniowo poznajemy dzięki wspomnieniom Caleba i Elspeth.

Mam jeszcze ochotę przyczepić się do zbyt dużej liczby cytatów z Biblii, ale zdaję sobie sprawę, że tego wymagała konstrukcja bohaterów. Jednak ponarzekam: za dużo ich i trochę bez sensu.

Jest też dużo powtórzeń, zwłaszcza nazw własnych. Na przykład na stronie 360 w siedmiu pierwszych linijkach imiona bohaterów padają aż dziesięciokrotnie: cztery razy Ethan, trzy razy Owen, dwa razy Elspeth, raz Caleb. I to we fragmencie, który w założeniu miał być dynamiczny.

A jeszcze polskie wydanie... Marginesy na pół kilometra i tytuł nijak niemający się do oryginalnego „The Kept”. Rozumiem, że trudno przetłumaczyć go tak, aby brzmiał w naszym języku równie dobrze jak w angielskim. Ale „Bez litości”? Co to ma wspólnego z treścią? I która to już pozycja tak zatytułowana?

Mimo wszystko nie żałuję, że przeczytałem tę książkę. To debiut Jamesa Scotta. Widać w nim olbrzymi potencjał. Czekam na następne jego powieści, gdzie akcja zostanie poprowadzona równo od początku aż do ostatniej strony.

6/10

Tekst pierwotnie zamieszczony został w serwisie:

 BiblioNetka

---
* James Scott, „Bez litości”, przeł. Jerzy Malinowski, wyd. W.A.B., 2015, s. 298.

Tytuł: Bez litości
Autor: James Scott
Przełożył: Jerzy Malinowski
Wydawnictwo: W.A.B., 2015
Ilość stron: 400


malynosorozec

2 komentarze:

  1. Mam wielką chęć na tę powieść, a Twoja recenzja sprawiła, że muszę ją przeczytać. Jak najszybciej.

    http://zakurzone-stronice.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciesze się, że mogłem pomóc ;)

    OdpowiedzUsuń