wtorek, 17 lutego 2015

S.T.A.L.K.E.R. - Gówniarz



I trzecia ostatnia już próba zmierzeniem się z Uniwersum S.T.A.L.K.E.R.
W takiej formie została wysłana na konkurs do Fabryki Słów.
Dla zainteresowanych Uniwersum (gry, książki) polecam stronę: http://stalker.pl/ i tamtejsze forum (Jest tam także dział z opowiadaniami fanów).

 

Gówniarz


Dwie postaci odwracają się gwałtownie w momencie kiedy ciszę przecina okrzyk pełen bólu. Na widok padającego ciała z męskiego gardła wydobywa się cichy jęk. Nie trwa długo - kolejne świeże zwłoki dla ozdoby tego fragmentu świata. Piętnaście metrów dalej kobieta nie jest w stanie powstrzymać krzyku - następny trup o wykrzywionej przerażeniem twarzy. Kolejne piętnaście metrów i jeszcze jedno ciało ciężko pada na ziemię, tym razem bezgłośnie.

         Ktoś zbliża się powoli. Barczysta sylwetka. Pewny krok. Nieśpiesznie mija świeże trupy. Nie przygląda im się, nie ma takiej potrzeby. Przystaje dopiero przy ostatnich zwłokach. Nie, nie zwłokach. Oczy młodego człowieka są otwarte. Jest w nich coś… Żal, zaskoczenie, zrozumienie. Te oczy… Hipnotyzują go. Jest w nich coś jeszcze. O mały włos, a Strefa miałaby kolejną ofiarę. Barczysty mężczyzna oddaje dwa szybkie strzały prosto w głowę konającego młodzieńca. W ostatniej chwili. Kiwa powoli głową i w kompletnej ciszy oddala się w kierunku, z którego przyszedł.

O tej porze w knajpie panuje spokój. Stali klienci niedawno wyszli. W powietrzu unosi się zapach podłej wódy. Barczysty mężczyzna, Siergiej zwany Gładkim, siedzi przy barze. Ramiona przygarbione, jakby bał się mającego nadejść ciosu. Oczy wpatrzone w dopiero co opróżnioną literatkę. Oprócz niego i barmana w całej knajpie jest jeszcze jeden mężczyzna. Na końcu kontuaru. Zdaje się drzemać.
- Wszystko było rozegrane jak należy. Szliśmy co piętnaście metrów. Tak jak powinniśmy. Młody pierwszy, później klienci, ja zamykałem. Wszystko rutynowo.  Gówniarz sam chciał iść pierwszy. Z resztą to była jego wyprawa. Jego klienci. Idioci.
- Więc co się stało? – Barman uzupełnia szkło. Podtrzymuje rozmowę. Tacy jak Gładki muszą się wygadać, a i on sam lubi wiedzieć co w trawie piszczy.
- Ludzie to debile, ot co się stało. Młody mówił, żeby się nie odzywać. Ja mówiłem, żeby pod żadnym pozorem nie otwierać gęby. I co? I gówno… Szkoda Gówniarza, jak on w ogóle się nazywał?
- Grigorij. Mówili na niego Ptaszor, nie wiem dlaczego.
- Nawet ksywki się dorobił? Które to było jego wyjście? Trzecie, czwarte. Mógłby być z niego Stalker, chyba miał to coś… Odwrócił się w naszym kierunku, dosłownie na sekundy przed. Patrzył  prosto na mnie. Biedny Gówniarz… Tobie powierzył wypłatę?
- Ja byłem powiernikiem. – Mężczyzna na końcu kontuaru otwiera oczy. Zbliża się i gestem prosi o literatkę. – Można?
- Polej Vlad. To zdrowie Ptaszora, kolejnego Stalkera w niebie… To jasne, że ty trzymasz pieniądze, inaczej by cie tu nie było. Myślisz, że dlaczego tak się drę. Nie chcę żebyś coś przegapił.
- Twoja działka?
- Zawsze biorę z góry…
- No więc?
         Na chwilę zapada cisza. Barczysty mężczyzna zbiera myśli. Wzdycha. Jeszcze bardziej kurczy się w sobie.
- No więc idiota numer jeden zaczął krzyczeć bez powodu. Jego debilny kumpel i wkurzająca żonka też nie mogli trzymać mord zamkniętych... Proste zasady: utrzymać odległość i nie wydawać żadnych dźwięków. Jakby od tego zależało ich życie. I rzeczywiście zależało. Tylko szkoda, że musieli pociągnąć za sobą Gówniarza…
- Był na tyle głupi, że…?
- Nie, nie był głupi! Mówiłem już, że chłopak miał zadatki na dobrego Stalkera… Trzymał gębę zamkniętą. Odległość była za mała. Powstała fala…
- Gładki co ty pieprzysz? Jaka fala? Przecież ten fragment dawno zbadany, opisany. Nikt nie słyszał o żadnej fali.
- Ja słyszałem i mówię. – Mężczyzna zwraca swoją pokrytą bliznami twarz w kierunku powiernika. – Jeden idiota po drugim w odstępie kilku sekund. Siła szła w kierunku Gówniarza. Piętnaście metrów od trzeciej debilki. Promień działania tego cholerstwa to maks dziesięć metrów. Więc?! F! A! L! A!
- Na miejscu? – głos Powiernika pozostaje spokojny. Wpatruje się w lekko zamglone oczy Gładkiego.
- Prawie… Patrzył na mnie, wyciągnął rękę, chciał coś powiedzieć… Zastrzeliłem go… I tak nie miał szans. Miałem tam zdechnąć razem z nim?... Dwa metry dalej i nawet by nie poczuł.
         Znowu cisza. Troje ludzi pogrążonych w swoich myślach. Dyskretny znak. Napełniane szkło.
- Następna na mój koszt. – Powiernik krzywi się, rzuca pieniądze na blat, odwraca się i wychodzi. Barman odprowadza go ponurym spojrzeniem.
- Skąd oni biorą tych ludzi?... Miałeś szczęście Gładki. Ta fala mogła pójść w twoją stronę.
- Wcale nie miałem szczęścia, Vlad – Barczysty mężczyzna wyciąga z kieszeni plik banknotów – A wiesz dlaczego? – Pieniądze lądują na ladzie.
- Ponieważ całą noc spałeś na górze. – Banknoty znikają z blatu – Ptaszor mógł wziąć kogoś ze sobą. Sam z trzema klientami?

         Można założyć, że siedemnaście metrów jest bezpieczną granicą. Czternaście, jeśli fala idzie przez dwie osoby. Należy zrobić założenie, że na innych obszarach jest podobnie. W każdym rejonie Ciszy. Pozwoliłem sobie nanieść poprawki na mapę. Mogę zaproponować niewielką premię dla Gładkiego? I może niech odpocznie przez jakiś czas. Barman? Wie to, co powinien. Gładki dobrze to rozegrał.

- Mówiłem ci już, Vlad, skąd mam te blizny?
- Gładki… Przychodzisz tu od dziesięciu lat. Mówiłeś mi już chyba wszystko.
- A ty może byś opalił się troszkę? Jak jakiś drakula blady jesteś… Wyjdź na słońce może… Pierwsza wizyta w Strefie. I od razu klops. Ledwie z życiem uszedłem. Pół roku w łóżku i ta piękna twarz. Oto co mi dała Strefa tego pierwszego razu... Ale ja wróciłem. Nie mogłem nie wrócić... I co? I od drugiego wejścia nawet nie draśnięty. Strefa mnie kocha… - Gładki opróżnia kolejną szklankę. Tydzień wcześniej literatki stały się za małe. – Wiesz jak on na mnie spojrzał? Musiał się odwracać!? Biedny Gówniarz…
- Panu już wystarczy. Pan już bełkocze. – Vlad próbuje żartować. W knajpie jest jeszcze kilka osób. Nie muszą tego słuchać. – Pan już pójdzie na pokoje. – Siłą zawleka Siergieja na górę, do pokoju, który ten zajmuje od dziesięciu dni. Nie zanosi się żeby szybko wrócił do domu.

         Vlad nie jest problemem. Vlad jest kimś, dzięki komu Gładki także nie stanowi problemu. Pilnuje go. Nie jest tak, że za dużo wie. Barman musi wiedzieć, co się wokół dzieje. Zwłaszcza w takim miejscu. Nie jest tak, że Gładki za dużo pije. Przecież to Rosjanin! I na dodatek Stalker. Dajmy mu jeszcze czas. Wiem, że nie powinno być miejsca na sentymenty, ale zbyt wiele mu zawdzięczamy. Ćwierć tej mapy to jego zasługa… To ja popełniłem błąd. Od tej chwili trzymamy się schematu. Anonimowi klienci. Żadnych innych ofiar. Żadnej prywaty.

         Barczysty mężczyzna garbi się coraz bardziej. Cały czas pije. Cały czas bije się z własnymi myślami. Cały czas widzi oczy Ptaszora. Dotychczas Gładki nie widział takiego spojrzenia.
         Barman zabija czas wycieraniem szkła. Bacznie obserwuje. Jest czujny. Taka już jego rola.
         Powiernik codziennie przychodzi do knajpy. Zawsze siada w rogu. Czeka na moment kiedy będzie musiał wykonać ruch. Opcje są dwie… Tak, nadszedł czas...

- Sergiej, porozmawiajmy. – Gładki otwiera przekrwione oczy. Kiedy ostatni raz ktoś nazwał go jego imieniem? Na pewno zanim jego życiem zawładnęła Strefa. Przed bliznami.
- Która godzina? Strasznie mnie suszy. – Powiernik podaje pełną szklankę. Wódka. Rozjaśni skacowaną głowę.
- Sergiej…
- Wiem Vit, wiem. Albo w tą, albo w tą. Nie mogę tak dłużej. Ale to spojrzenie, Vit, cały czas widzę jego oczy. Dlaczego tak mnie wzięło? Kurwa, widziałem przecież tyle gówna. Robiłem takie rzeczy, że… Tyle trupów. Wszystko dla Strefy. Żeby móc tam być. Poznać ją. Zrozumieć… Kurwa! Po co on się odwracał? Dlaczego musiał widzieć? Nie mógł nic zrobić. Fala go dostała. Tak jak przewidywałem. Umarł wpatrując się we mnie. Widziałem jak umierają… Właściwie co? Zaufanie, nadzieja, wiara? Najgorsze jest to, że nawet gdybym nie miał racji, gdyby nie istniało coś takiego jak fala… I tak musiałbym go zabić. Zobaczył jak strzelam do klienta.
         Sergiej wychyla kolejną szklankę. Uzupełnia ją. Ponownie wychyla. Uzupełnia. Powiernik, Vitalij, nic nie mówi. Czeka. Która z opcji?...
- Zapłać za jeszcze jedną skrzyknę, pokój i jedzenie na tydzień. – Barczysty mężczyzna prostuje zgarbione plecy. Głos ma pewny. – Za dziesięć dni. Zorganizuj coś. Dziesięć dni.
        
         Będzie gotowy. Jest w nim niesamowita determinacja. Nie wyobraża sobie życia bez Strefy. Kocha ją. Chce tam być. Pragnie ją poznawać. To właściwy człowiek na właściwym miejscu. Niech pije, nie ma zmartwienia. Teraz wódka działa oczyszczająco. Po tej skrzynce będzie jak dawniej. Będzie nawet lepiej. Kolejna rana się zabliźni. Będzie silniejszy. Dokąd tym razem? Na głęboką wodę.

         Trzy sylwetki poruszają się w absolutnej ciszy. Doświadczony, barczysty Stalker idzie przodem. Siedemnaście metrów za nim, nieco niezgrabnie porusza się pierwszy klient. Za nim, kolejne siedemnaście metrów, nieco pewniejszym krokiem idzie kolejny. Po trzech ciałach nie ma nawet śladu.
         Wychodzą z Ciszy. Krótki odpoczynek. Stalker oznajmia, że teraz on będzie szedł na końcu. Ze Stalkerem się nie dyskutuje. Wykonuje się jego polecenia.
         Dwie sylwetki ruszają, nie oglądając się za siebie. Gotowe zrobić wszystko co każe Stalker.
Po co wybrali się do Strefy? Gładki nie ma zamiaru pytać. Każdy ma swoje powody żeby Tu być…
Sergiej uśmiecha się do siebie. Obserwuje. Znowu Strefa. Znowu tu jest. Zobaczmy na co trafi tym razem. Z tego fragmentu jeszcze nikt nie powrócił. Sergiej ma zamiar dowiedzieć się dlaczego.

malynosorozec

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz