poniedziałek, 2 lutego 2015

Człowiek


Świat stworzony przez braci Strugackich, znany z książki "Piknik na skraju drogi", gier i książek z Uniwersum S.T.A.L.K.E.R.
A poniżej moja druga próba odnalezienia się w owym świecie.
Opowiadanie o Człowieku w Strefie.
Zapraszam.

Człowiek


Kazał mówić na siebie Człowiek. Velikan Człowiek.
„Kim ty jesteś?” – Te słowa uratowały mi życie. Gdybym zareagował inaczej, zabiłby mnie tak jak innych. To jest właśnie jedna z tych rzeczy, nad którymi on nie panuje.

- Zalewa mnie czerwień. Wszystko ma kolor i zapach krwi... Dopóki nie pojawi się prawdziwa krew. – Tak mi to wytłumaczył. Powiedział, że przede mną w Strefie spotkał kilkunastu ludzi. Każdy na widok Człowieka reagował niewłaściwie. Strachem, odrazą…. „Czym jesteś?” – te słowa były najgorsze.

Ja spytałem inaczej i dlatego przeżyłem. Velikan zaopiekował się mną. Nakarmił, ogrzał, wyleczył, zapewnił bezpieczeństwo. Spędziłem trzy miesiące w samym centrum Strefy i w żadnym momencie nic mi nie groziło. Dzięki Velikanowi.
Na pewno jest w nim dużo ludzkiego. Może kiedyś był człowiekiem? Za każdym razem kiedy patrzę na niego, muszę bardzo uważać, żeby nie zdradzić się z moim strachem. Bo ten, z którym spędziłem ostatnie trzy miesiące, chociaż z pewnością inteligentny i bystry, jest także przerażający jak cholera.

Pamiętam dokładnie każdy szczegół czterogodzinnego marszu, który doprowadził mnie do położenia w jakim się znalazłem. Pamiętam zmęczone twarze zwrócone w moją stronę. Moment, w którym na obliczach moich towarzyszy pojawił się strach. Urwane krzyki i świat nagle przyspieszył. Słońce zaszło, wzeszło , znowu zaszło. Wszystko w ciągu kilku sekund. Nie miałem nawet czasu, żeby zastanowić się nad swoją sytuacją. Nagle jakaś pętla owinęła mi się wokół nogi, poczułem szarpnięcie i wszystko wróciło do normy. Na chwilę. Straciłem przytomność. A kiedy się obudziłem zobaczyłem przed sobą Człowieka.

- Wpadłeś jak śliwka w kompot. Masz szczęście, że to ja cię znalazłem. Różne stwory już szykowały się na łatwą zdobycz.
On mówił, a ja patrzyłem zahipnotyzowany. Chodził w tą i z powrotem, mocno gestykulował. Jego sylwetka wydawała się ogromna. Ruchy zwinne, w jakiś sposób drapieżne. Głos głęboki z typowo brytyjskim akcentem, może nawet trochę flegmatyczny. Wszystko było jakieś nierealne. Skąd tu taki… Człowiek?
Powiedział, że uderzyłem głową o kamień, kiedy wyciągnął mnie z pułapki. To wyjaśniało utratę przytomności i bolącą głowę. Zharatana noga to robota drutu, którego Velikan użył niczym lassa. Pociągnął z taką siłą, że przecięło mnie prawie do kości. Już nie mówię o tym co się stało z moimi szczęśliwymi spodniami.

Dowiedziałem się, że ta akurat pułapka – on nazywał tak wszystko co w Strefie nie było żywe, a chciało cię zabić – działała na pojedynczych ludzi, zamykając ich w sferze, w której czas płynął wolniej.
- Pojawia się w różnych miejscach. Istnieje, póki ofiara znajduje się w środku. Prawie niewykrywalna. Prawie...
Z tego co mówił Velikan, wywnioskowałem że nic nie grozi komuś kto w całości nie znajdzie się w sferze. Zapytałem go, dlaczego użył tego przeklętego drutu, zamiast po prostu chwycić mnie rękami.
- Różne rzeczy widziałem. Nie wkładam rąk tam gdzie nie muszę. Dzięki temu jeszcze ich nie straciłem.
Tak samo chyba pomyśleli moi towarzysze. Inaczej przecież by mnie wyciągnęli, prawda? Chociaż fakt, że nie wpadli na pomysł z lassem oznaczać może, że nie zależało im na mnie za bardzo. Albo przeceniłem ich inteligencje. Albo musieli uciekać przed czymś w pośpiechu. Ale wtedy to coś dopadłoby mnie. Chyba, że pognało za nimi. A może… Nieważne!

Velikan zabrał mnie daleko od tamtego miejsca. W głąb Strefy. Siedzimy tu już trzeci miesiąc.

- Musimy poczekać. Już niedługo.
No więc czekamy, wciąż nie wiem na co, a Velikan opiekuje się mną. Dużo mówi. Właściwie to opowiada o sobie przez cały czas.

Kazał mówić na siebie Człowiek. Sam tak na siebie mówi. Nie wie jak się naprawdę nazywa. Nie wie skąd wziął się w Strefie. Pamięta tylko ostatnie pięć lat. Nic wcześniej.
Obudził się zlany potem. Jakiś straszny koszmar, który już więcej miał nie powrócić. Od tamtej pory w ogóle nie śni. Senny ból przemienił się w ten odczuwany na jawie. Ręce, nogi, tors. Ból był straszliwy. Otworzył oczy. Zobaczył człowieka pochylającego się nad jego twarzą. Człowiek ten miał na sobie maskę.
- To co zobaczyłem w odbiciu tej maski...

Stracił przytomność. Obudził się ponownie kilka dni później. Nadal leżał w tym samym miejscu. Już tak bardzo nie bolało. Był zbyt wyczerpany aby się podnieść. Po jakimś czasie usłyszał ciche kroki. Zobaczył człowieka. Tym razem bez maski. Zmęczonam, postarzała twarz naznaczona bliznami. Siwa, zaniedbana broda. Ślady krwi znaczące cały ubiór. Widać było, że człowiek ten ledwo trzyma się na nogach. Zanim znów stracił przytomność, Velikan zdążył jeszcze zobaczyć uśmiech na twarzy nieznajomego.
Po kilku następnych dniach był już na tyle silny, że mógł samemu wstać. Rany, nie wiadomo jak powstałe, goiły się bardzo szybko, i tylko nieznajomy jakby powoli gasł. W miarę odzyskiwania sił Velikan przejął większość obowiązków Starego, a ten coraz więcej czasu odpoczywał. Miejscowe powietrze nie służyło mu.

- Chciałem wyprowadzić go ze Strefy, wynieść na plecach jeśli bym musiał.
Stary jednak postanowił umrzeć w miejscu, które znaczyło dla niego tak wiele. Bo obaj mieli pewność, że umiera. Zanim jednak do tego doszło spędził z Velikanem pół roku. Zgasł pewnej nocy, spokojnie, we śnie. Płomienie stosu pogrzebowego następnego dnia pochłonęły jego ciało. Jego wciąż uśmiechniętą twarz. Na wysoki ogień z posępną miną patrzył ten, który samego siebie zaczął nazywać Człowiekiem.

- Często przeglądałem się w tej jego masce i pytałem głośno: „Czym jestem?”.
Profesor, tak kazał nazywać się Starzec, stale powtarzał: „Kim. Nie czym, a Kim jesteś”. Rozmawiali całymi dniami i powoli kształtował się ten, który pewnego dnia powiedział: „Człowiek, jestem Człowiekiem. Nie czymś, jestem kimś. Trochę innym, ale jednak Człowiekiem”. A Starzec uśmiechnął się i właśnie tej nocy odszedł na zawsze.

- Mój akcent to chyba zasługa rozmów z Profesorem. Przejąłem co nieco z jego sposobu bycia. Słownictwo, ogłada, panowanie nad sobą. To też zawdzięczam jemu.
Zawdzięczał mu o wiele więcej. Z tego co mówił, zawdzięczał mu wszystko. Przede wszystkim zawdzięczał mu życie, wtedy w tych pierwszych dniach ich znajomości. Kiedy Starzec wszystkie swoje siły wykorzystał na zapewnienie mu bezpieczeństwa. Profesor nadał sens jego życiu. Pozwolił mu zaakceptować siebie. Człowiek zawdzięczał mu bycie człowiekiem właśnie. Zawdzięczał mu pozostanie świadomą, inteligentną istotą.

- Gdyby nie Profesor, dawno stałbym się dziką bestią, na którą polowali by podobni tobie Stalkerzy.
Ile prawdy było w tych słowach? Fakt, że Velikan często szukał towarzystwa ludzi. Dopiero jednak ze mną udało mu się zawiązać głębszą więź. Każda inna próba kończyła się… krwawo.
Wszystko przez strach i napady czerwonej gorączki. Strach ludzi, którzy różnie reagowali na widok Człowieka. Nazywali go bestią, potworem, mutantem. Uciekali przerażeni, lub od razu próbowali zabić.

- Te słowa, te spojrzenia, zalewały mój umysł czerwienią.
„Czym jesteś?” i wzrok pełen przerażenia, czasem obrzydzenia. Każdy kto tak zaczynał znajomość z Człowiekiem ginął kilka sekund później. Ja zachowałem się inaczej. Miałem szczęście.

- Już niedługo. Odprowadzę cię do granicy, a potem mam robotę do wykonania.
Nie chce powiedzieć na co czekamy. Wiem za to doskonale o jaką robotę mu chodzi. Coś co obiecał Starcowi. Wiele śmierci i cierpienia. Nie chodzi o zemstę, sprawiedliwość czy karę. Chodzi o to, że to po prostu musi być zrobione. Oni po prostu nie mogą żyć. Wielu z nich znam osobiście lub ze słyszenia. Grube szychy w świecie związanym ze Strefą. Co zrobili? Miało to coś wspólnego z tym, że Profesor w tak kiepskim stanie znalazł się w Strefie. I z tym, że nie miał już po co wracać na zewnątrz.
Człowiek wziął sobie do serca swoją misję. Nie jest jednak głupi. Nie porywa się z motyką na słońce.

- Byłem na granicy wiele razy. Czasem nawet szedłem dalej.
Wie, że jego cele mają zbyt wielką siłę ognia. Są rozproszeni i ciężko będzie dorwać któregokolwiek z nich, nie mówiąc już o wszystkich. Dlatego na coś czeka. Wciąż nie wiem na co.

Widziałem jak Velikan poluje. Jak radzi sobie z drapieżnikami. Jego postura, jego ruchy, wyostrzone zmysły. To jak potrafi wyczuwać niebezpieczeństwo. Zna każdą tajemnicę Strefy. Czuje Ją, współgra z Nią. Jest Jej częścią. Nie mam wątpliwości, że kiedy jest w Strefie nic i nikt nie byłby w stanie go zatrzymać. Ale świat zewnętrzny to inna sprawa.

- Nie czuje się tam zbyt pewnie.
Nie będzie miał przewagi, takiej jaką ma tutaj. Wie, że w końcu go dopadną, ale mimo wszystko cieszy się. W końcu jest człowiekiem. Ma czas. Ma cel. Ma po co żyć.

Myślałem, ze przebywamy tak blisko tych dziwnych pagórków ze względu na ich właściwości.
- One pochłaniają całe promieniowanie. Ściągają je i absorbują. Czerpią z tego energię. Żywią się...
Czyli nie zdawało mi się, że z każdym dniem są one odrobinę większe. To nie były pagórki... To było coś, na co czekaliśmy. I w końcu tajemnica się wyjaśniła.

Jeśli Velikan jest olbrzymi, to jak nazwać to, co właśnie się przebudziło? Niesamowity widok. Przerażający. Fascynujący.
- Dwa lata spały. Zbierały siły. Pilnowałem ich. I co myślisz?
Co myślę? Sram po gaciach. Jak można w ogóle próbować kontrolować coś takiego? Kiedy tylko Velikan odprowadzi mnie poza Strefę, spieprzam jak najdalej i nie oglądam się za siebie. To będzie prawdziwa jatka.

- Chodźcie Pieski. Mamy coś do zrobienia.
Człowiek uśmiecha się i jest w jego twarzy coś, co sprawia że tym razem chyba naprawdę zesram się ze strachu...
malynosorozec

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz