sobota, 3 stycznia 2015

Anielski Śpiew - Adrian Turzański



“Wiara, miłość, nadzieja, honor czy uczciwość. Wszystko przepadło na pastwę brzęczących miedziaków lub papierka z bohomazem i liczbą.” [1]

Apokalipsa. Otwarcie bram piekła. Czerech Jeźdźców. Ostateczna wojna dobra ze złem. Temat, z którym na pewno nie raz się spotkaliście. Książka pana Turzańskiego pod kilkoma względami jest jednak inna niż to, co dotąd znaliście.

Po pierwsze inny jest pomysł na Koniec Świata. Apokalipsa jest nietypowa.

Oto bowiem Boga nie ma już wśród niebiańskich chórów. Umarł czy po prostu porzucił swoje dzieło? Aniołowie są podzieleni. W niebie powstają rywalizujące ze sobą frakcję. Na przeciwko siebie stają: skryba i głos Boży - Metatron i chcący za wszelką cenę rozpocząć Apokalipsę archanioł Gabriel. A Michał - ten, który miał dzierżyć miecz zdolny do pokonania Lucyfera, sprzeciwia się proroctwom i na Ziemi próbuje odnaleźć swojego Boga. Jednak najpotężniejszy z Archaniołów nie będzie mógł długo trzymać się na uboczu. Rozpoczyna się gra, której stawką jest coś więcej niż życie wszystkich ludzi i aniołów.

To co może się spodobać, to nietypowe rozdzielenie ról. Gabriel jest tym złym, żądnym władzy tyranem. Michał jest buntownikiem, a największą sympatię może budzić anioł śmierci Samael (Tak było w moim przypadku). Ogólnie aniołowie, a zwłaszcza archaniołowie są przedstawieni w ciekawy sposób. Do tego mamy jeszcze kilka mocnych postaci, takich jak dostający drugie życie święty Franciszek czy wygnana z raju Ewa, która zamieszkuje Ziemię po dziś dzień. Mamy mesjasza, a także najmłodsze dziecko Boga - Jezusa Chrystusa we własnej osobie (Nie, Jezus nie jest mesjaszem). No i są demony, wszystkie bez wyjątku będące niegdyś aniołami, strącone do otchłani za nieposłuszeństwo wobec Boga. I na dalszym planie stwory z piekła rodem, dzieła owych demonów.

Acha… Jeszcze Jeźdźcy Apokalipsy. Pięciu.

Autor naprawdę przyłożył się do zbudowania całej historii. Ta książka opisana jest jako „Księga Pierwsza Anielskiej Apokalipsy”. Początek większej całości. Szkoda…

Naprawdę wielka szkoda, że tekst napisany jest w tak zły sposób. Większość z Was odłoży książkę po kilkunastu-kilkudziesięciu stronach, uznając że nie ma sensu dalej się męczyć. Zdania napisane są strasznie chaotycznie. Czasem ciężko jest wyłowić z nich sens. Do tego dochodzi fatalna interpunkcja, powtórzenia i błędy, które aż kłują w oczy. Na przykład:

„W takim bądź razie to, co powiedział niebiański, poszło mu na rękę.” [2]

„Cherubin zacisnął mocno tylko usta i spuścił głowę” [3]

I prawdziwa perełka:

„Okręcił mieczem wkoło ręki i znienacka szurną butę, wycelowując drobinki gruzu w głowę zbuntowanego” [4]‘

A przecież w kilku miejscach autor pokazuje, że potrafi dobrze, obrazowo przedstawić swoje myśli. Na przykład przy opisie jednego z Jeźdźców Apokalipsy:

„Zwalisty mężczyzna, którego posturę można by spokojnie porównać z niedźwiedziem. Łapy napakowane po czubki mięśniami, które zaś wyciskały ponad skórę żylaste wały, pulsujące świeżą, nabijającą krwią. A twarz okryta głęboko w czerwonym kapturze długiej szaty, z której wystawały tylko proste, siwe włosy, sięgające postawnych ramion. A z kapturowej głębi zionęły bladym ogniem ślepia, przecięte wąziutkim cierniem, patrzące z góry na bezradnego niebianina, jak patrzą wygłodniałe ślepia bestii czyhającej na pewne mięso upatrzonej ofiary.”[5]

Owszem, jest się w tym fragmencie do czego przyczepić, ale ze słów wyraźnie bije siła i moc opisywanej postaci. I o to chodzi. Tak jak przy przedstawieniu archaniołów: Samaela i Rafała. Ale to niestety wyjątki.

Dodać do tego należy jeszcze zapis dialogów. Nie ma w nich żadnego ładu. Zupełnie nie wiadomo, która postać akurat przemawia. Czytelnik gubi się, wraca, próbuje zrozumieć o co chodzi.

Odnoszę wrażenie, ze autor napisał to, co sobie zaplanował po czym zrezygnował z jakichkolwiek poprawek. Nie wygładził tekstu, nie zrobił go bardziej przejrzystym, zrozumiałym. Tak jakby pomyślał: Napisałem, to po co jeszcze raz tam zaglądać. Nie liczy się styl, ale ogólny obraz. Dla mnie wszystko jasne, więc dobra jest. A ktoś w redakcji machnął ręką i powiedział: Ok! Wydajemy.

Przede wszystkim brakuje płynności. Nie da się długo czytać nie zacinając się na jakimś dziwnym, niezrozumiałym zdaniu. Nie krzywiąc się na liczne powtórzenia, błędy ortograficzne, czy przecinki ustawiane na chybił trafił. Albo nie zastanawiając się, czy czegoś nie pominęliśmy, albo źle zrozumieliśmy. Tak jak przy wprowadzeniu Uriela, bliźniaczego brata Gabriela. Dopiero po kilkudziesięciu stronach zorientowałem się, że to nie jedna postać.

Czytając „Anielski Śpiew” można napsuć sobie nerwów. Obawiam się, że do końca dotrwają jedynie zapaleni fani takiej tematyki albo miłośnicy „Supernatural” (amerykańskiego serialu w Polsce znanego pod tytułem „Nie z tego świata”), do których sam siebie zaliczam.

Nieobecny Bóg, Metatron, Gabriel, Jeźdźcy, prorocy, demony, piekielne ogary, wampiry, a na dodatek jeszcze łowcy. Moja bajka. Do tego dobrze nakreślona fabuła. I niestety wielkie rozczarowanie podczas lektury.

Historia naprawdę może zainteresować. Wielka szkoda, że niewielu z Was będzie w stanie ją przeczytać.

“Pokój jest dla nudziarzy, a tacy nie potrzebują Boga.”[6]

Ocena recenzenta: 3/6

Tytuł: Anielski Śpiew
Autor: Adrian Turzański
Wydawnictwo: Novae Res, 2014
Liczba stron: 388

Tekst ukazał się w serwisie BiblioNetka

malynosorozec

……………………………….
[1] Adrian Turzański, “Anielski Śpiew”, wyd.Novae Res, 2014, s. 78
[2] tamże,s.200
[3] tamże,s.276
[4] tamże,s. 375
[5] tamże,s. 147
[6] tamże,s. 148

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz