piątek, 31 października 2014

Pan Lodowego Ogrodu - Jarosław Grzędowicz




“Tylko że tutaj, w tym świecie, słowo 'niemożliwe' należy zapakować do pudełka i odłożyć gdzieś, gdzie nie będzie przeszkadzało.” [1]

Vuko Drakkainen - proszę zapamiętać, oto bowiem jest postać godna panteonu sław literatury fantastycznej. I to nie tylko polskiej. Gwiazda, można by rzec, światowego formatu. Co najmniej.

A kim jest ów zachwalany przeze mnie bohater?

Ziemskim najemnikiem żyjącym w bliżej nie określonej przyszłości. Człowiekiem uzależnionym od adrenaliny, na czas misji przedstawionej w książce pana Grzędowicza ulepszony za pomocą Cyfrala - likwidującego strach, wspomogającego siłę, szybkość i sprawność umysłową czipa wszczepionego w mózg. Ale nawet Cyfral i doskonałe przygotowanie mogą nie wystarczyć. Ponieważ ta misja będzie wyjątkowa. Vuko zostaje wysłany na jedyną, oprócz Ziemi, znaną ludzkości planetę zamieszkałą przez inteligentne, zadziwiająco podobne do ludzi, istoty. Znajduje się na niej siedmioro naukowców badających ów tajemniczy świat. Misja jest prosta: znaleźć, ewakuować. W razie konieczności posprzątać, zlikwidować. W żadnym wypadku nie ingerować w życie mieszkańców planety.

W czasie odprawy Vuko dowiaduje się, że Midgaard może różnić się od Ziemi. Może tam występować coś, co ludzie zwą magią.


Historię Drakkainena pan Grzędowicz przedstawia nam na dwa różne sposoby. Mamy narrację pierwszo i trzecioosobową. Urozmaica to opowieść. Sądzę, że jeśli całość napisana była by jako myśli Vuka, w końcu czytelnik zmęczyłby się skądinąd fantastyczną narracją. Naprawdę świetnie napisane fragmenty z perspektywy głównego bohatera. I do tego umiejętnie dawkowane.

Dlatego nieco gorzej, w mojej opinii, wygląda druga część opowieści. W niej swoje życie opisuje nam Terkej Tendżaruk, czyli Filar syn Oszczepnika, Kirenen, syn cesarza imperium Amitraju, następca tronu. Jego opowieść jest naprawdę bardzo dobra, ale po prostu Vuko rządzi i to do niego należy książka. Takie jest moje zdanie. Dodam, że w czwartym tomie jeden z rozdziałów opowiedziany z perspektywy Filara jest zupełnie niepotrzebny, ale za to w pierwszej części rozdział zatytułowany “Odwrócony Żuraw” jest prawdziwą perełką. Idealnie rozpoczyna opowieść Terkeja, opisuje jego dzieciństwo, przygotowania do roli cesarza. Jako osobne opowiadanie rozdział ten mógłby śmiało kandydować do jednego z najlepszych jakie czytałem.

Pan Grzędowicz, aż do momentu nieuniknionego spotkania dwóch głównych bohaterów serwuje nam naprzemiennie opowieść z Wybrzeża Żagli, gdzie Vuko próbuje wypełnić swoją misję i z odległego Amitraju, gdzie Filar musi zmierzyć się z przeciwnościami na jakie nie mógł przygotować go żaden z nauczycieli.

Czyli główni bohaterowie - wyśmienici. Vuko jest fino-polako-chorwatem, co i rusz wtracającym fińskie czy chorwackie słowa (głównie przekleństwa) do swoich barwnych wypowiedzi. Filar w ciągu książki jest następcą tronu, snycerzem, wojownikiem, tropicielem, niewolnikiem. W trakcie lektury razem z nim przeżywamy zmieniające jego życie i światopogląd przemiany.

Świat stworzony przez autora także jest najwyższej próby. Rozległy, dobrze opisany. Pełny. Przedstawiony tak, że czytelnik nie potrzebuje mapy. Dokładnie aczkolwiek bez zbędnych, zanudzających opisów. Uzupełniany wzmiankami o krajach, w których nie toczy się akcja powieści.

Dalej mamy postaci drugoplanowe. Dumnych, żywiołowych mieszkańców Wybrzeża Żagli. Honorowych Kirenenów. Także mutantów zamieszkających Midgaard, bo i tacy występują w powieści. Grunaldi Ostatnie Słowo, Sylfana Mówiąca Płomieniem, Warfnir Biegnący Ze Zbocza, Benkej Habzagał, Brus syn Piołunnika, N’Dele Aligende - te imiona także zapamiętajcie. Każdy z nich wniesie nową jakość do powieści. Każdy jest inny, unikalny, interesujący. A to tylko przykłady. Dobrych, mocnych postaci jest w powieści wiele więcej. Co ciekawe ludzie z Wybrzeża Żagli na myśl przywodzą skrzyżowanie wikingów i krasnoludów. Urodzeni zeglaże urządzający łupieżcze rajdy. Lubiący dobrze zjeść i wypić, nieustraszeni, krzepcy, brodaci.

I wreszcie antagoniści. Przeciwnicy, z którymi naszym bohaterom przyjdzie stoczyć bój na śmierć i życie. Mistrz Aaken i Nahel Ifrija. Władca Węży i Prorokini kultu Podziemnej Matki. Obydwoje na swój sposób dążący do panowania na światem, ustanowienia nowego porządku.

Z pozoru książka mogłaby się wydawać bardzo prosta. Oto Vuko wykonuje misje, napotyka na liczne trudności, ale uparcie prze naprzód. Filar mierzy się z przeciwnościami losu, obiera cel i wbrew wszystkiemu dąży do niego. Proste jak konstrukcja cepa. A jednak w tej prostocie jest miejsce dla wielu zaskakujących rozwiązań, którymi autor hojnie nas obdarza. Mamy na przykład idealnie opisane sceny walk odbywających się w zwolnionym tempie. Krok po kroku, sekunda po sekundzie. Albo drakkar w całości zbudowany z lodu, płynący przez morza na czymś w rodzaju autopilota, wyposażony we włączniki światła i niespotykaną na Midgaardzie w pełni funkcjonalną toaletę. Odnoszę wrażenie, że autor doskonale się bawił podczas pisania powieści. Przy tym wszystko jest bardzo dobrze przemyślane, stanowi zwartą całość.

Nie można zapomnieć oczywiście o ciekawym sposobie pokazania magii. W książce czarodzieje zwą się “Czyniącymi” lub “Pieśniarzami”, a czary to “Pieśni Bogów”. Każdy z Pieśniarzy "czyni" w inny sposób, przyjemność stanowi dowiadywanie się z tomu na tom coraz więcej o mechanizmie rządzącym czarami. Całość jest mieszanką fantasy i science-fiction, bardzo dobrze zmiksowanych ze sobą.

Co jeszcze? Tyle tego jest…

Żeby nie psuć przyjemności z odkrywania świata stworzonego przez pana Grzędowicza wspomnę tylko o Martwym Śniegu, który przy zaburzeniu równowagi może dosłownie zresetować świat (dlatego ten tkwi cały czas w odpowiedniku naszego średniowiecza, a wszystko musi być zgodne z Pieśnią Ludzi, każda większa zmiana, skok rozwojowy może sprowadzić Martwy Śnieg). I oczywiście o tajemniczym Lodowym Ogrodzie. Zdradzę, że w pierwszym tomie jest on wspomniany tylko raz. Długo musimy czekać, żeby dowiedzieć się czegoś więcej, ale warto. I przez długi czas pozostaje pytanie: Kogo autor miał na myśli w tytule swojego dzieła?

Moja rada - jeśli zdecydujecie się na lekturę “Pana Lodowego Ogrodu” od razu zaopatrzcie się we wszystkie części. Ta lektura wciąga naprawdę mocno. Na dodatek, każdy tom kończy się tak, że od razu chce się sięgnąć po kontunuację. Nawet ostatnia część. Zakończenie jest zaskakujące, ale po części przewidywalne. Jest dobre, bardzo dobre.

“Pan Lodowego Ogrodu” na pewno jest lekturą wyjątkową, dobrze napisaną, trzymającą w napięciu, barwną, zaskakującą, przyprawioną sporą dawką humoru (nie za dużą, wszystko jest napisane z wyczuciem) i odniesień do naszego świata.

Minusy?
- Różnorodne traktowanie niektórych wątków, wydarzeń, postaci. Jedne są eksploatowane aż do granic możliwości, podczas gdy inne opisane są bardzo pobieżnie. Czasem jest tak, że z kilku zdań dowiadujemy się o jakimś ważnym, z perspektywy fabuły, wydarzeniu, albo postać, która wzbudziła nasze zainteresowanie szybko odstawiana jest na dalszy plan.
- Bogowie, Istoty Wyższe na Midgaardzie. Zamysł bardzo dobry, ale jakby niedopracowny. Jakby reguły nimi rządzące (a co za tym idzie rządzące całym światem) nie zostały do końca ustalone.
- I ten nieszczęsny rozdział w czwartym tomie, który jest niepotrzebny, nic nie wnosi.
Ale to tylko moja opinia.

Mimo wszystko jedna z najlepszych serii fantasy.

Acha… Jeszcze kilka słów do wydawnictwa, czyli Fabryki Słów. Miałem przyjemność czytać książki w różnych wydaniach, ilustrowanych przez trójkę grafików. Oprawa graficzna w poszczególnych wydaniach bardzo różni się od siebie, ale każda ma w sobie “to coś” wpasowujące się klimat powieści. Poza tym ponad osiemset stron w trzecim tomie, i po pięciu czytelnikach książka nadal w stanie bardzo dobrym. Dobrze zrobione. Te kilka literówek w każdej z części (nikt nie jest doskonały) po prostu pomijamy i cieszymy się lekturą.

9/10

“...bez względu, w jakich czasach przychodzi ludziom żyć, zawsze są pewni, że są one wyjątkowo straszne i że świat zmierza do katastrofy.” [2]

“Większość epokowych zmian to znane rzeczy połączone w nowy system. Zazwyczaj po to by zmuszać.” [3]

“Chcą ich zmieniać tak, żeby wszyscy byli jednakowi. Tylko, że nie można wydłużyć niskiego ani dodać rozumu głupiemu. Można jedynie obciąć tego, co wyrósł, ogłupić tego, co myśli, i zrujnować bogatego.” [4]

“Ziemia nie jest święta. To tylko błoto pod naszymi stopami. Nie będę kłaniał się błotu.” [5]

“Kiedy byle idiota może wziąć broń zdolną powalić każdego, wkrótce światem zaczynają rządzić głupcy.”[6]

“Kiedy wydarza się cud, głupiec podchodzi i gapi się z otwartą gębą. Rozsądny człowiek bierze nogi za pas, bo z takich rzeczy nigdy nie wynika nic dobrego.” [7]

“Kiedy głupi spotyka mądrego, zawsze ma z tego pożytek. Ludzie mogą pomyśleć, że ma trochę rozumu, skoro z mądrym siedzi.” [8]

“Zapamiętaj, mój przyjacielu, bo jeżeli kiedyś zobaczysz prawdziwego Boga, rozpoznasz go od razu. To ten, co daje życie, co stwarza świat i do którego wszyscy dążymy. Jest dużo większy niż twoja bogini i większy nawet niż świat. Jego wielkość nie zależy od takich głupstw, jak to, co kto jadł, jak się ubrał, z kim ożenił albo z kim spał. I nie potrzebuje od nikogo ofiar z krwi ani nie trzeba błaznów w czerwonych płaszczach i maskach, żeby go zrozumieć.” [9]
malynosorozec
…………………………………………………..
[1] Jarosław Grzędowicz, “Pan Lodowego Ogrodu” tom 4., wyd. Fabryka Słów, 2012, s. 41
[2] tamże, s. 398
[3] Jarosław Grzędowicz, “Pan Lodowego Ogrodu” tom 3., wyd. Fabryka Słów, 2009, s. 275
[4] Jarosław Grzędowicz, “Pan Lodowego Ogrodu” tom 2., wyd. Fabryka Słów, 2012 (wydanie III), s. 470
[5] tamże, s. 470
[6] tamże, s. 521
[7] Jarosław Grzędowicz, “Pan Lodowego Ogrodu” tom 1., wyd. Fabryka Słów, 2011 (wydanie III), s. 161
[8] tamże, s.372
[9] tamże, s. 476












Brak komentarzy:

Prześlij komentarz