poniedziałek, 29 września 2014

Plan Wymierania - Jarosław Błotny


"Zaczniemy w miejscu, które, być może, tylko dla mnie jest początkiem. Spotkamy się w czasie, który, być może, wyda się wam zupełnie przypadkowy. Kiedy jednak przypadek nosi głębokie piętno przeznaczenia, każde miejsce na początek jest dobre, a każdy czas jest właściwy. Kiedy zmierza się do zbawczego końca, każda chwila jest warta opowieści"[1].

Czym był dla mnie "Plan wymierania"? Lekturą wymagającą, skomplikowaną, aczkolwiek wartą zwiększonego wysiłku myślowego. Prawdziwą ucztą dla wyobraźni. Autor stworzył naprawdę intrygującą wizję alternatywnego świata. Mającego wspólne korzenie z tym, w którym żyjemy. Jest tu wiele odniesień do antycznej Grecji i przede wszystkim do Imperium Rzymskiego. Lubię myśleć, że to dalsze losy świata przedstawionego w "Oium ludu rzymskiego" ("Wergeld królów" i "Purpura Imperatora")

Na Ziemię przybywa Yarid Kaganoff - jeden z najlepszych mnemosów, jeśli nie najlepszy, w całym znanym ludzkości wszechświecie. Od razu budzi zainteresowanie archonta ziemskiej stolicy - Bosporu. Przy pomocy Kaganoffa rządzący chcą wprowadzić w życie plan "Basileus", dzięki któremu przejmą władzę nad sąsiadującą Tybestą i zapanują nad całą Ziemią, którą autor opisuje tak:

"To wyludniona planeta, zapomniane cmentarzysko, pełne przemytników i fałszywych proroków"[2].

Ziemia... Chociaż zniszczona przez straszliwą wojnę, zepchnięta na margines wszechświata, to jednak będąca kolebką ludzkości, miejscem pełnym Historii i mistycyzmu. Na takiej planecie rozgrywa się akcja powieści. Tu obok korzystających z gwiezdnych statków żołnierzy wszechpotężnej Federacji żyją koczownicze plemiona, za jedyny środek transportu mające muły i konie. Bardzo dobrze wychodzi autorowi takie zestawienie. Kiedy Błotny pisze o zbliżającej się hordzie barbarzyńców, możemy odnieść wrażenie, jakbyśmy czytali książkę o walkach Imperium Rzymskiego. A przecież cały czas pamiętamy, że za murami miast czekają żołnierze z eskalatorami i strzelbami igłowymi, dysponujący potężnymi bombami nihilującymi. I wszystko to bardzo dobrze do siebie pasuje...

Wiecie, co jeszcze pasuje idealnie? Imiona i nazwiska bohaterów. Myślę, że są intrygujące. Dźwięczne, silne. Przyjemnie się je czyta wkomponowane w tekst. I w jakiś sposób pasują do postaci. A same postaci…

Mocne. Wyraziste. Zarówno te z pierwszego, jak i te z drugiego planu. Radzę zwrócić uwagę na wszystkie, ponieważ w powieści nastąpi swoiste przetasowanie. Jedne stracą na znaczeniu, podczas gdy inne wysuną się na pierwszy plan.

Powieść Jarosława Błotnego przywodzi mi na myśl Arthura C. Clarke'a. I nie chodzi tutaj o jakieś szczegółowe podobieństwa, raczej o samą wizję. O rozmach i umiejętność zafascynowania czytelnika. O wychodzenie poza utarte schematy. Zwłaszcza jeżeli chodzi o ukazanie obcych form życia w kosmosie. Miałbym tylko niewielkie zastrzeżenie do końcowych fragmentów. Odnoszę wrażenie, jakby nie wszystko do siebie pasowało. Albo jakby nie zostało dostatecznie dobrze uargumentowane. Chyba że coś przeoczyłem, ale w takim przypadku może kiedy kolejny raz sięgnę po książkę, wszystko stanie się jasne. Bo to, że kiedyś do niej powrócę, jest oczywiste.

Jest jeszcze jedna rzecz, do której się przyczepię. Płynność czytania. Czasem jej brakuje. Czasem zgrzytają dialogi, niekiedy postaci zbyt wiele tłumaczą, tak że czujemy się jakbyśmy czytali sprawozdanie z wykładu, a nie myśli na bieżąco oblekane w słowa.

A na koniec chwalę: Słowa (myśli?) na początku rozdziałów. Idealnie dopasowane. Na temat. Mądre. I to nie "pseudo-mądre" sentencje, byle był jakiś cytat, ale naprawdę ważne rzeczy, które autor przekazuje nam ustami…

No właśnie. Mam nadzieję, że zachęciłem Was do przekonania się, czyimi...


9/10


"Każdy ma wrogów. Bo wrogów trzeba mieć. Chociażby dlatego, że ciosy zadawane przez przyjaciół są o wiele bardziej bolesne"[3].

"Mój strach przed śmiercią ogranicza się jedynie do chęci życia"[4].

"Owocem braku kary jest pycha - tym większa, im większa była zbrodnia"[5].

"Zatruta studnia pośrodku oceanu traw, z której nikt nigdy nie będzie mógł zaczerpnąć nawet kropli, to okrucieństwo najprawdziwsze z prawdziwych"[6].

"Przyszłość jest jedyną pewną rzeczą we wszechświecie, reszta to skale, które ze strachu wymyślił nasz ułomny rozum"[7].


---
[1] Jarosław Błotny, "Plan wymierania", wyd. Kurpisz, 2006, s. 7.
[2] Tamże, s. 30.
[3] Tamże, s. 21.
[4] Tamże, s. 87.
[5] Tamże, s. 220.
[6] Tamże, s. 248.
[7] Tamże, s. 283.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz