poniedziałek, 1 września 2014

Piąta Góra - Paulo Coelho



“ - Jak możemy dokonać rzeczy niemożliwej?
- Z entuzjazmem.” [1]


Przeczytanie ponownie “Piątej Góry” było swego rodzaju eksperymentem z mojej strony. Wiele jest pozycji, które czytałem kilkukrotnie na przestrzeni kilkunastu lat. Jedne wywołały we mnie dokładnie takie same odczucia jak przed laty. Inne wypadały gorzej, w jeszcze innych udało się odnaleźć nową jakość, niektórym, uznanym niegdyś za słabe, dałem drugą szansę i nie pożałowałem. Ale nigdy nie było tak jak z “Piątą Górą” pana Coelho. Na chwilę obecna mówię: porażka. W każdym niemal aspekcie. I nie, nie jest mi głupio, że kiedyś zachwycałem się czymś, przez co teraz ciężko jest mi w ogóle przebrnąć. Ludzie się zmieniają, stają się mniej naiwni, bardziej cyniczni...

“Piąta Góra” opowiada historię proroka Eliasza. Około 870 roku p.n.e. w Izraelu na tronie zasiada król Achab, który za namową żony, fenickiej królowej Jezabel, nakazuje swoim poddanym porzucić wiarę w Boga Jedynego i oddawać cześć Baalowi. Eliasz sprzeciwia się królowej, czego efektem jest rzeź proroków. Sam Eliasz cudem uniknąwszy śmierci zgodnie z wolą Boga udaje się do fenickiego miasta zwanego przez mieszkańców Akbarem. Tam poddana zostanie próbie jego wiara i ufność w Boskie wyroki. Zazna miłości i poczuje ból spowodowany stratą. W końcu stanie do walki z samym Bogiem.

Odnoszę wrażenie, że lektura “Piątej Góry”, książki którą uznawałem za najlepszą w dorobku autora, przeznaczona jest dla ludzi mniej doświadczonych, bardziej naiwnych, może idealistycznie nastawionych do życia, chciałoby się rzec: młodych i głupich, ale czy tak jest w istocie?

Może jest to lektura dla każdego, kto potrafi jeszcze zachwycać się prostotą i widzi cel dla każdego wydarzenia jakie ma miejsce w naszym życiu? Jak mawiał mistrz Oogway w pewnej bajce: “Nic nie dziej się przypadkowo”. I takie jest przesłanie książki pana Coelho. Podane w towarzystwie chrześcijańskiej religii, przyprawione mądrymi sentencjami. Ta książka to właściwie same sentencje. Szczątkowa fabuła, w której niewiele się dzieje. Byle tylko dać możliwość do napisania kolejnej mądrości. Dużo nielogiczności. Bohaterowie nijacy. Właściwie to są oni zbyteczni, nieważni. Aby tylko byli, ponieważ być muszą. Nie da się praktycznie czytać dialogów, gdyż wszystkie przypominają jakiś (przepraszam za wyrażenie) piepr... bełkot. Mogący niekiedy sprawiać mądre wrażenie, ale… Dialogi są po prostu głupie. Ludzie rozmawiają ze sobą jakby każdy wygłaszał jakieś nawiedzone kazanie. Zupełnie oderwane od rzeczywistości wypowiedzi i myśli bohaterów aż kłują w oczy. Jakbyśmy czytali jakąś wersję biblii dla ubogich (umysłowo).

I sam fakt przeznaczenia, Boskiego Planu. Super tylko, że… Fajnie się czyta jak Eliasz mówi o wystawianiu go na próbę przez Boga. O jego walce z Najwyższym, o tym że wszystko ma swój cel. Ale w gruncie rzeczy wszystko jest strasznie egoistyczne. Wygląda to tak: Bóg ma wielkie plany dla nas wszystkich, więc dla tysięcy ludzi na mojej drodze tym planem jest zginąć w męczarniach po to, żebym ja mógł odnaleźć sens życia. Przepraszam, nie kupuję tego.

Więc jeśli ta pozycja pana Coelho podobała mi się kiedyś najbardziej, to co dostanę wracając do pozostałych? Na razie chyba podziękuje. Może kiedyś.

A może trzeba do książki podejść inaczej? Jak do bajki dla dzieci, albo przypowieści? Tylko, że nadal w czytaniu przeszkadzać będzie ciągle łapanie się za głowę i powtarzanie : Czemu ja czytam takie pierdoły? Przynajmniej tak było w moim przypadku.

A może to co pisze to tylko żale wylewane przez sfrustrowanego człowieka, który nie potrafi odnaleźć młodzieńczego entuzjazmu? Może książka nie jest zła, tylko ja już nie widzę jej piękna, wartości jakie autor chce mi pokazać? Może.

A może mam rację i jest to po prostu ładnie opakowany bełkot.

3/10
malynosorozec
……………………….

[1] Paulo Coelho, “Piąta Góra”, tłum.G. Misiorowska, B. Stępień, wyd. Drzewo Babel, 1998, s.207

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz