piątek, 12 września 2014

Diamentowy Plac - Merce Rodoreda




“... byłam tak bardzo, tak śmiertelnie wyniszczona, że opisać tego nie można, a przecież trzeba było żyć...” [1]

Lata trzydzieste dwudziestego wieku. Hiszpania. Barcelona. Diamentowy plac. To tutaj zaczyna się opowieść Natalii. Zaczyna się od poznania przystojnego Quimeta, który wkrótce zostanie jej mężem. Dla młodej dziewczyny rozpoczyna się nowy etap w życiu, a my - czytelnicy - będziemy jej towarzyszyć przez kolejne lata. Razem z nią poznamy różne smaki życia. Od radości poprzez obojętność, aż po przepełnioną rozpaczą rezygnacje.

Jaki problem mam z “Diamentowym Placem”? Taki, że książka mi się podoba, chociaż obiektywnie rzecz biorąc nie powinna. Przez pierwsze kilkadziesiąt stron ciężko jest w ogóle przebrnąć. Może ma to związek ze specyficznym językiem jakim jest napisana, a może problemem jest polskie tłumaczenie? Zdania są często nieskładne. Krótkie, szarpane, czasem wręcz niezrozumiałe. W dalszej części jest już o wiele lepiej (chyba, że po prostu przyzwyczaiłem się i przestało mi to przeszkadzać?).

Tak jak mam problem z całą książką, tak samo mam problem z jej bohaterką. Ciężko jest wczuć się w główną bohaterkę jaką przedstawia nam autorka. Ciężko jest się z nią utożsamić, zrozumieć, polubić. Powinienem napisać, że jest nijaka, głupia i nie warta uwagi. Ale tak naprawdę urzekła mnie w jakiś dziwny sposób. Po przeczytaniu ostatnich zdań, patrząc na ogrom przeżyć jakimi się ze mną podzieliła, stwierdzam że zafascynowało mnie jej życie i jej postawa.

Wszystko w książce opisane jest bardzo prosto. Wydarzenia, rozmowy, myśli, uczucia. Prosto, albo wręcz prostacko. Ale taka właśnie jest główna bohaterka, która jest narratorem powieści. W książce śledzimy jej losy i często nie jesteśmy zadowoleni z jej postawy. Nieraz zdziwimy się i zastanowimy nad jej postępowaniem, nie rozumiejąc, nie zdając sobie sprawy, że tak naprawdę innej drogi nie było.

Inni bohaterwoie? Dobrze skonstruowani. Widziani oczami narratorki, więc często przebija się tych kilka cech, które jej rzucają się w oczy. Wszyscy są przerysowani przez umysł głównej bohaterki i to wypada naprawdę dobrze.

Miłość, cierpienie, codzienność, głód, wojna, nadzieja, rozpacz, poczucie beznadziei, prostota - to przebija z kart powieści. Na pierwszym miejscu jest miłość, dlatego, że sama autorka twierdzi, że jej książka jest właśnie o miłości. Ja mam prawo się z nią nie zgodzić i z tego prawa korzystam. Książka jest o życiu. Owszem jest tam miłość, ale nie ta piękna, wzniosła, wspaniała. Raczej ta codzienna, cierpliwa, pełna rozczarowań. Prawdziwa. I to jest dobre. Tak samo jak to, że w książce wszystko wydaje się takie naturalne, nieupiększone, prawdziwe.

Lecz obawiam się, że książka pani Rodoredy może Was zwyczajnie zanudzić. Może Was zdenerwować swoją formą, zniechęcić sposobem przedstawiania świata. Tak może być i pewnie tak będzie. Ja życzę Wam, abyście jednak odnaleźli w niej tą drugą, lepszą stronę, żeby zauroczyła Was tak jak to zrobiła ze mną. I mimo wszystko… Nie polecam.

A teraz coś o polskim wydaniu książki. Tutaj nie powinno obyć się bez przekleństw. Literówki, interpunkcja - aż kłuje w oczy. A tylna okładka woła o pomstę do nieba. Rozumiem, że trzeba skusić do zakupu jak najwięcej osób porównując książkę to prozy Zafona, czy pisać o wielkiej miłości w tle wojny domowej. Tylko, że bardzo to wszystko mija się z prawdą… Ech… Dalej mamy cytaty po wewnętrznej stronie okładki. Dlaczego te? Zdradzające zbyt wiele, niepotrzebne. Tak samo jak niepotrzebna jest przedmowa w tym wydaniu. Zawsze byłem przeciwnikiem tworów jakimi są przedmowy, zwłaszcza jeśli to sam autor po latach pisze o swojej książce. Tutaj, niestety, dostaje potwierdzenie moich przekonań. Rada ode mnie: nie czytajcie tej przedmowy. A jeśli musicie, zróbcie to już po przeczytaniu książki. Autorka zdradza praktycznie całą treść, łącznie z zakończeniem. Porównuje się do Kawki czy Joyce’a, przedstawia nam motywy jakie nią kierowały przy pisaniu tego dzieła. Bardzo ta przedmowa zniechęca. I do książki i do autorki. Nie czytajcie jej, przed przeczytaniem książki.

Więc subiektywnie (tym razem bardziej niż zwykle):

8/10

“Wiem, ze młodzież nigdy nie ma czasu, chce żyć, i to szybko żyć. Ale prawdziwe życie powinno być przeżywane powoli” [2]

“...doradzali mu, żeby zajął się sportem, bo kiedy ciało jest zmęczone, głowa mniej pracuje, i jeżeli będzie spędzał całe dnie na myśleniu o tym samym, w końcu ubiorą go w koszulę o bardzo długich rękawach, które zwiążą na plechach na marynarski węzeł.” [3]

“Lepsza jest historia czytana z książek niż ta, którą wypisują armaty.” [4]

…………………………………………………………………….

[1]Merce Rodoreda, “Diamentowy Plac”, przeł. Zofia Chądzyńska,wyd. Pascal,2014, s. 250
[2] tamże, s.58
[3] tamże, s. 114
[4] tamże, s. 198

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz