poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Trzech Panów W Niemczech (Tym Razem Bez Psa) - Jerome K.Jerome




„Gdyby obrana przeze mnie droga prowadziła tam, dokąd powinna, na pewno dotarlibyśmy tam, gdzie chcieliśmy.” [1]

Harris, Jerzy i J. potrzebują odpoczynku. Chcą pobyć chwilę z dala od swoich rodzin, zregenerować siły na łonie natury. I chociaż miło wspominają swoją wyprawę po Tamizie, to jednak tym razem nie wchodzi w grę nic co ma związek z wodą. Decydują się na wyprawę rowerową po Schwarzwaldzie. Przekonują swoje szanowne małżonki (w jednym przypadku ciotkę) i wyruszają na kolejną przygodę (tym razem bez psa).

I jakże szkoda braku najsympatyczniejszej postaci z pierwszej książki pana Jerome. Godnie postarają się go zastąpić: kurczak, świnia i inny, równie szalony jak Montgomercy przedstawiciel psiej rasy. Ale są to bohaterowie tylko małego epizodu książki. Obok tego z wężem ogrodowym najzabawniejszego (ale o tym chyba sami musicie się przekonać).

Dzieło pana Jerome po części składa się właśnie z takich epizodów dotyczących rowerowej wyprawy. Oczywiście mamy też zabawne historie z tak zwanej zupełnie innej beczki. Na przykład opowieść o tygodniowym wynajęciu łódki przez J. Albo próbę zrobienia przeglądu roweru, czy opis typowego poranka w domu u wujka Podgera. Czyli to, do czego przyzwyczaił nas autor w swojej pierwszej książce. Ale tylko do pewnego momentu.

Dalsza część w przeważającej części składa się z opisów kraju po jakim wiedzie trasa rowerowej wyprawy, jego obywateli, kultury, zwyczajów. Mamy naprawdę ciekawie przedstawione Niemcy z początku XX wieku. Zwłaszcza, że możemy sobie porównać wnioski jakie wyciąga autor z naszą wiedzą o tym, jakie będą dalsze losy tego narodu.

Ciekawie wypada zestawienie angielskiego turysty z typowo niemieckim porządkiem, w którym nawet psy doskonale wiedzą co, jak i kiedy mają robić.

Jednak w mojej opinii zbyt mało o “trzech panach”, a zbyt wiele o kraju w jakim się znaleźli. W ogóle stosunkowo niewiele jest o samym przebiegu wyprawy. Czasem to co miało być zabawną anegdotą wypada dość blado, czasem autor zwyczajnie przynudza.

Ale mimo wszystko warto. Dla tej części książki, która zmusi nas do nieskrępowanego śmiechu. Dla tych kilku (kilkunastu?) historii z życia naszych bohaterów.

Nie uniknę oczywiście porównania do “Trzech Panów W Łódce (Nie Licząc Psa)” i w każdym aspekcie palmę pierwszeństwa przyznaje pierwszej książce pana Jerome. Jeśli jeszcze nie czytaliście to zdecydowanie polecam najpierw “...w łódce”, a potem “...w Niemczech”. Tak właśnie.

6/10

„Ważną grupą wśród prażan byli zawsze Żydzi. Od czasu do czasu uczestniczyli nawet w ulubionym zajęciu chrześcijan, jakim było wzajemne wyrzynanie się.” [2]

„Nigdy nie spotkałem nikogo, komu udałoby się trafić kota, nawet doskonale widocznego (pominąwszy oczywiście przypadki, gdy mierzył w jakiś inny cel). Ba, znam nawet kilku wyśmienitych strzelców, zdobywców Pucharu Królowej, którzy z pięćdziesięciu stóp próbowali trafić takiego sierściucha z najlepszego sztucera, a jemu nawet włos z głowy nie spadł.” [3]

„W tym czasie kurczak, również drąc się w niebogłosy, latał po całej restauracji i to, choć do dziś nie wiem jak, we wszystkie strony na raz. To był doprawdy nadzwyczajny ptak.” [4]

„Zwykle, jak wierze, pierwsze wrażenie daje bowiem lepszy obraz niż opinie ukształtowane przez dłuższy kontakt z jakimś zjawiskiem albo tez wyrobione pod wpływem innych.” [5]

„Wiele mówimy o cywilizacji i humanitaryzmie, ale każdy, komu hipokryzja nie odebrała całej uczciwości, wie przecież, że pod naszymi wykrochmalonymi koszulami nadal kryje się dzikus ze wszystkimi swoimi pierwotnymi instynktami.” [6]

malynosorozec

…………………………………………………………………………

[1]Jerome k. Jerome, „Trzech Panów W Niemczech”, przeł. Piotr J. Szwajcer, Wyd. Cis, 2007, s. 162
[2] tamże, s. 116
[3] tamże, s. 137
[4] tamże, s. 180
[5] tamże, s. 192
[6] tamże, s. 197

1 komentarz:

  1. Jeszcze nie czytałam książek Jerome, ale mam w planach ;)

    OdpowiedzUsuń