wtorek, 5 sierpnia 2014

Glen Cook





Człowiek, który upodobał sobie zabijanie. Ba, on wręcz morduje na masową skalę. Sprawia, że nikt nie może czuć się bezpieczny, nad każdym wisi topór. Ale to nie najgorsze z jego przewin… Najgorsze jest to, że nie daje spać po nocach, ponieważ w jego przypadku bardzo dobrze działa zasada „Jeszcze jednego rozdziału”.

Jego książki to fantasy, w której główną rolę zwykle odgrywają krwawa walka z udziałem jeszcze krwawszych czarów. Dla tych, którzy lubią brutalne, militarystyczne fantasy (jeżeli w ogóle istnieje takie pojęcie) książki pana Cooka są idealną lekturą. (Autor ma na koncie jeszcze dwie serie science-fiction – czterotomowe „Starfishers” i trzytomowe „Darkwar”, niestety do tej pory nie wydane po polsku.) W naszym ojczystym języku mamy cztery cykle:


- Czarna Kompania (10 części – obecnie wydane w 4 książkach)




- Imperium Grozy (7, obecnie 3 książki )



- Delegatury Nocy (3, jednak po angielsku już 4)


- Detektyw Garret (7, angielskie 14)






A czego dokładnie można spodziewać się po prozie pana Cooka?

Po pierwsze – bohaterowie. Najemnicy, żołnierze, awanturnicy. Towarzyszy broni traktują jak rodzinę. Gardzą wyższymi klasami, nawet kiedy uda im się dostać w ich szeregi. Z tego schematu wymyka się seria o Detektywie Garrecie. Chociaż i tu główny bohater jest byłym wojskowym. W Czarnej Kompani mamy tytułową najemną kompanię, gotową służyć każdemu kto zapłaci. Dobro i zło przestaje mieć znaczenie. Zły jest ten, kto próbuje cię zabić. W Imperium Grozy także najemnicy. Uciekający przed przeszłością, ich motywy i zachowania dalekie są od czystości. Walczą ponieważ potrafią. W Delegaturach Nocy mamy natomiast zawodowych żołnierzy. Jednak i tu lojalność zmienia się w zależności od tego, z którego kierunku wieje przychylny wiatr.

W każdej serii (znowu z wyjątkiem Garreta) bohaterowie ewoluują. Poznajemy ich kiedy są nic nie znaczącym trybikiem świata, by później zatrząść tym światem w posadach. Pozostają przy tym takimi samymi sarkastycznymi skurczybykami. Sarkazm to kolejna wspólna cecha. Tutaj wyjątkiem jest Imperium Grozy, ale w pozostałych cyklach cyniczne spojrzenia na świat wprost wylewa się z kart powieści.
Aha. Bohaterowie są ludźmi. Z wyjątkiem Detektywa Garreta. Tam innych ras mamy istne zatrzęsienie. Wampiry, centaury, krasnoludy, skrzaty, gnomy, gobliny – do wyboru do koloru. Są jeszcze krasnoludy w Delegaturach Nocy, ale poza tym autor nie wprowadza do swoich światów innych ras. Owszem zdarzają się mniejsze lub większe odchyły. Na przykład niektórzy czarodzieje z człowieczeństwem mają niewiele wspólnego. I cóż to są za czarodzieje!

Od tych pomniejszych, starających się nie zwracać na siebie uwagi, po tych z niewyobrażalną wręcz mocą. Źli i dobrzy. Śmiertelni i nieśmiertelni. Do wyboru do koloru. W każdym świecie magia stanowi ważny element. Ale o ile w Imperium Grozy mamy magów dużego kalibru po każdej stronie konfliktu, o tyle w Czarnej Kompani główni bohaterowie mają na swoje usługi jedynie pomniejszych macherów od czarów. W Delegaturach Nocy za to magami są jedynie najwięksi dostojnicy kościoła. Tutaj też na naszych oczach powstaje nowy rodzaj magii, oparty na tajemniczym Konstrukcie, pozwalającym na nieznane dotychczas czary. Podobnie mamy w Imperium Grozy. Tutaj największy z czarodziejów tworzy Zimowy Sztorm, uniezależniając się od cyklicznych wahań mocy.

Z potężniejszych istot, poza magami, mamy niewiadomego pochodzenia potęgi. Ojciec Drzewo i cała Równina Strachu w Czarnej Kompanii. Gwiezdny Jeździec w Imperium Grozy. Dawni Bogowie w Delegaturach Nocy. Loghyr w Detektywie Garrecie. Ten ostatni jest bardzo nietypową postacią. Kilkuset letni rozkładający się trup dysponujący niezwykłą mocą, niezbyt zainteresowany światem dookoła. Z takich dziwadeł mamy jeszcze Niezrodzonego z Imperium Grozy (stworzony by czynić zło, ukształtowany przy pomocy najpotężniejszych demonów, przypomina ogromnych rozmiarów płód unoszący się w bańce) czy Duszodawców z Delegatur Nocy (opętani przez Dawnych Bogów wojownicy, poprzez morderstwa podtrzymujący kontakt z niebiańską sferą). Większość obdarzonych mocą jest w jakimś stopniu dziwolągami. Wystarczy wymienić kilka imion: Zmienny, Wisielec, Jajo Boga, Istota o Wielu Oczach, Duszołap, Pogarda, Mgła…

W ogóle imiona i nazwy są bardzo celne. Chwała polskim tłumaczom, za to, że nie trzymali się angelskich nazw, tylko wszystko nam pięknie przełożyli. Mamy na przykład: Pióro, Podróż, Kulawiec, Milczek Które Żyje W Smutku, Szyderca, Tam-Tam, Pani, Cesarz Smok, Konował, Kapitan, Porucznik… Wszystkie imiona po trosze opisują daną postać.

Kolejny charakterystyczna cecha to ścielący się gęsto trup. Generalnie nie możemy być pewni, kto zostanie aby być główną postacią w kolejnych tomach. Głównie w Czarnej Kompani i Imperium Grozy. Giną zarówno dobrzy jak i źli, nie ma zasady. W iście epickich wojnach nad każdym wisi topór. I o ile w przypadku czarodziejów nie możemy być pewni, czy postać w jakiś sposób nie powróci, to ludzie z krwi i kości umierają nieodwołalnie. Same wojny są, jak już wspomniałem, epickie. Nierzadko obejmują swoim zasięgiem całe kontynenty. Bitwy są niezwykle krwawe. Czary zabijają tysiące, reszta wyrzyna się nawzajem podczas walki wręcz i dla nikogo nie ma litości.

I wojny nigdy nie są do końca wygrane. To kolejna charakterystyczna cecha. Pokój nigdy nie trwa wiecznie. Stary wróg odradza się bardzo szybko, a za horyzontem zawsze czeka coś złowrogiego. Gdzieś na obrzeżu wydarzeń dzieje się zawsze coś, co ma niebagatelny wpływ na bohaterów. Najlepszy przykład – Glory Mooncalled w Detektywie Garrecie. Przez wszystkie części jesteśmy karmieni strzępkami informacji, o wojnie jaką prowadzi ten generał. Jesteśmy gotowi sięgnąć po kolejny tom, żeby tylko dowiedzieć się więcej o konflikcie rozgrywającym się na drugim kontynencie. Tak samo w Imperium Grozy. Podczas gdy my interesujujemy się zachodem, na wschodzie Matayanga wysyła przeciwko Shinsanowi dwa miliony żołnierzy. A w Delegaturach Nocy każda ze stron obserwowanego przez nas konfliktu boi się najmniejszej oznaki niezadowolenia żyjącego po drugiej stronie świata Tsitsimeda Złotego.

Mamy więc bardzo rozwinięte światy. Żadne miejsce nie pozostaje puste. Jeśli nie wiemy co dzieje się na południu, możemy być pewni, że autor w którymś tomie nam to pokaże. Tak jest w przypadku Czarnej Kompani. Pierwsze tomy dzieją się na północy, po czym kompania przenosi się na południe, gdzie świat rządzi się zupełnie innymi prawami. Tak jest w Imperium Grozy. Raz jesteśmy na zachodzie, by w kolejnych tomach śledzić wojny na południu. Światy są rozszerzane z książki na książkę.

I niestety (a może na szczęście) żaden nie jest definitywnie zamknięty. Żadna seria nie jest skończona.

Wydawało się, że może cykl o Czarnej Kompania znalazł swój finał. Jednak autor pracuje nad kolejnymi częściami. A szkoda. Po pierwsze dlatego, że zakończenie dziesiątej części było wspaniałe. Może nie dla ogólnej historii Kompanii, ale na pewno dla głównego bohatera – Konowała. Po drugie dlatego, że obawiam się o jakość kolejnych części. O ile pierwsza trylogia była kwintesencją fantasy (a pierwsza książka w szczególności), o tyle w dalszych częściach nie obyło się bez zgrzytów. Na przykład kilkukrotna zmiana narratora. Albo wtórność niektórych tomów. Dalej czyta się bardzo dobrze, ale jednak w pierwszych trzech częściach poprzeczka została zawieszona zbyt wysoko.

Co do Detektywa Garreta to ciężko jest mi stwierdzić czy w ogóle zostanie zakończony. Raz, że nie czytałem połowy części (nie ma w języku polskim, a z angielskim schodzi mi zbyt wiele czasu). A dwa, że jest to rodzaj serii, w której może nie być końca. Zawsze będzie można wymyślić kolejną zagadkę do rozwiązania, kolejną intrygę w którą wpląta się Garret. I w tym przypadku jest to rozwiązanie dobre.

Delegatury Nocy są cały czas w trakcie tworzenia. W języku angielskim dostępny jest już kolejny tom. To dobrze. W tym świecie autor ma jeszcze wiele do pokazania. Cały czas są wątki, które trzeba rozwinąć. Wrogowie, którzy czekają na swoją kolej.

Inaczej sprawa ma się z Imperium Grozy. Wydaje się, że autor po prostu porzucił ten świat, nie siląc się na jakiekolwiek zakończenie. Owszem chodzą słuchy, że Cook ma w planach kolejną część, ale od napisania ostatniego tomu minęło ponad ćwierć wieku. I chociaż ostatnie dwie książki znacznie odstają poziomem, to zdecydowanie jest do czego wracać. Ostatnio w zbiorczym wydaniu właśnie dwóch ostatnich części mogliśmy przeczytać niepublikowane dotąd w Polsce opowiadania dziejące się w świecie Imperium Grozy. Jednak nijak one się mają do głównej linii fabularnej.

Co ciekawe tylko w Imperium Grozy autor powrócił do młodości swoich bohaterów. Trzeci i czwarty tom dzieje się kilkanaście lat przed pozostałymi częściami. Poznajemy w nich młodość kilku z głównych postaci. I wszystko pięknie pasuje do wzmianek co do przeszłości jakie mamy w poprzednich częściach. Kolejna ciekawa rzecz, to fakt że w pierwszej części większość głównych bohaterów jest tylko tłem dla głównej linii fabularnej.

W Czarnej Kompanii natomiast autor rotuje postaciami. Co i rusz pojawią się nowi, albo powracają ci, których kompania zostawiła za sobą. Niewielka liczba bohaterów przetrwa do końca.

Jest też sporo najeżonej intrygami polityki. Zarówno tej małej, lokalnej jak i tej, w której decydują się losy całych kontynentów. Spiski, przewroty, zdrady. Nikt nie może być kto za chwilę stanie się jego wrogiem. W kręgach władzy panuje wszechobecna paranoja.

Tak jak pisałem: trup ściele się gęsto. Glen Cook ma zamiłowanie do rozległych opisów militarnych kampanii. W jego dziełach widzimy mnóstwo jednostek wojskowych: Gildie Najemników, Bractwa Wojenne, Najemne Kompanie, zawodowe wojska, prywatne armie, niewolnicy szkoleni od urodzenia na wojowników, armie w których wojna jest religią. Wojenne działania opisywane są z niezwykłą starannością. Dowódcy wykorzystują każdy element do swoich celów. Nie ma miejsce na eleganckie czy honorowe zachowania. Liczy się tylko ujście z życiem. Autor pisze w sposób, który sprawia, że łatwo uwierzyć, że właśnie tak to wszystko ma wyglądać. Właśnie tak wyglądałyby światy, których zasady nam przedstawia. Tak przebiegałyby wojny, bitwy, potyczki. Tak zachowaliby się ludzie.

I jeszcze kilka słów o polskich wydaniach:

Detektyw Garret jest trudno dostępny. Nie było powtórnych wydań. Te książki, które można znaleźć są objętościowo niewielkie z przyzwoitymi okładkami odnoszącymi się do treści.

Czarna Kompania – wcześniejsze wydanie w sklepach już niedostępne. Wszystkie części miały tragiczne okładki, w ogóle nie oddające klimatu. Obecnie wydanie składa się z czterech książek: Kroniki Czarnej Kompanii, Księgi Południa, Powrót Czarnej Kompanii, Zagłada Czarnej Kompanii.

Podobnie sytuacja wygląda w przypadku Imperium Grozy (z tą różnicą, że tutaj wcześniejsze okładki były dobre). Obecnie trzy książki: Okrutny Wiatr, Forteca W Cieniu, Imperium Nieznające Porażki.

Delegatury Nocy wydawane pojedynczo. Każda część po około 600 stron. W trzecim tomie nastąpiła zmiana tłumacza i niestety pojawiły się problemy. Nazwy, imiona, pseudonimy nie pozostały takie same. Ciężko się przestawić. Zgrzyta przy czytaniu.

Te trzy serie mają bardzo podobne stylistycznie okładki. Po prostu rewelacyjne. Oddające klimat. Przykuwające wzrok. A poza tym zbiorcze wydania nie są drogie. (np. Kroniki Czarnej Kompanii, w których znajdziemy trzy części – cena z okładki 49zł).

Na koniec krótko: Glen Cook - Polecam.
malynosorozec


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz