poniedziałek, 21 lipca 2014

Ruchome Obrazki - Terry Pratchett

„Gorące kiełbaski! W bułce! Świeżutkie! Świnia jeszcze nie zauważyła, że zniknęły!” [1]



       
         Kolejny wybuch dobiegł z siedziby alchemików w Ankh-Morpok, największym mieście Świata Dysku. Nikt już nie zwraca uwagi na tych szaleńców bez brwi. Nie słusznie. Tym razem alchemicy odkryli coś, czego nawet Patrycjusz się nie spodziewał. Bojąc się posądzenia o paranie się magią (a wiadomo jak na takie oskarżenia reagują magowie z Niewidocznego Uniwersytetu) alchemicy udają się do miejsca gdzie właśnie umarł ostatni z kapłanów dawno zapomnianej religii. Do Świętego Gaju. Holly Woodu.


         Magia srebrnego ekranu przyciąga. Każdy chce się załapać do obrazkowego interesu. Na główne role w migawkach szanse mają: Viktor – student Niewidocznego Uniwersytetu, którego jedynym dotychczasowym zmartwieniem było wynajdowanie sposobów na nieukończenie studiów, i Ginger – kobieta hojnie obdarzona przez naturę (właściwie inne jej cechy nie mają znaczenia).
         Mamy więc główne postaci, które jednak nie zwojują wiele w Świecie Dysku. A teraz rzućmy okiem na prawdziwe gwiazdy.

          Ten na, którego czekaliśmy! Wielką rolę u pana Pratchetta dostaje w końcu Gardło Sobie Podrzynam Dibbler. Tak jest! Jeżeli na czymś da się zarobić, możemy być pewni, że GSP będzie w pobliżu. Migawki pod jego okiem nabiorą rozmachu. Będą emocje. Będą walki, pościgi, romanse, bohaterowie, złoczyńcy. I tysiąc słoni!
         Cudowny pies Gaspode. Po raz kolejny uratuje świat. Po raz kolejny nie z własnej woli.
         Troll Detrytus. Już nie pracuje jako rozgniatało. Teraz próbuje zostać „kimś” w ruchomych obrazkach. W międzyczasie pozna miłość swego życia, a my będziemy świadkami prób zdobycia jej serca (czy co tam trolle mają),
         Na scenę wkracza także Myślak Stibbons i cała kadra Niewidocznego uniwersytetu, którego nadrektorem został właśnie Mustrum Ridcully.
Oj będzie się działo!

         Pratchett po raz kolejny funduje świat zupełnie inny od tego, w którym żyjemy. Żartuje. Jak zwykle mamy fantastyczny, zwichrowany obraz naszego świata, przedstawiony w zwierciadle zwanym Terry Pratchett. Autor głównie dyskretnie naśmiewa się z popkultury (a właściwie nie tak dyskretnie). Pokazuje mechanizmy rządzące Świętym Gajem. A wszystko to z ogromną dawką pratchettowskiego (jest takie słowo?) humoru.
         Bo śmiechu mamy w książce co nie miara. Głównie za sprawą wspomnianych GSP Dibblera i magów z Niewidocznego Uniwersytetu. To co lekko psuje zabawę to główny wątek (Victor i Ginger). Zbyt sztywny jak na to, do czego przyzwyczaił nas autor.

         Pozostaje więc pytanie: czy warto?
Na początek przygody ze Światem Dysku: raczej nie (radzę najpierw poznać „podstawy” w którymś z wcześniejszych tomów).
Jeśli czytasz wszystko w kolejności chronologicznej: zdecydowanie tak.
Jeśli czytałeś już wiele nowszych książek ze Świata Dysku, a ta jakoś ci umknęła: zdecydowanie tak.
Jeśli interesuje Cię tylko konkretna seria (Rincewind, Straż, Śmierć, Czarownice…): tak.
Jeśli już czytałeś: nie muszę Ci wtedy doradzać, bo dobrze wiemy jaka jest odpowiedź.
       
           I pamiętajcie: „Człowieka ze sztuczną brodą nikt nie będzie podejrzewał, że ma pod spodem brodę prawdziwą.” [2]
        
9/10

„Można powiedzieć: ‘twarz jak z Finxa’, ale ‘godna Finxa’ lepiej brzmi.” [3]

„Człowiek może nie być pewien, ile posiada żon, ale nigdy tego, ile posiada słoni. Słonia albo się ma, albo nie.” [4]

„Nie znoszę warzyw. Rozwadniają krew.” [5]

…………………………
[1]Terry Pratchett „Ruchome Obrazki”, przeł. Piotr W. Cholewa, wyd. Prószyński i S-ka, 1990, s. 15
[2] tamże, s. 244
[3] tamże, s. 117
[4] tamże, s. 129
[5] tamże, s. 292
malynosorozec

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz