piątek, 6 czerwca 2014

Guy Gavriel Kay - Ostatnie Promienie Słońca



„Kim był bohater, który nigdy nie miał okazji niczego dokonać? Który zginął na pierwszym progu?”[1]

          Rudy Thorkell, bohater pieśni, niegdyś towarzysz legendarnego Volgana, w przypływie gniewu zabija człowieka. Zostaje za to skazany na wygnanie. Zmęczony, stary łupieżca ponownie musi zasilić załogę jednego z drakkarów. Jego syn, Bern, przez lekkomyślność ojca, z zamożnego dziedzica ziemskiego zmienia się w pośledniego sługę. Młodzieniec w przypływie rozpaczy robi coś, przez co, tak jak ojciec musi uciekać z rodzinnych stron. Jego kroki kierują się do Jormsviku, siedziby najtwardszych najemników na świecie.
         W tym samym czasie na zachodzie stary duchowny odwodzi od zrobienia bardzo głupiej rzeczy dwóch lekkomyślnych książąt. Młodzieńcy na dłużej związują swój los z losem charyzmatycznego kapłana.
         Wszyscy oni spotkają się w kraju anglcynów, gdzie trawiony chorobą król od ćwierćwiecza stara się zjednoczyć swój lud i zbudować silne, oświecone państwo.

         Świat w jakim dzieje się akcja książki jest tym samym, w którym autor umiejscowił takie powieści jak: „Pożeglować do Sarancjum”, „Władca Cesarzy”, „Lwy Al-Rassanu”,  „Pieśń dla Arbonne”.  W książce mamy kilka odniesień do tych pozycji. Niewielkich (Kilka odniesień do przeszłości Sarancjum, wspomnienia krain z owych powieści, kupiec przybywający z Al-Rassanu… ) Dla kogoś kto nie czytał owych książek nie stanowi to problemu. Dla tych, którzy je czytali dodaje to dodatkowego smaczku. Ogólnie najlepiej przygodę z owym światem zacząć od dwóch pierwszych z wymienionych pozycji (Chociaż tak naprawdę czytanie w jakiejkolwiek kolejności nie sprawi problemów. )

         A wracając do tematu… W książce mamy świat odzwierciedlający Wyspy Brytyjskie i Skandynawię. Mamy celtów, wikingów, anglosasów (cyngaelów, erlingów, anglcynów). Wszystko jest delikatnie pomieszane z pół-światem zamieszkałym przez elfeny i duchy. Pomieszane z niezwykłym wyczuciem. Świat nadprzyrodzony spychany jest na dalszy plan, ma jednak niemałe znaczenie dla bohaterów powieści.  Bo właśnie bohaterowie są największym atutem książki. Większość postaci przedstawiona bardzo dokładnie (nawet te, które pojawiają się na jeden, góra dwa rozdziały). Bohaterowie z krwi i kości, los których będziemy śledzić z zapartym tchem. A każdy z nich inny, unikalny. Większość wrogo nastawiona do siebie nawzajem. I czyją stroną ma trzymać czytelnik?
        
Dalej mamy świat opisany w najdrobniejszych szczegółach. W ogóle pieczołowitość z jaką autor dba o każdy detal jest imponująca (I to w każdej ze swoich książek). Nic nie jest pozostawiane przypadkowi, każdy wątek jest częścią większego obrazu.

         Guy Gavriel Kay potwierdza, że jest mistrzem budowania napięcia. Krąży wokół kulminacyjnego wydarzenia, pokazując drogi jakie musi przejść każdy z bohaterów, aby znaleźć się w tym konkretnym miejscu, w tym akurat czasie. Po czym daje to, na co czytelnik czekał. Jak zwykle u tego autora kulminacyjny moment wypada wspaniale. Można do niego wracać, i wracać, i znowu wracać…
         A później mamy bardzo dobre rozprowadzenie bohaterów, zwięzłe pokazanie ich dalszych losów, możliwości jakie są przed nimi.

         No i są oczywiście opisy łupieżczych wypraw z przeszłości. Dwadzieścia pięć lat przed opisywanymi wydarzeniami Volgan, bohater erlingów, przeżywał swoje dni chwały. Każda z głównych postaci powieści jest w jakiś sposób naznaczona krwawymi rajdami sprzed lat. A sam Volgan przedstawiony jest po prostu fantastycznie (nawet na tle tak dobrze prezentujących się głównych bohaterów).

         Co w takim razie działa na niekorzyść książki? Może fakt, że zdania są niezwykle rozbudowane, opisy bardzo dokładne, do fragmentów, w których jest więcej akcji autor dochodzi powoli. Niektórych może to zniechęcić, może nawet znudzić.
 I jeszcze wątki miłosne: zbyt oczywiste, może nawet trochę banalne (Ale za to dla przeciwwagi relacje rodzinne: ojciec-syn, brat-siostra itp. -  rewelacyjne.)
         Jak dla mnie:

9/10

„Życie wszystkich ludzi pod bogami jest niepewne jak pogoda lub zimowe morze: to jedyna rzecz godna miana prawdy, jak głosiło zakończenie jednej z sag.” [2]

„Nadziej, przepustka do marzeń. Ich początek” [3]

„Lubimy wierzyć, że potrafimy rozpoznać chwile z naszych dni i nocy, które będziemy później pamiętać, ale w gruncie rzeczy tak się nie dzieje.” [4]

„Istnieją drobne sprawy, przypadki zgrania w czasie i zbiegi okoliczności, od których potem zależy, na dobre czy na złe, wszystko co w naszym życiu bierze początek od takich chwil. Idziemy (czasem potykając się) ścieżkami wytyczonymi przez wydarzenia, których jesteśmy całkowicie nieświadomi.” [5]

malynosorozec

………………………………
[1] Guy Gavriel Kay, „Ostatnie Promienie Słońca”, przeł. Agnieszka Sylwanowicz, wyd. MAG, 2006, s. 38
[2]tamże, s. 141
[3]tamże, s. 152
[4]tamże, s. 265

[5]tamże, s. 282

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz