poniedziałek, 30 czerwca 2014

Droga Miecza - Henry Lion Oldi



„Żywy kruszę żywe ciała, ty-  stalowy - kruszysz stal -
Znaczy, każdy swoim krewnym wrogiem się śmiertelnym stał!”[1]


         Od zawsze wiadomo, że istnieje coś takiego jak wschodnia fantazja, której nie da się przebić. I proszę bardzo, oto panowie występujący pod pseudonimem Henry Lion Oldi potwierdzają tą teorię. Po raz kolejny udało im się totalnie zaskoczyć. Oto „Droga Miecza”.

         Kabir jest stolicą kraju, w którym każdy jest mistrzem miecza. Od najmłodszych lat wszyscy uczą się posługiwać bronią białą. Od noży poprzez miecze, topory, szable, halabardy, młoty aż po buławy i posochy. Wszyscy starają się osiągnąć mistrzostwo, a oręż traktowany jest z największym szacunkiem.

         W królestwie od wieków nie przelano ludzkiej krwi. Pojęcie morderstwa jest ludziom obce. Każdy pojedynek, Rozmowa, polega na udowodnieniu przeciwnikowi swojej wyższości. Oderwanie guzika, przecięcie szaty, dotknięcie orężem odsłoniętej części ciała przeciwnika. W ten sposób wygrywa się pojedynki. Ludzie nie potrafią ranić się nawzajem.

         Wszystko zmienia się, kiedy młody Czen Ankor z Ankorów Wejskich, jeden z najlepszych szermierzy w królestwie, podczas turnieju traci rękę. Przeciwnik nie zatrzymał ciosu i z premedytacją przelał krew. Na domiar złego w Kabirze znaleziono przebite mieczem zwłoki. Świat się zmienia, a młodemu Czenowi wydaje się, że nastał właśnie jego koniec. Cóż pocznie bowiem bez ręki, w której mógłby trzymać miecz?

         Mejlański Jednorożec jest równie zrozpaczony jak Czen. W momencie kiedy odrąbana ręka upada na ziemię życie Jednorożca zmienia się diametralnie. Owszem czas może wyleczyć jego rany. Owszem może wychować sobie nowego przydatka. Owszem może żyć tak jak dotychczas… A jednak Jednorożec nie porzuca Czena i za namową królewskiego błazna wybiera rozwiązanie, które tylko dureń mógłby wybrać. Aha… Jednorożec jest Blaskomiotnym. Ponad stuletnim prostym mieczem Dan Gien, Dostojnym wykutym w Mejlaniu.
         Jednoręki Czen wraz z rodzinnym mieczem zwanym Jednorożcem uda się do kowala Kolbena, aby szukać dla siebie nadziei. To co może tam znaleźć to most łączący świat ludzi ze światem Blaskomiotnych.

         A za nieprzebytymi piaskami Kulchanu istnieje Szulma, w której oręż jest tylko narzędziem służącym do zabijania. Ludzie umieją tam zabijać i lubią to. Wraz z pojawieniem się Dżamuki Ośmiorękiego oczy Szulmy zwracają się ku Kabirowi. Jakie szanse przeciwko zabójcom mają mistrzowie, którzy nie potrafią przelewać ludzkiej krwi?

         W książce mamy połączenie dwóch światów. Dla Blaskomiotnych ludzie są jedynie przydatkami, posłusznymi ich woli. Dla ludzi Blaskomiotni są otoczonym szacunkiem orężem. Ludzie nie wiedzą, że ich broń jest świadoma. Blaskomiotni nie zdają sobie sprawy z inteligencji swoich przydatków.
         My widzimy świat raz z jednej, raz z drugiej perspektywy. Autorom udało się coś niesamowitego. Potrafili sprawić, że wszystko bardzo dobrze się układa. Człowiek jest zwierciadlanym odbiciem swojego oręża. Podejmują te same decyzje nie zdając sobie z tego sprawy. Czytelnik widzi świat z obydwu perspektyw i nie ma się do czego przyczepić, nie znajduje dziury w podwójnym świecie stworzonym przez autorów. A świat ten jest naprawdę barwny.
        
Czytając opisy pojedynków, Rozmów – jak nazywają je ludzie i Blaskomiotni, można poczuć się jak w środku filmu o mistrzach Shaolin, z tym że tutaj wszystko wydaje się naturalne. Dzięki kunsztowi autorów naturalne wydaje się niesamowite Mistrzostwo Miecza jakie mamy przedstawione w książce. Naturalnym wydaje się styl „Pijanego Mistrza” jakim uracza nas główny bohater. (I co ciekawe, mamy dokładnie przedstawiony proces nauki owego stylu.) Naturalnym wydaje się, ze to miecz kieruje ręką człowieka (a w kolejnym rozdziale naturalnym jest, że to człowiek panuje nad orężem).
         W podwójnym świecie mamy też podwójną historię, podwójne legendy, zwyczaje, rytuały. Cała ta „podwójność” wywodzi się ze wspólnej przeszłości, łączy się ze sobą, tylko obie strony nie wiedzą o tym. Poza tym autorzy dają nam bardzo dobrze nakreśloną fabułę, która wymusi połączenie obydwu światów.

Czasem, zwłaszcza na początku rozdziałów, ciężko połapać się z czyjej perspektywy widzimy aktualnie świat. Do tego zakończenie nie wbijające w fotel (Szerokie zakończeni, bo już ostatnie kilka zdań - perfekcyjne). Problemem dla czytelnika przyzwyczajonego do „zachodniego” świata może być typowo „wschodni”  charakter książki (zwyczaje, legendy, wierzenia). Może jeszcze nie będą zadowoleni Ci, którzy oczekują zawrotnego tempa akcji… I to by było na tyle jeśli chodzi o minusy.

Cała reszta na plus. Postaci (Ludzie i Blaskomiotni), miejsca, fabuła… Jeszcze raz zwrócę uwagę na bardzo sugestywnie opisane sceny walki (zarówno pojedynki, jak i małe i duże bitwy [raz nawet przenosimy się na wojnę między Mogolią a Chinami, taka sytuacja]). I jeszcze plus za glosariusz z tyłu książki - rysunki prawie wszystkich broni występujących w książce wraz z krótkimi opisami.

9/10

„Ale nie widzę ja przed sobą jedynie słusznej drogi, tylko mnóstwo różnych… a prawdy na każdej z nich nie mniej, niż na innych…” [2]

„Wiem, co znaczy słowo ‘Wróg’. Jest w naszym świecie takie podłe słowo, i we wszystkich językach pisze się je z dużej litery… Wróg to… Wróg. Jeżeli go nie zabijesz, on zabije ciebie. Albo twojego przyjaciela. Albo przyjaciela przyjaciela. Albo zabije twój miecz. Chyba, że miecz zabije jego.
Zabijając  wroga, zabijasz jednak czyjegoś przyjaciela.” [3]

„Rzemiosło wojownika to kontrolowana rozumem wściekłość.” [4]

malynosorozec
…………………………………..


[1] Henry Lion Oldi, Droga Miecza, przeł. Andrzej Sawicki, wyd. Solaris, 2007, s 185

[2] tamże, s. 130

[3] tamże, s. 189

[4] tamże, s. 460

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz