piątek, 11 kwietnia 2014

Zrozumienie




Jako iż zbliża się świąteczny weekend, a niedługo po nim długi weekend majowy, zapraszam Was do lektury krótkiego tekstu przesiąkniętego  alkoholowymi oparami.




Zrozumienie

 

                 W powietrzu unosi się zapach alkoholu, a widok jaki ukazuje się zmrużonym w półmroku oczom nie napawa optymizmem. Otóż trzech mężczyzn siedzi przy niskim stole, mętnym wzrokiem wpatrując się w pełną butelkę wódki.
- No to ostatnia panowie… - I słowa przeszły w czyny. Kieliszki zostały uzupełnione. Toast został wzniesiony. Wódka została wypita. I zaraz jeden z biesiadników zabrał się za uzupełnianie pustego szkła. Drugi podszedł do lodówki po coś do przepicia. Trzeci, ledwie już kontaktując, kiwał się lekko w rytm muzyki. A muzyka nie grała głośno, w końcu była już 4 w nocy. Gitarowe riffy cicho pobrzmiewały, mieszając się z odgłosami chrapania pozostałych uczestników imprezy. Najwytrwalsza trójka wzniosła kieliszki w górę…

                To już drugi dzień. Sobota. A właściwie już niedziela. Na szczęście poniedziałek i wtorek ustawowo wolny. Długi weekend. Trzeba się odstresować, wyluzować, zresetować. Trzeba się napić, zabawić, pogadać.
- I jak tam, lepiej już Bidon?
- Chyba tak. Już dobrze jest. Wiesz myślałem trochę dzisiaj i wiesz…

                24 godziny wcześniej Bidonowi trochę odbiło. Za dużo alkoholu – tak twierdził. A może nie? Może nie o alkohol chodziło, ale to wszystko było prawdą?
Myślał, że nie ma szans na spełnienie marzeń więc po co w ogóle próbować. Myślał, że to wszystko bez sensu, i że nie ma już siły. Ale wiecie co?…

                Tak… Bidon myślał dużo tego dnia. Miał wielkiego kaca, a jutro będzie jeszcze gorzej. Ale najgorszy był kac moralny. Przez to mówił. Przez to jak blisko był załamania się. Przez to, że nie wiedział tak naprawdę o co wczoraj mu chodziło. Przecież teraz to wszystko było tak cholernie jasne! Wraz z wypijanym alkoholem dostrzegał to co umknęło mu poprzedniej nocy. Wszystko stawało się tak bardzo klarowne! Nie chodziło przecież o to, że marzenia, pragnienia, nadzieje się nie spełniają. Chodziło o to… To takie proste!

                Wystarczy na chwilę zmienić punkt widzenia. Wystarczy spojrzeć i zobaczyć. Tak naprawdę marzenia już się spełniły. Te, o których nie miał nawet pojęcia. Te, o których nie myślał. Ale kiedy spojrzał wstecz zobaczył, że już przeżył najwspanialszą chwilę w swoim życiu. Taką, która wydawała się momentem doskonałym. Jak mógł nie zwrócić na to uwagi? Dlaczego nie docenił tego odpowiednio? A było przecież jeszcze idealne popołudnie, kilka lat temu, wiosną, zdawałoby się w innym życiu. I jeszcze sukcesy, z których nie zdawał sobie sprawy, nie doceniał ich, nie wiedział jak są ważne. To wszystko przecież jest prawdziwe, wspaniałe. Nie jakieś tam wymyślne plany i marzenia.
- Wiecie chłopaki. Mam wszystko czego mi potrzeba. – powiedział, a raczej chciał powiedzieć. Wyszedł z tego jakiś niezrozumiały bełkot. Alkohol zrobił swoje. To i tak nie miało znaczenia, ponieważ jego towarzysze spali z głowami na stole. Nie dopili w końcu tej ostatniej flaszki. Ale nie szkodzi…

                Jutro też jest dzień. Jutro impreza będzie trwać dalej. W końcu trzeba jakoś odreagować, a kiedy następnym razem będzie można spotkać się w tak zacnym towarzystwie? Bidon zasypiał jako ostatni. Zasypiał zadowolony, tym że w końcu udało mu się zawrzeć pokój z samym sobą. Postanowił zmienić marzenia i okazało się, że one już zostały spełnione. Tak… w oparach wódki zasypiał człowiek szczęśliwy…

… Ale czy w tychże oparach za kilka godzin z potwornym bólem głowy obudzi  się także człowiek szczęśliwy? Czy przyjmie za swoje pijackie myśli sprzed kilku godzin?
Będziemy świadkami narodzin całkiem nowego człowieka?

Powieki rozklejają się opornie, głowa pęka, język wysuszony, straszne parcie na pęcherz.
- K…wa! Co się tu działo?...

Cóż może następnym razem zrozumienie przyjdzie zanim alkohol całkowicie zapanuje nad umysłem…

malynosorozec

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz