środa, 2 kwietnia 2014

Najszczęśliwszy Człowiek Świata


A teraz coś z zupełnie innej beczki - jak mawiali klasycy.
Mam nadzieję, że się spodoba.
Zapraszam.



Najszczęśliwszy Człowiek Świata



                Zacznę od przedstawienia się. Jestem Mark Zwei, prawnik z zawodu, dziennikarz i pisarz z zamiłowania. Obie te rzeczy robię, moim nieskromnym zdaniem, bardzo dobrze. A wiecie jaki jest mój sekret? Coś, co być może niedługo będzie standardowym ulepszeniem – wykrywacz kłamstw. Ja nim jestem. Najnowsza, prototypowa, technologia. Wiecie – znam człowieka, który zna człowieka, którego brat… I w ten sposób – podpisanie kontraktu, stół operacyjny i oto jestem. Człowiek, który zawsze wie gdy ktoś kłamie.
                Ale ta historia nie będzie o mnie, będzie o najszczęśliwszym człowieku świata. Nie mogłem wprost uwierzyć, ale przez ostatnie dwanaście miesięcy codziennie zadawałem mu pytanie: „Czy jesteś szczęśliwy?” I za każdym razem otrzymywałem twierdzącą odpowiedź. Co jeszcze dziwniejsze, natrafiłem na tego człowieka poniżej zerowego poziomu. Tam gdzie powietrze nie jest najwyższej jakości, a ludzie często żyją na granicy. Jest tam pewien bar, „Człowiek”, gdzie serwują tradycyjny alkohol – niezwykła rzadkość na wyższych poziomach. Właśnie tam spotkać można mojego przyjaciela . Prawdziwą duszę towarzystwa. Człowieka, dla którego wielu zagląda do owego przybytku. Wiecznie uśmiechniętego, żartującego, promieniującego Witalija.

                Co ciekawe, nie ma on wielu ulepszeń. Jest jednym z najbardziej naturalnych ludzi jakich znam. Nawet dzicy z najniższych poziomów są bardziej zmodyfikowani. Witalij nie ma nawet Antykaca. Prawie codziennie wieczorami upija się do nieprzytomności. Prawie codziennie męczy się straszliwie zanim znowu zacznie pić. A mimo wszystko, w którymkolwiek momencie nie zadałbym mu mojego pytania zawsze odpowiada : „Tak, jestem szczęśliwy.”

                I po roku znajomości z tym nietuzinkowym człowiekiem usłyszałem historię jego szczęścia.

                Witalij miał kiedyś żonę – Sonię, najradośniejszą osobę na świecie, według jego słów. Znali się od piętnastu lat. Przez siedem byli małżeństwem. Nie mieli dzieci. Najnowsza technika nie mogła pomóc. Chodziło o jakąś wadę genetyczną – Witalij dokładnie nie wiedział. Nie myśleli o adopcji. Żyli we dwójkę i dobrze im było ze sobą.
                Sonia – działaczka społeczna - dosyć często musiała schodzić na niższe poziomy. Czasami nawet tam gdzie nie było Automatycznych Strażników… Krążyły tam legendy o Spełniaczu Snów, Grulu  - pół człowieku, pół maszynie – jednym z najwcześniejszych osiągnięć cybernetyki, relikcie sprzed setek lat. Według słów Witalija był to człowiek, który w czasach wielkich przemian zapragnął uratować świat. Pragnął stać się wybawieniem dla pokrzywdzonych, a podczas jego eksperymentów coś poszło nie tak. Zmienił się za bardzo, zbyt mało zostało w nim z człowieka. Władzę stopniowo przejmowała maszyna, aż w końcu ludzkie zostało tylko spaczone pragnienie niesienie pomocy. Legenda głosiła, że Grul urzeczywistniał najskrytsze pragnienia. I żył – a raczej istniał - gdzieś tam na samym dnie cywilizacji, w miejscu, które od setek lat nie widziało słońca.

                Oczywiście stało się to, iż Sonia postanowiła odnaleźć Grula, a Witalij jej towarzyszył. Udało im się odnaleźć legendarnego Spełniacza Snów… Jakim cudem żywi dotarli tam, gdzie nawet cała armia nie była w stanie dotrzeć? A tak, cała armia właśnie. Ubiegłoroczne zajścia – setki tysięcy zabitych, miliony rannych, całe dzielnice w gruzach, kompletny chaos – to wszystko efekt próby dostania Grula w swoje łapy przez Władców. Bezowocne próby. Jak więc udało się dotrzeć do niego Witalijowi? Pozwólcie, że zachowam to dla siebie, i tak byście nie uwierzyli…

                … I może wybiegnę za bardzo w przód, ale to właśnie dzięki Witalijowi nasi przywódcy zainteresowali się Grulem. Kiedy udało mu się powrócić z dolnych poziomów, skierował się się prosto do Władców. Na początku nikt nie chciał słuchać, ale Witalij miał w końcu najlepszy dowód – siebie. Ponieważ spełnianie marzeń odbywa się na poziomie genetycznym. Grul zmienia swoich „pacjentów” w sposób nieznany najtęższym umysłom naszego świata.

Podobno kiedyś zawędrował do niego człowiek, którego największym pragnieniem było złoto. I Grul sprawił, że owo pragnienie musiało się spełnić. Człowiek ten w ciągu miesiąca sprzedał wszystko, łącznie ze swymi dziećmi. Dostał swoje złoto, ale ciągle pragnął go tak bardzo, że w końcu sprzedał wszystkie swoje organy wewnętrzne. Płatność z góry sztabkami złota. Podobno umarł szczęśliwy patrząc na swoje bogactwo, kiedy chirurdzy wycinali z niego świeżo zakupiony towar…

  Zdolności Grula mogłyby zrewolucjonizować naukę. Nie było ceny jakiej Władcy nie byliby w stanie zapłacić. Sam Witalij pewnie jeszcze długo byłby „badany”, gdyby nie zamieszanie jakie sprowadził szturm na najniższe poziomy.
Pewnie domyślacie się już, że nie wszystko poszło zgodnie z oczekiwaniami Witalija. Grul , koniec końców, spełnił marzenia jego i Sonii. Witalij jest najszczęśliwszym człowiekiem świata. Wiecznie uśmiechnięty, zarażający swoim optymizmem, nie potrzebujący wiele od życia człowiek. Cóż z tego , że prawie cały czas pijany? W każdym stadium, od lekkiego szmerku przez totalne upojenie, aż po niemiłosiernego kaca, Witalij jest człowiekiem „do rany przyłóż”. Tak jak mówiłem, wielu ludzi zagląda czasem do „Człowieka” tylko dla jego towarzystwa.

Co się stało kiedy Sonia wraz z mężem dotarli do Spełniacza Snów? Opowieść Witalija jest od tego momentu dosyć nieskładna. Twierdzi on, że zaraz po przekroczeniu progu pomieszczenia coś go odurzyło, stępiło zmysły. Może jakiś narkotyk rozpylony w powietrzu? A może tak działa bliskość Grula? Samo pomieszczenie Witalij opisuje jako obskurne, pogrążone w półmroku. Znajdowało się poniżej poziomu zamieszkania wszystkich dzikich. Myślę, że mógł to być stary schron atomowy, które ludzie budowali kilkaset lat temu. Miejsce zapomniane, relikt dawnych lęków.

Sam Grul był dokładnie taki jak przedstawiają go legendy. Niegdysiejszy człowiek, który zmienił się w maszynę. Niewiele ludzkiego już w nim pozostało. Posklecany z przedziwnych części, gdzie żadna nie pasowała do pozostałych. Patrzył na Sonię i Witalija od chwili, gdy ci przekroczyli próg. Patrzył… ach cóż to były za oczy! Mógłbym napisać o czającej się w nich otchłani, o hipnotyzującym pięknie czy… Ale cóż by to znaczyło dla mnie czy dla was, którzy nie widzieliśmy tego na własne oczy!

Witalij podszedł do Grula jakby w transie. Spojrzał w te jego nieziemskie oczy i zobaczył w nich to, czego pragnął najbardziej. A muszę w tym momencie przypomnieć, że marzenia nie mogły dotyczyć osób trzecich. Grul widział tylko to, co mógł zaoferować bezpośrednio samemu zainteresowanemu. Więc nieważne czego Witalij pragnął dla Sonii czy dla świata, w oczach Spełniacza Snów zobaczył to, czego pragnął dla siebie. Zobaczył swoją uśmiechniętą twarz. Twarz człowieka szczęśliwego… Metalowe ręce chwyciły go w mocarnym uścisku. Z przegubów wysunęły się igły. Wszystko trwało nie więcej niż pięć minut. Witalij osunął się na podłogę jako człowiek szczęśliwy…

A potem przyszła kolej na Sonię. Podeszła powoli do Grula. Spojrzała w jego oczy. Uśmiechnęła się na widok tego, co w nich zobaczyła. Spełniacz Snów chwycił ją tak jak poprzednio Witalija. Po czym skręcił jej kark…

- Chyba to wszystko cały czas ją przerastało… Chciała naprawić świat, nieść dobro, chciała, aby wszyscy byli szczęśliwi. Przerażała ją nasza chora cywilizacja. W głębi duszy wiedziała, że nic nie może zrobić. Więc jej największym pragnieniem było uwolnić się… W oczach Grula nie zobaczyła swojego odbicia. Nie zobaczyła w nich nic…
                Witalij był coraz bardziej pijany. Wlewał w siebie szklankę za szklanką, a z twarzy nie znikał mu szeroki uśmiech.
                - Wiesz, że Grul mimo wszystko przeżył szturm? Jakimś cudem udało mu się przedostać na drugą stronę miasta. Tam znowu zadomowił się w zapomnianym, starym bunkrze. Tyle istnień ludzkich poszło na marne…
                Powoli tracił kontakt z rzeczywistością. Wydawał się zadowolony ze wszystkiego, co mówił. Szczęśliwy z powodu wszystkiego, co zrobił.
                - Wiesz, znalazłem go ponownie…
                Kolejna szklanka alkoholu… Teraz już straszliwie bełkotał.
                - Miałem jeszcze jedno pragnienie…
                Uraczył mnie najjaśniejszym z uśmiechów. Tak…
                - Spełniłem je sam. Tymi rękami…

                …Oto we własnych wymiocinach usypia najszczęśliwszy człowiek świata.


malynosorozec

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz