sobota, 11 stycznia 2014

Trzech Panów W Łódce(Nie Licząc Psa) - Jerome K. Jerome




„Nie umiem siedzieć bezczynnie, gdy inni wokół mnie harują w pocie czoła. Nie, muszę trzymać rękę na pulsie: mam na wszystko oko i wydaję polecenia. Taka już moja energiczna natura i nic na to nie poradzę.”

Są na tym świecie rzeczy, które zawsze potrafią rozśmieszyć. Terry Pratchett. Monty Python. KMN. Żart z odsuwanym krzesłem. Top Gear. Jackie Chan. Itp., itd… Trzy z wyżej wymienionych pochodzą z Brytanii? I dobrze! Dorzucam następną. „Trzech Panów W Łódce(Nie Licząc Psa)” autorstwa pana Jerome K. Jerome. Dziewiętnastowieczna książka jest po prostu przezabawna. Niesamowity brytyjski humor, który nic się nie zmienił i bawi do dziś. A podobno miała to być poważna książka …

A o co chodzi?
Trzech przyjaciół dla zdrowotności postanawia wybrać się na wyprawę po Tamizie. Wynajmują łódkę, pakują niezbędne rzeczy, zabierają ze sobą wiernego psa i wyruszają w podróż. Prosta sprawa, jednak sposób w jaki autor przedstawia swoje perypetie jest fantastyczny! Każda, najprostsza nawet czynność zmienia się w heroiczną walkę. Każdy dzień jest nowym wyzwaniem, z którym nasi dzielni podróżnicy muszą sobie poradzić.

W międzyczasie autor raczy nas historyjkami z życia swojego i swoich towarzyszy. Wszystkie przedstawione w sposób, który doprowadza do łez. Dla odsapnięcia mamy także całkiem poważne opisy mijanych przez naszych podróżników miejsc. A po nich zwykle następuje kolejna przygoda, po której nie można pozbierać się ze śmiechu.
Wszystko, od wizyty u lekarza, przez przygotowanie śniadania, aż po refleksję na temat starego cmentarza przesycone jest starym, dobrym, brytyjskim humorem.
Czyli chyba książka nie dla wszystkich? Tylko dla miłośników tegoż właśnie humoru?
Musicie chyba sami się przekonać…
Jak dla mnie:

10/10

„Nie wiem dlaczego, lecz kiedy sam jestem na nogach, widok śpiącego człowieka wybitnie działa mi na nerwy.”

„Ludzie obeznani w temacie powiadają, że kto ma czyste sumienie, czuje się szczęśliwy i ukontentowany, wszelako pełny żołądek wywiązuje się z tego zadania równie skutecznie, a do tego mniejszym kosztem.”

„Ponure bractwo, wiodące ponury żywot w tak cudnie urządzonym przez Boga zakątku. Aż dziw bierze, że otaczające ich odgłosy natury – rozkoszny plusk fal, szepty sitowia, melodia porywistego wiatru – nie wpoiły im prawdziwego sensu istnienia. Tkwili tu miesiącami i latami, w milczeniu nastawiając ucha i oczekując na głos z nieba, on przemawiał do nich bez przerwy miriadami dźwięków, na które uparli się pozostać głusi.”

„Nie, żebym miał coś przeciwko pracy, bynajmniej; lubię pracę. Rzekłbym nawet, że wielce mnie ona fascynuje i mogę godzinami siedzieć i na nią patrzeć.”

„Jako poeta, pisarzyna czy reporter ich zdaniem byłbym świetny, lecz zaszczytne miano wędkarza wymaga ździebełko więcej fantazji i twórczego polotu.”
malynosorozec

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz