środa, 1 stycznia 2014

Antarktyka - Kim Stanley Robinson



„Na południe od czterdziestego równoleżnika nie ma żadnego prawa. Pod pięćdziesiątym – nie ma Boga. Poniżej sześćdziesiątego – nie ma rozsądku.”
„Niebieskie niebo; biały śnieg. To wszystko, co język może powiedzieć o tym miejscu; reszta to komentarze i ludzka fantazja.”
            Antarktyda, niedaleka przyszłość. Ktoś napada na konwój zmierzający na biegun. Skradziony zostaje jeden z ciągników transportowych. To tylko jedna z serii dziwnych kradzieży na białym kontynencie. Podążając ich tropem, dowiemy się o bardzo ciekawych rzeczach mających miejsce na najmniej zaludnionym z lądów…

             W książce Robinsona towarzyszymy na przemian kilku głównych bohaterom, z ich perspektywy śledząc wydarzenia. Poznajemy więc losy między innymi: przewodniczki historycznych wycieczek Val, pracownika warsztatowo-polowego na stacji McMurdu Iksa, specjalnego wysłannika z Waszyngtonu Bena. Do tego dochodzi cała gama oryginalnych postaci, z chińskim pisarzem odnajdującym spokój pośród bezkresnego lodu, na czele.
Mamy obrazy życia na stacjach polarnych. Opisy niezwykłych ludzi z ich jeszcze bardziej niezwykłymi sposobami na zachowanie zdrowych zmysłów pośród bezkresnego lodu.
            Jednak najlepsze co oferuje nam owa książka to historie wielkich odkryć. Raz po raz raczeni jesteśmy opowieściami o wyprawach Sheckeltona, Scotta, czy Amundsena. Poznajemy losy pierwszych wypraw na biegun południowy. Świat początku XX wieku przeplata się z tym współczesnym, pokazując różnicę w nauce, technice, warunkach życia. Przede wszystkim jednak autor uświadamia nam z jakiej gliny kiedyś ulepieni byli ludzie. Czy współcześni mogą się z nimi równać?
            Jedyny minus to powolność akcji i duża ilość rozległych opisów. Chociaż, to co dla jednego jest minusem, dla innych może być plusem. Zwłaszcza, że taki styl bardzo dobrze wpisuje się w obraz opisywanych rozległych lodowych pustkowi…
P.S. Metallica zagrała ostatnio wyjątkowy, w pełni profesjonalny koncert na Antarktydzie. Od razu nasuwa się skojarzenie do koncertu w pobliżu bieguna jaki w swojej książce opisuje nam pan Robinson. Z kiepskim nagłośnieniem i w tragicznych warunkach. Z tych dwóch wolałbym jednak być na tym książkowym. Tyle w temacie kunsztu autora.
8/10
„Być może w pielgrzymkach z natury jest coś śmiesznego, coś żenującego i teatralnego. A może nie miało to żadnego znaczenia.”
„Nie było związku między niebezpieczeństwem a odwagą, tak jak nie było związku między męką a cnotą.”
„Wspaniale jest stwierdzić: ‘Wspaniale jest stwierdzić.’.”
„Ta cała demokracja jest dobra, dopóki nie  zamienia się w chaos. Ktoś musi mieć ostatnie, a raczej pierwsze słowo.”

„Znajdź tamte czerwone kapcie, otrzep je z kurzu i może wrócisz do domu, który nigdy nie istniał.”
malynosorozec

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz