środa, 18 grudnia 2013

Dlaczego Ja?

Tekst ten zainspirowany został jednym z komentarzy zamieszczonych na stronie.
Dedykuje go w pierwszej kolejności wszystkim barmanom, którzy mają jeszcze do nas cierpliwość.
A w drugiej kolejności tym... Ale to już wiadomo chyba którym...

Dlaczego Ja? 
(Czyli zapiski z pustego baru)

            Zapisuje swoje przemyślenia, bo cóż mi innego pozostało? Może się okazać, że nie wrócę. Wtedy niech tych kilka stron będzie przestrogą dla innych. Może się jednak okazać, iż wszystko skończy się dobrze. Wtedy z uśmiechem przeczytam owe zapiski przy kufelku piwa…

            Ale od początku:

Jest godzina 3:00. Środek nocy, a ja wciąż muszę siedzieć w pracy. Dodam, że jest to robota niezwykle niebezpieczna, zwłaszcza w takie noce jak dziś, kiedy następnego dnia jest święto i większość ludzi ma wolne. Tak, tak, dobrze zgadliście. Jestem Barmanem. W taką noc jak dzisiaj usprawiedliwione jest użycie dużego B. W takie noce…
A jeszcze o północy wszystko było dobrze… Standardowa liczba betonów. Kilka potłuczonych kufli. Upaskudzony kibel. Nic niezwykłego. Stali klienci nieco chwiejnie zbierali się do wyjścia. Już zacząłem wycierać blat, gdy nagle…

Wrócili Oni. Myślałem, że już poszli do domów, a Oni tylko byli na kebabie… Wróciło Ich pięciu. Znaczy się, dwóch musieli odesłać do domów taksówką. Dwóch kolejnych chrapie pod stołem. Ale za to pozostała trójka…
Właśnie zaczęli kolejną flaszkę. Chyba złapali tą słynną Skarżyską „Nieśmiertelność”. Ale żeby wszyscy trzej na raz? I to na dodatek na mojej zmianie? Biednemu zawsze wiatr w oczy…
A może by tak zostawić ich tutaj na noc? Pozamykać wszystko i rano po nich przyjechać? W końcu ile mogą jeszcze wypić? Zaraz spać pójdą i spokój będzie…
Ledwo co skończyłem poprzednią myśl, a tu odzywa się ten grubszy, że fajnie by było na noc kiedyś w knajpie zostać. I dalej bełkocze, co on by tu wyprawiał… Co to za wódkę im dałem, że w myślach mi czyta?...
Co oni by tu nawyprawiali… Toż to nawet jak pilnuje ich, to tragedia jest o włos. Jak w bilard grać zaczęli… O a propos, muszę pamiętać żeby mi za kije oddali… i lampy… i szybę… i nogę od stołu…
A potem w rzutki… A mówili, żeby nie stawiać ich koło wejścia do WC… No nic, w sumie dobrze, że wcześniej szyba poszła, to przynajmniej wszystkie lotki powyrzucali. Prosto w samochód… Mój samochód…
A później te śpiewy. Jezusie Chrystusiasty, toż to gorsze niż jak się koty marcują… A potem te filozoficzne dyskusje. Tematy zaczynające się od przeglądu najlepszych filmików w necie, przez politykę, religię, fizykę kwantową, aż do wyższości de Niro nad Pacino. Albo Pacino nad de Niro. Nie wiem na czym stanęło.
I co chwila wołają mnie na banię. A ja nie mogę przecież… Kto tu ogarnie wszystko jak ja padnę. A, że padł bym pijąc z Nimi to rzecz pewna… Jebana „Nieśmiertelność”. Kaca przez trzy dni będą mieć, ale nie skończą dzisiaj jeszcze długo…
Nieeee… Budzi się ten mały… Spod stołu wyłazi… Już ten łysy tu biegnie, żeby kieliszka dawać i pewnie flaszkę weźmie…
No i kij… jeszcze jedną wzięli. Znaczy dwie bo jedną potłukli. Oj jaka się awantura zrobiła. O mało się nie popłakali. Zwłaszcza ten z bródką. Jeszcze szlochów mi tu brakuje…
Uff. Ten mały śpi dalej. A tamci zaczęli dyskusje z serii „a pamiętasz jak…”
Może jak sikać pójdą to zamknę drzwi za nimi? Ale co z tymi śpiącymi? Przez okno ich wyrzucić? Dlaczego ja?!? A mogłem zostać saperem…

Dobra idę im powiedzieć, że zamykać chcę. Co ma być to będzie. Nie jestem w stanie przewidzieć jak zareagują… No to kielicha na odwagę… albo dwa… no to szklankę… Idę…

malynosorozec

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz