sobota, 30 listopada 2013

Największy Strach

            

Jestem na rynku i widzę ogromną klatkę z bardzo dziwnym zwierzęciem w środku. Nie potrafię powiedzieć do jakiego gatunku należy ten stwór. Jestem pewien , że jest drapieżnikiem, chociaż wygląda tak spokojnie. Nie szczerzy kłów, nie warczy, nie wydaje się agresywny. Wodzi wokół wielkimi oczami. Zatrzymuje spojrzenie na mnie. Na dłuższą chwilę. Nie mogę oderwać wzroku od tych hipnotyzujących oczu. Wydają mi się bardzo inteligentne. Ale co dziwne, nie robi mi się żal tego dziwnego zwierzęcia. Nie obchodzi mnie wcale jego los. Myślę tylko: „Jeśli ktoś ma być uwięziony, to lepiej on niż ja”.
            Na początku wszystko wydawało się normalne. No może, nie normalne, ale.. No bo przecież to, że wszyscy nagle zaczęli uciekać, panicznie, tratując się nawzajem, nie bacząc na nic… Widocznie był powód. Bomba, pożar, wyciek gazu? Terroryści? Biegłem i nie widziałem dlaczego. Udzieliła mi się panika tłumu. Co raz dostrzegałem znajome twarze. Wszystkie wykrzywione strachem, przerażone. Chyba ja wyglądałem tak samo, chociaż nie miałem pojęcia dlaczego biegnę…

            Nagle dociera do mnie: To przecież sen! Wszystko się zgadza. Biegnę wciąż przed siebie nie czując zmęczenia. Moje nogi co chwila gubią rytm. Raz po raz przebiegam przez te same drzwi. Nie mogę oddalić się od zagrożenia, jakiekolwiek by ono nie było. Chcę przypomnieć sobie jak znalazłem się na rynku. Przyszedłem prosto z pracy? Byłem tam sam, czy z kimś? Co robiłem wcześniej?... Nie wiem. A więc wielce prawdopodobne, że śnie. A teraz kiedy jestem tego świadomy, otwierają się przede mną ogromne możliwości. Mogę zapanować nad swoim snem. To ja od tej chwili będę ustalać reguły. Nie ma potrzeby, żeby dalej uciekać…

            Jak to możliwe?! Przecież wszystko się zgadzało… Kiedy zobaczyłem w końcu przed czym wszyscy uciekamy, nabrałem pewności, że śnię. Przecież takie stwory nie istnieją naprawdę… Za dużo horrorów, zbyt bujna wyobraźnia…
            Postanowiłem zostać bohaterem. W końcu: mój sen – moje zasady. Jak w książkach – pokonam stwory i wszystkich uratuje. A po przebudzeniu nic nie będę pamiętał…
            Ale wszystko poszło nie tak… Jedna z bestii wgryzła się w moją nogę. Strasznie bolało. Czy nie powinienem był się obudzić?... Przerażony uciekłem jak najdalej, a stwory nie pognały od razu za mną… Tak jakby dawały mi szanse, bawiły się ze mną…

            Na pewno to wszystko nie jest prawdziwe, to jedno wiem. Nie może być. Łamię podstawowe prawa fizyki. Latam, pływam pod ziemią, teleportuje się z miejsca na miejsce. Wszystko by uciec… Ale nie mogę uciec… Teraz dociera mnie. Śmierć. Kiedy umierasz we śnie – budzisz się. Przerażony i zlany potem, ale jednak budzisz. Postanawiam, że tym razem nie ucieknę. Niech bestie rozszarpią mnie i wszystko się skończy…Już idą, widzę je…

            Tak jak myślałem, obudziłem się zaraz po tym jak przestało boleć. A bolało bardzo. Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek wcześniej odczuwał ból we śnie. Ale to już koniec, jak zwykle zapomnę o wszystkim w ciągu kilku godzin. Wstaje z łóżka i podnoszę żaluzję. Przyda mi się trochę światła… Która to godzina? Dokąd ci wszyscy ludzie tak pędzą? Dlaczego tak wrzeszczą? O nie…

            Znowu biegnę. Co sił … To wszystko nie ma sensu. Umieram, budzę się, i znowu muszę uciekać, chociaż wiem, że nadaremnie. I tak znowu mnie dopadną. Przechodzę przez bramę i znowu jestem na tym cholernym rynku. A przecież biegłem w przeciwnym kierunku… Już czekają na mnie, szczerzą kły… Nie patrzą na mnie… ich wzrok utkwiony jest gdzieś za mną… Dziecko. Przerażone, szlochające, nie zdolne się ruszyć. Nie mogę na to pozwolić… Zasłaniam je własną piersią. Ogromny ból. Zjadają mnie żywcem. Przerażone oczy chłopca wpatrują się we mnie. Chcę krzyczeć, żeby uciekał, ale nie mogę. Błogosławiona ciemność zalewa mój umysł…

            Budzę się i dopiero teraz czuję prawdziwe przerażenie… Widzę jak bestie jedzą moje ciało… tylko, że to nie jestem ja... Jestem przerażonym dzieckiem, które przed chwilą uratowałem… Zrywam się do biegu… Nie ucieknę daleko, wiem o tym… Widzę rodziców wyciągających do mnie ręce. Biorą mnie w ramiona i czuje się bezpieczny… Ale matka pada, a ja razem z nią… Dosięgają mnie pazury i ostatnie co widzę to bezsilność stojącego obok ojca…

            Zrywam się do biegu. Znowu…Umieram jako dziecko i budzę się jako ojciec. Patrzę jak ostatnie iskry życia gasną w oczach moich najbliższych… Nie mogę nikogo uratować… Nie mogę uciec od bólu i śmierci…Jak długo to już trwa? Nie wiem… Czy jestem w piekle?..

            Schowałem się. Tym razem mnie nie znajdą. Dookoła ukrywają się inni. Moi bliscy. Rodzina i przyjaciele. Jesteśmy bezpieczni. Nie słyszę ich… Czy naprawdę jestem, aż tak naiwny?... Za chwilę zginę straszną śmiercią...

            Znalazły nas. Ale jesteśmy bezpieczni. Nie dostaną się do nas. Chronią nas grube mury. Znaleźliśmy azyl…
            Mój przyjaciel ma zamiar otworzyć drzwi… Wpuścić bestie do środka. Dlaczego? Widzę ból na jego twarzy. Co ci obiecano przyjacielu. Bezpieczeństwo w zamian za nasze życie… Nie zdążymy go powstrzymać. Już tu są…

            Patrzę na swoje ręce. Ręce, które otworzyły drogę Śmierci. Na moich oczach trwa rzeź. Widzę jak wszyscy giną… Dlaczego to zrobiłem? Za obietnice bezpieczeństwa? Skazałem wszystkich… Zwierzę, które widziałem w klatce tak dawno temu. Czyżby ten stwór wiedział? Czy dlatego zatrzymał na mnie spojrzenie? Współczujące, a nie smutne. Teraz myślę, że znał on już wtedy zasady gry. Zasady, których ja nigdy nie poznałem… To on obiecał mi…Patrzy na mnie, już nie ze współczuciem. To on wszystkim dyryguje. Gdyby tylko udało mi się…

            Zawsze wyobrażałem sobie piekło pełne płomieni i wrzącego oleju. Pełne tortur i bólu. Ale najgorsze są momenty przed bólem, kiedy mam nadzieję, że tym razem uda mi się uciec… I po, kiedy ciemność wydaje się ucieczką, końcem wszystkiego, po czym otwieram oczy i patrzę jak umiera kolejna bliska mi osoba…

            Trzymałem się kurczowo maleńkiej iskierki, myśli, że to jednak nie piekło. Chciałem, żeby to był czyściec. Żeby była nadzieja na zbawienie…

            „Wszystkie grzechy zostały wybaczone, oprócz być może moich.” Mój największy strach okazał się prawdą…

malynosorozec

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz