poniedziałek, 25 listopada 2013

Luna To Surowa Pani - Robert A. Heinlein



„Dorosłość zdefiniować można jako wiek, w którym dowiadujemy się, że musimy umrzeć… i przyjmujemy ten wyrok ze spokojem.”

Jedna z najlepszych książek science-fiction w historii (moim skromnym zdaniem). Napisana ponad 40 lat temu, ale cały czas aktualna. Daje przyjemność podczas czytania i zmusza do myślenia. Czy potrzeba czegoś więcej?
Ale od początku…

Autor przenosi nas do drugiej połowy XXI wieku na Lunę, czyli księżyc. Na początku wieku pod powierzchnią powstały miasta będące koloniami karnymi o zaostrzonym rygorze. Teraz na księżycu żyją zarówno nowo zesłani skazańcy jak i potomkowie dawnych katorżników.
Narratorem powieści jest Man, niezależny specjalista od komputerów oferujący swoje usługi znienawidzonemu przez większość Lunatyków Zarządowi. Zaczyna on swoją opowieść w chwili kiedy zostaje pierwszym przyjacielem Mike’a – głównego księżycowego komputera, który niespodziewanie zyskuje świadomość. W tym samym czasie za sprawą dawnych przyjaciół Man zostaje wciągnięty w rewolucje mającą na celu uzyskanie przez Lunę suwerenności.
I właśnie o rewolucji w głównej mierze opowiada książka. Oczami Mana widzimy narodziny narodu Luny. Widzimy ludzi, którzy nie cofną się przed niczym, aby tylko osiągnąć wymarzoną wolność. Walka będzie okrutna, wszelkie chwyty będą dozwolone. Ziemia ze swoją wartą biliardy dolarów flotą kontra tetrycznie bezbronna Luna. Szanse Lunatyków nie są wielkie, ale Man przeciąga na ich stronę Mike’a...

Książka została napisana w 1966 roku, czyli wcześniej niż „Odyseja Kosmiczna” Clarka. Więc czy to Heinlein był pierwszy z pomysłem komputera zyskującego świadomość?
Mike jest jak szybko dorastające dziecko, którego cały czas trzeba pilnować. Potrafi w ciągu sekundy przeczytać tysiące książek, ale nie rozumie najprostszych dowcipów. Chce stać się bardziej ludzki, poznać nowych przyjaciół, być częścią społeczeństwa. Jego wkład w rewolucje będzie nieoceniony.
           
            Sposób prowadzenia narracji jest bardzo przystępny. Mimo tego, że autor pisze dużo o sprawach ważnych i trudnych, książkę czyta się „lekko”. Dużo miejsca poświęcone jest tożsamości narodowej, rodzinie, wolności i walce o własne prawa. A wszystko to z myślącym superkomputerem i kosmiczną wojną w tle. Po prostu fantastycznie!

10/10

„Najbardziej bowiem obawiam się pozytywnej działalności trzeźwych ludzi o dobrych intencjach, którzy przyznają rządowi władzę czynienia czegoś, co wydaje się niezbędnym.”

„Jak powiada Biblia, Bóg jest po stronie tej armii, która ma cięższe działa.”

„Kobiety mówią, kiedy mają na to ochotę. Albo kiedy nie mają.”

„Uważam, że w pewnych sytuacjach kara śmierci jest niezbędna… z jedną różnicą. Nie zwoływałbym sądu; sam osądziłbym, wydał wyrok i wykonał go, i przyjął pełną odpowiedzialność.”

„Ja jestem wolny bez względu na to, wśród jakich przepisów żyję. Jeśli mogę je znieść, to je znoszę; jeśli stwierdzam, że są zbyt dokuczliwe, to je łamię. Jestem wolny, gdyż wiem, że tylko ja ponoszę moralną odpowiedzialność za wszystko, co czynię.”

„Mają nawet prawa do spraw prywatnych, np. do umów. Naprawdę. Jeśli ktoś jest niesłowny, to kto będzie się z nim umawiał? Czy nie ma czegoś takiego jak reputacja?”

„Widocznie w każdym ludzkim sercu ukryte jest pragnienie przeszkadzania bliźnim w robieniu tego, co lubią. Prawa, przepisy – zawsze  dla innych.”

malynosorozec

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz